Influencerki znów zachwalają ten domowy zabieg. Niebezpieczeństwo jest ogromne
Kilka lat temu domowa wersja tego zabiegu stała się absolutnym hitem. Filmiki zachwyconych influencerów obiegły świat, moda dotarła także do Polski. Zachęcona rzekomymi świetnymi efektami uległam i zakupiłam swój własny dermaroller. Dziś wiem, że to był bardzo zły pomysł i po masowych ostrzeżeniach, uświadamiających z jakim ryzykiem wiąże się ten beauty trend, szybko zrezygnowałam z jego używania. Wydawać by się mogło, że niebezpieczna moda zniknęła na zawsze, niestety od niedawna influencerki znów zaczęły ją propagować.

Czym jest dermaroller?
Zacznijmy od tego, czym jest dermaroller. Najprościej mówiąc to wałeczek z igłami z rączką do trzymania. Przejeżdżanie tym wałeczkiem po skórze twarzy w różnych kierunkach i nakłuwanie jej ma sprawiać, że w naturalny sposób pobudzona zostanie produkcja kolagenu, który odpowiada za jędrność i młodość skóry.
Ale lista "cudownych" właściwości nie kończy się na tym. Po zabiegu z użyciem dermarollera podobno spodziewać się możemy poprawy struktury skóry, rozjaśnienia blizn, lepszego gojenia zmian potrądzikowych, ładniejszego kolorytu skóry, zmniejszenia widoczności porów, lepszego wchłaniania składników aktywnych z kosmetyków i wygładzenia cery.
Wszystko to brzmi świetnie, ale problemem jest samo narzędzie oraz domowe warunki. Bo jak by na to nie spojrzeć, przykładając i "jeżdżąc" nabitym igłami wałkiem po skórze, przerywamy jej ciągłość i barierę ochronną. Mikroigiełki rozrywają naskórek (a jeśli używamy dłuższych igieł, nawet głębsze warstwy skóry), przez co jest podatny na wszelkie zakażenia, wniknięcie bakterii i wirusów. Uszkadzamy też barierę hydrolipidową skóry, jeśli mamy aktywny trądzik, rozprzestrzenimy go w ten sposób, ryzykujemy także reakcją alergiczną oraz bliznami. Dlaczego?
Lista zagrożeń jest długa. Nie ryzykuj

Jak lata temu zauważyli specjaliści: kosmetolodzy i dermatolodzy, choć dermaroller opisywany jest jako przyrząd z igiełkami, tak naprawdę nie są to igły. Ostrza są w kształcie trójkątów, które rozszerzają się ku górze, do tego są płaskie. W domowych warunkach nie mamy żadnej kontroli nad siłą nacisku dermarollera - w jednym miejscu możemy więc wprowadzić ostrza głębiej, w innym płycej. Może dojść do rozerwania skóry, krwawienia, a potem nieestetycznych blizn.
Oprócz tego w niesterylnych warunkach ryzyko zakażenia bakteryjnego jest bardzo wysokie. Kolejna rzecz to wielokrotne używanie dermarollera - igiełki/ostrza tępią się już po jednym użyciu. W zaciszu własnej łazienki nie jesteśmy także w stanie odpowiednio zdezynfekować przyrządu. O zdjęciach, które zaczęły krążyć w przestrzeni internetowej w czasie, gdy sama zabrałam się za bezmyślne używanie dermarollera chyba lepiej nie wspominać. Kobiety miały poważne zakażenia, blizny, rany i sączące się ropne wykwity. To i apele dermatologów z całego świata skutecznie podziałało na moją wyobraźnię i mój dermaroller wylądował w koszu już po kilku użyciach. Na szczęście moja twarz nie ucierpiała. Ale czy warto ryzykować?
Zamiast deramrollera - dermapen u specjalisty

Cały ten zachwyt nakłuwaniem twarzy by stymulować skórę do produkcji kolagenu ma jednak sens, ale jedynie w profesjonalnym gabinecie kosmetycznym i nie z użyciem dermarollera, a dermapena. Elektryczny sprzęt nieco większy od długopisu z wymiennymi kartridżami z igłami, które pracują pionowo góra-dół nie tylko daje pełną kontrolę nad głębokością i siłą nacisku, ale też jest sterylny i jednorazowy. To ma prawo działać i rzeczywiście działa, jeśli wykonywane jest regularnie. Kobiety chwalą ten sposób na gładką, jędrną i czystą cerę. I to bez ryzyka poważnych konsekwencji.
Niestety wiele osób zapomniało już, lub dopiero dorosło i nie zdaje sobie sprawy z tego, że trend na domowe zabiegi dermarollerem już raz przerabialiśmy. Młode kobiety znów do tego wracają. Ustawiają kamerę i kręcą rolki o swoim "sekretnym sposobie" na piękną cerę. Przyznam, że gdy widzę jak pryskają środkiem dezynfekującym stępione po kilku użyciach dermarollery a potem zadowolone, z pokłutą, mocno zaczerwienioną twarzą dotykają jej swoimi dłońmi (ryzyko zakażenia!), wdzięcząc się do obiektywu, to czekam na ponowną akcję ostrzegawczą, jaka miała miejsca parę lat temu. Czy ta moda zniknie raz na zawsze? Przekonamy się. A tymczasem: kobiety, nie róbcie sobie tego.
Manicure też ma swoje sezony. Zobacz, jakie kolory i wzory królują teraz na paznokciach i które z nich podkreślą twój styl. Subtelnie, odważnie albo z nutą błysku. Wybór należy do ciebie. Więcej na styl.interia.pl/trendy










