Spis treści:
- Wioska, która stała się rajem dla fanów antyków i staroci
- Podnieść z ulicy to żaden wstyd
- Rozmowa z łowcą historii. Co kryją stare meble?
- Jak powstał Czacz i kiedy stał się tak popularny?
- Kiedy i czy opłaca się jechać do Czacza?
Wioska, która stała się rajem dla fanów antyków i staroci
Wjeżdżając do Czacza, w gminie Śmigiel, na pierwszy rzut oka można doznać szoku. Cała wieś - stodoła po stodole, posesja po posesji, a nawet trawniki i zadaszenia z blachy falistej - tonie w rzeczach z drugiej ręki. Rejestracje samochodów zaparkowanych na poboczach zdradzają, że zjeżdżają tu ludzie z całej Polski. Ci, którzy wyobrażają sobie Czacz jako ciąg luksusowych butików, mogą się jednak mocno zdziwić. Owszem, skala zjawiska przytłacza, ale to często kontrolowany chaos. Z jednej strony widzimy wiekowe dębowe stoły i kryształowe żyrandole, z drugiej - rzeczy, które dla większości z nas nadawałyby się na śmietnik. Asortyment potrafi wprawić w osłupienie. Obok dębowego stołu nierzadko stoi wypchany bażant, narciarski kombinezon z lat 80., francuski znak drogowy i stary fotel fryzjerski.

Mimo ton towaru zza granicy, Czacz nie zatracił całkowicie swojego wielkopolskiego charakteru. Pomiędzy stoiskami natkniemy się na lokalnych gospodarzy. Kupimy tu jaja prosto od kury, świeże mleko, domowe przetwory, sery czy pyszny miód.

Podnieść z ulicy to żaden wstyd
Dziś kupowanie rzeczy z drugiej ręki to styl życia i odwrót od masowej produkcji. W Czaczu asortyment dzieli się na dwa światy. Są punkty, w których towar leży w wielkich kartonach. Jest tam brudno, a żeby cokolwiek znaleźć, trzeba dosłownie nurkować w pudłach. Dla wielu osób te brudne, odrapane meble to jednak czyste złoto. Dziś renowacja to ogromny trend. Młodzi ludzie kupują zniszczone fotele z okresu PRL-u za 50 złotych, by po wymianie tapicerki i oszlifowaniu drewna sprzedawać w internecie za dziesięciokrotność tej kwoty. Z drugiej strony są też stoiska z pięknie wyselekcjonowanym towarem. W wyczyszczonych pawilonach znajdziemy zadbaną porcelanę czy kultową ceramikę z Bolesławca. W tych "lepszych" punktach właściciele doskonale jednak wiedzą, co sprzedają, więc nie liczmy na cenne antyki za bezcen.
Rozmowa z łowcą historii. Co kryją stare meble?
Spacerując między stoiskami, zatrzymałam się na dłuższą pogawędkę z jednym z wieloletnich sprzedawców. Zapytany o to, co najbardziej wyjątkowego udało mu się zdobyć, spoważniał. "Wie pani, ludzie myślą, że my to za darmo z ulicy zbieramy. A to jest potwornie ciężka praca. Znaleźć dziś dobry towar w Holandii czy Francji wcale nie jest łatwo" - opowiadał. Mimo zmęczenia, ta praca potrafi zaskoczyć. Największym jego odkryciem był niepozorny, mocno zniszczony sekretarzyk z XIX wieku. Podczas renowacji, w ukrytej skrytce za jedną z szuflad, sprzedawca znalazł nienaruszoną, złotą papierośnicę z okresu Art Deco oraz plik przedwojennych listów miłosnych pisanych łamaną polszczyzną.

Jak powstał Czacz i kiedy stał się tak popularny?
Ten niezwykły biznes zrodził się w czasach polskiej transformacji gospodarczej lat 90. Jeden z mieszkańców zaryzykował i przywiózł pierwszą partię używanych mebli holenderskich. Towar wyprzedał się na pniu, a sąsiedzi szybko poszli w jego ślady. Kolejne rolnicze stodoły zamieniały się w magazyny ze starociami. Dziś Czacz to potężne, dobrze zorganizowane zagłębie handlowe. A co, jeśli przyjechaliśmy małym miejskim autem, a zakochaliśmy się w dwumetrowej, ciężkiej dębowej szafie? Sprzedawcy są na to przygotowani. Większość z nich oferuje własny transport w dowolne miejsce w Polsce albo współpracuje z kierowcami aut dostawczych, którzy tylko czekają na zlecenia.
Kiedy i czy opłaca się jechać do Czacza?
Czy warto tu przyjechać? Zdecydowanie tak, ale tylko z odpowiednim nastawieniem i... portfelem. W Czaczu terminale to wciąż rzadkość. Tu gotówka to król, a sprawne targowanie się to norma. Cena na metce (o ile jest) to często tylko punkt wyjścia do dyskusji. Kiedy zapytałam o stary, mosiężny młynek do kawy, usłyszałam: "Dla pani będzie za 80, ale jak bierze pani bez reszty ze stówy, to dorzucę tę kryształową popielniczkę". Najlepiej zaplanować wyjazd na wczesny, weekendowy poranek i uzbroić się w cierpliwość, nawilżane chusteczki oraz robocze rękawiczki. Znalezienie okazji bywa dziś trudniejsze niż dekadę temu, ale uratowanie wyjątkowego przedmiotu wynagradza każdą godzinę spędzoną w zakurzonych stodołach Czacza.

Podróż zaczyna się od pomysłu, a my mamy ich mnóstwo. Zobacz, jakie destynacje są teraz na topie i zainspiruj się do własnej przygody. Więcej na styl.interia.pl/podróże












