Miały być szmatkami do podłogi. Dziś jej ubrania z Krecikiem i Małą Syrenką leczą duszę dorosłych
Czy pamiętacie jeszcze to miłe uczucie, gdy po wieczornej dobranocce wskakiwało się pod kołdrę z ulubionymi postaciami z bajek? Dla pokolenia dzisiejszych 30-latków pościel z Królem Lwem, Bambim czy Małą Syrenką była niczym portal do świata, w którym zasypiało się bez zmartwień i trosk. Zuza, twórczyni marki "Odpodszewki", postanowiła otworzyć ten portal na nowo. Ze starych, zapomnianych poszewek szyje ubrania, które dla millenialsów stały się wehikułem czasu. I, jak się okazuje, najlepszym lekarstwem na dorosłość.

Spis treści:
- Od przypadku do pasji
- Moda to także forma terapii
- Wielkie polowanie na wspomnienia
- "Święte Graale" i kolekcjonerskie perełki
- Każdy szew to osobna historia
Od przypadku do pasji
Wszystko zaczęło się, jak to często bywa z najlepszymi pomysłami, z czystego przypadku. Zuza, studiując grafikę na wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych, specjalizowała się w sitodruku. To technika, która pozwala na wielokrotne powielanie tego samego wzoru, co z jednej strony dawało jej ogromną satysfakcję, a z drugiej - generowało mnóstwo prac. "Bardzo dużo ich powstawało i wydawało mi się, że można by było je lepiej wykorzystać" - wspomina. Zaczęła eksperymentować z drukiem na tkaninach, początkowo z powodów czysto finansowych, typowych dla studentki szukającej oszczędności. Zamiast kupować nowe materiały, wykorzystywała stare prześcieradła i obrusy z PRL-u, które dostawała od rodziny i z pierwszych grup zero waste na Facebooku.
Przełom nastąpił, gdy zamiast zamówionych białych tkanin do druku, kurier dostarczył jej paczkę pełną starych, dziecięcych pościeli. Jej pierwszą myślą było rozczarowanie. - Pomyślałam: "będą z tego szmatki do podłogi" - śmieje się dzisiaj. - Ale kiedy przyjrzałam się im bliżej, zobaczyłam, że to stary Krecik, Królewna Śnieżka. Wyglądały prześlicznie! Niektóre miały nawet wydrukowane daty i miejsce produkcji, na przykład napis "Mała Syrenka" po niemiecku. To nie były już tylko śmieci. Zrozumiałam, że muszę coś z nimi zrobić.

Nazwa "Odpodszewki" nasunęła się sama - pierwsze projekty powstawały dosłownie ze starych poszewek.
"Szyję z mamą" - podkreśla Zuza, bo to właśnie jej mama, która szyła od zawsze, odpowiada za konstrukcję ubrań
Wspólnie stworzyły pierwsze komplety - topy i krótkie spodenki. Zorganizowały sesję zdjęciową z koleżankami, a premierowa kolekcja rozeszła się w mgnieniu oka. Tak narodziła się rodzinna manufaktura, w której do Zuzy i jej mamy dołączyła także siostra. Dziś marka działa w trzech nurtach drugiego obiegu: szyją ubrania z bajkowych pościeli, Zuza drukuje swoje ilustracje na koszulkach z lumpeksów (często zakrywając plamy i niedoskonałości), a także, razem z siostrą, odnawia starą ceramikę, którą ozdabia techniką sitodrukową z wykorzystaniem kalki ceramicznej.

Moda to także forma terapii
To, co tworzy Zuza, wykracza daleko poza modę. To rodzaj terapii opakowanej w ubranie i powrót do czasów, gdy największym problemem było to, czy zdąży się na wieczorynkę. Noszenie kamizelki z ulubioną bajką staje się komfortowym pancerzem na gorszy dzień, namacalnym wspomnieniem beztroski.
- To niesamowite, jak ludzie reagują. Klientami są głównie osoby w wieku 25-40 lat. Rzeczywiście, trafiamy głównie do millenialsów. To pokolenie, które wychowało się na Królu Lwie, Małej Syrence czy Pocahontas - wyjaśnia Zuza. Co ciekawe, wybór często nie jest podyktowany miłością do konkretnej bajki, ale ogólnym sentymentem. - Chodzi o całą nostalgię za tamtym okresem. Ktoś może nie przepadać za "101 dalmatyńczykami", ale widzi pościel i mówi: "pamiętam, wszyscy to oglądali, muszę to mieć". Zdarzają się klienci, którzy mówią, że ich ulubioną bajką jest Mulan, ale finalnie wybierają wzór z innej pościeli, bo po prostu bardziej im się podoba. To ubranie staje się biletem powrotnym do najcieplejszych wspomnień.

Wielkie polowanie na wspomnienia
Znalezienie idealnego materiału to praca niemal detektywistyczna. Zuza regularnie przeczesuje pchle targi, lumpeksy, Vinted i internetowe grupy. Każda pościel musi być w dobrym stanie, bez przetarć i plam, co graniczy z cudem. - Trzeba być bardzo uważnym. Czasem drobna dziurka po molach albo przebarwienie od słońca może zepsuć cały wykrój. To są pościele dziecięce, często do kołyski, więc materiału jest mało. Z jednej poszewki często powstaje tylko jedna rzecz - tłumaczy. To sprawia, że biznes jest ogromnym wyzwaniem - promowanie pojedynczych, unikatowych egzemplarzy, które sprzedają się od razu, jest niezwykle trudne.
Odkąd Zuza mieszka we Włoszech, jej łowieckie tereny się poszerzyły. Okazało się, że to, co w Polsce jest rzadkością, za granicą można znaleźć na pęczki. - U nas prawie nie można znaleźć pościeli z Pocahontas. Tutaj jest jej mnóstwo. Każda dziewczynka musiała być szczęściarą! - śmieje się. Jednocześnie z niepokojem obserwuje jakość współczesnych ubrań trafiających do drugiego obiegu. - Kiedyś w lumpeksach znajdowałam świetne, bawełniane t-shirty. Dziś wszystko jest z Shein, z poliestru. Nie chcę nawet brać tego do odnawiania, bo wiem, że ktoś będzie się w tym pocił.
"Święte Graale" i kolekcjonerskie perełki
Jak każdy poszukiwacz skarbów, Zuza ma swoje "święte Graale". Przez lata bezskutecznie polowała na pościel z "Gumisiami", zaczynając wątpić, czy w ogóle kiedykolwiek istniały. - Aż tydzień temu, na jakiejś francuskiej stronie, znalazłam jedną, małą poszewkę na poduszkę, opisaną jako "Troskliwe Misie". Od razu ją zamówiłam. Powstanie z niej pewnie tylko portfel czy kosmetyczka, ale satysfakcja jest ogromna - opowiada z ekscytacją.
Hitem, równie pożądanym i trudnym do zdobycia, są "Odlotowe Agentki" czy "Czarodziejka z Księżyca". - Jakość tych pościeli jest absolutnie niesamowita. Są grube, świetnie uszyte, z fantastycznymi zakładkami. To dowód na to, że kiedyś rzeczy tworzono, by przetrwały lata, a nie jeden sezon. Z kolei pościele z "Muminkami" przyciągają zupełnie inną grupę klientów. Ich stonowana, beżowa kolorystyka i delikatna kreska sprawiają, że nawet osoby o minimalistycznym stylu znajdują coś dla siebie, dodając stylizacji nostalgicznego twista.

Każdy szew to osobna historia
Za każdym zamówieniem kryje się osobista historia. To właśnie one dają Zuzie największą motywację. Większość projektów jest personalizowana. Klienci wysyłają własne pościele lub wybierają z tych, które Zuzie udało się znaleźć. - Pamiętam sytuację, gdy ktoś zamówił garść breloków dla swojej siostry, która ciągle gubiła klucze. Każdy brelok był z innej bajki, którą siostry oglądały razem w dzieciństwie. To było niesamowicie wzruszające - wspomina.
Klienci dzielą się swoimi wspomnieniami, rozpoznając wzory, które zdobiły fotele w domu babci lub tapicerkę ich pierwszego łóżka. Czasem proszą o uszycie fartucha z Dragon Balla dla chłopaka albo zamawiają coś z Pocahontas, bo jako siostry śpiewały razem piosenki z tej bajki. Te ubrania stają się pretekstem do rozmów, międzypokoleniowym mostem i dowodem na to, że najpiękniejsze historie to te, które nosimy blisko serca.

Mimo ogromu pracy, nudnych formalności związanych z prowadzeniem firmy i wyzwań logistycznych, Zuza podkreśla, że najważniejsza jest dla niej radość, jaką dają jej projekty. - Chciałabym, żeby jak najwięcej osób mogło tego doświadczyć. Nie chodzi o sprzedaż, ale o to, że to jest tak miłe, bo wiąże się z dzieciństwem. Ta nostalgia jest w tym wszystkim najważniejsza. A wszystko to zaczęło się od paczki, która miała trafić na śmietnik.
Moda, uroda i codzienne wybory mają wiele odcieni. Na Styl.interia czekają kolejne artykuły, które inspirują, tłumaczą i podpowiadają. Zajrzyj i odkryj więcej tematów, które mogą cię zainteresować.









