Wszyscy mówią o tym trendzie
Obecnie większość postów w mediach społecznościowych to tzw. "karuzele", czyli seria zdjęc z podpisami, w trendzie "kinda chic". Oznacza to mniej więcej "jakby szykowne" i choć może brzmieć nieco absurdalnie i małostkowo, ten trend nie jest zupełnie bezużyteczny. Na czym dokładnie polega?
Kinda chic polega na uznawaniu tego, co zwyczajne, naturalne, proste i dające szczęście/wolność/wyzwolenie/oddech/ulgę/radość. Świadome odejście od "idealnego" świata rodem z Instagrama, gdzie każdy zdaje się być perfekcyjnie szczęsliwy, twarze gładkie, a ciała bez skazy. To brak potrzeby imponowania innym i odejście od konsumpcjonizmu i gloryfikacja małych, tanich a nawet darmowych rzeczy, które należy docenić i przypominać sobie o tym, zanim pochłonie nas wyidealizowany świat, w którym jesteśmy zawsze niewystarczający.
Co jest "kinda chic"?

Trend spodobał się czołowym influencerom, ale także "szarym" użytkownikom serwisów Instagram czy TikTok. Ludzie "odczarowują" świat. Kinda chic jest: czytanie książek, piknik w parku, ubrania z drugiej ręki, zwyczajne hobby, spotkanie z wieloletnim przyjacielem i małe, ale własne, sukcesy.
Wiele filmików i postów pokazuje poranne zaparzanie kawy lub matchy i "romantyzowanie" tych prostych czynności, by zatrzymać się i nie przegapić miłej chwili o poranku. Inne przypominają, że "kina chic" jest uczęszczanie na terapię w ramach dbania o swoje zdrowie psychiczne, jeszcze inni gloryfikują kupowanie sobie samemu lub wysyłanie bliskim kwiatów bez okazji. Niewielkie, z pozoru nic nie znaczące rzeczy - a jednak warte wspomnienia i docenienia.
Czy to era odchodzenia od filtrów, sztuczności i wyidealizowanego do przesady świata internetowego?
Czasem wystarczy jeden detal, by stylizacja wyglądała jak z czerwonego dywanu. Gwiazdy już to wiedzą, dlatego tak często wybierają ten trend. Sprawdź, jak osiągnąć podobny efekt na styl.interia.pl













