Od tazosów do blind boxów. Dlaczego w 2026 roku znów kolekcjonujemy "byle co"?
Był czas, kiedy mogło się wydawać, że kolekcjonerskie mody należą do przeszłości. Dziś znów trudno przejść obojętnie obok półek, które w krótkim czasie pustoszeją, internetowych grup pękających w szwach i aukcji, na których niepozorne figurki osiągają zawrotne ceny. Kolekcjonowanie wróciło. I choć zmieniły się kanały sprzedaży oraz skala zjawiska, emocje oraz mechanizmy napędzające ten "boom" pozostają zaskakująco podobne.

Kolekcjonowanie dawniej i dziś
W latach 90. kolekcjonowanie nie dotyczyło wąskich grup o konkretnych zainteresowaniach. Zbiorowe szaleństwo zbierania figurek z czekoladowych jajek było na porządku dziennym, podobnie jak żetony z chipsów czy kolorowe karteczki do segregatorów. Owszem, można było trafić postaci, które szczególnie pasowały do konkretnych zainteresowań - bajek, filmów, uprawianego sportu. Ale w ogólnym rozrachunku chodziło jednak o bycie częścią wspólnoty.
Liczba uzbieranych figurek czy pachnących karteczek czasem poprawiała wręcz szkolny status społeczny - potrafiła bowiem wśród uczniów szkół podstawowych stanowić o "bogactwie" bardziej, niż nowe buty czy markowy dres. Jeśli ktoś miał w ścisłym gronie znajomych kogoś, kto miał dostęp do przywożonych przez tatę zza granicy zabawek, naklejek czy czekoladek z zabawkami, był "kimś". Duma z układania maleńkich hipopotamów czy zebrana podczas "bitw" na podwórku kolekcja tazosów, które potem dumnie zdobiły album, była nie do opisania. Millenialsi wydorośleli, a szaleństwo związane ze zbieraniem kompletnie bezużytecznych (ale jakich fajnych!) przedmiotów zniknęło na długie lata. Przynajmniej w formie tak powszechnej jak kiedyś.
Mamy rok 2026 i, co zaskakujące, kolekcjonowanie znów stało się modne - a dzięki internetowi i zakładanym dedykowanym danej kolekcji grupom, zrzesza w jednym miejscu zainteresowanych wymianą, sprzedażą i chwaleniem się swoimi kolekcjami. Oto przegląd najpopularniejszych współcześnie figurek, które podbiły serca trzech pokoleń: Alpha, Gen Z i Millenialsów.
Figurki Funko z jajek-niespodzianek

Kilka lat temu fani serii Harry Potter obsesyjnie wykupowali jajka Kinder Joy w poszukiwaniu rzadkiej figurki złotego Harry'ego. Figurki Funko stały się światowym fenomenem, bo kolekcje obejmują cały świat Marvela, najpopularniejszych filmów, seriali animowanych i anime, a także postaci z gier. Ich ceny są dość wysokie, zatem gdy ich mini wersje można było nabyć w jajku za kilka złotych, ludzie byli w stanie wychodzić ze sklepów z kartonami słodyczy, by skompletować cały pokazywany na ulotkach zbiór. Za unikat wspomniany wcześniej, czyli złotą figurkę tytułowej postaci z serii książek J.K. Rowling, szczęśliwi posiadacze mogli zażądać całkiem spore sumy na aukcjach internetowych.

Sytuacja się powtórzyła, gdy w zeszłym roku zbliżał się finał serialu Stranger Things. Kolaboracja Kinder Joy x Funko Pop osiągnęła szczyt popularności, zdobywając także serca dorosłych. Czekoladowe przysmaki z tej serii znikały z półek szybciej, niż ktokolwiek by przypuszczał, bo każdy chciał zdobyć całą kolekcję figurek z serialu. Powstały grupy, na których ludzie umawiali się na wymianę powtórek lub oferowali sprzedaż. Złotego Harry'ego Pottera zastąpił Will - i nie ma w tym przypadku.

Najrzadziej znajdowana figurka to postać, która w serialu także była poszukiwana przez przyjaciół. Internetowa społeczność była w szoku, gdy na platformie Vinted ktoś próbował sprzedać ten rzadki okaz za, uwaga, 52 tys. zł. Wielu osobom udało się zebrać całą kolekcję, która nie leżała zwyczajnie na półce. Na oprawionym obrazku - plakacie z serialu umieszczano plastikowe figurki zgodnie z ich pochodzeniem: te z normalnego świata na górze, a te z Upside Down - na dole, do góry nogami. Karolina, która serial ogląda od pierwszego odcinka, zbiera figurki wraz ze swoją nastoletnią córką. Nie żałuje ani jednej złotówki wydanej na jajka kinder. - Nie mamy pełnej kolekcji, ale udało nam się stworzyć całkiem fajną ozdobę do pokoju. Córka namalowała obraz farbami - na górze Jedenastka z przyjaciółmi jadą na rowerach, a na dole w Upside Down Demogorgon goni Willa. Umieściłyśmy nasze figurki w ramce i mamy niesamowitą frajdę. To jest coś, co nas łączy, oglądamy razem i razem zbieramy - mówi.
Figurki z serialu Friends

W sieci McDonalds również nie zabrakło figurek, które chwyciły za serce dorosłych. Kto nie lubi kultowego serialu Friends? Pierwsze doniesienia o kolekcji figurek z postaciami z serialu dotarły do Polski zza granicy. Fani dopytywali, kiedy sieć wprowadzi je w Polsce. Na początku lutego pojawiły się zestawy i możliwość zdobycia sześciu figurek w stylu funko - każda przedstawiała innego bohatera serialu, który od lat bawi miliony osób na świecie. W tym jednak przypadku nie było elementu zaskoczenia.
Zamawiając zestaw z jedzeniem wystarczyło wybrać sobie, czy wolimy Rossa, Rachel, Phoebe, Joey'a, Chandlera czy Monicę. Mimo to, rolki influencerów, którzy otwierają zestawy Friends w samochodach czy domach, zyskiwały imponujące wyniki wyświetleń. Paulina pojechała do McDonalds w dzień premiery kolekcji. Zależało jej na jednej figurce. - Od lat oglądam "Przyjaciół" i serce mi pękło, gdy dowiedziałam się, że Matthew Perry odszedł. Chandler to była moja ulubiona postać, zawsze bawił mnie do łez. Musiałam go mieć, jest przeuroczy. Stoi na moim biurku w pracy - mówi.
Fugglery - tak brzydkie, że piękne

Najnowsza moda dotyczy Fugglersów. To paskudne stworki w różnych kolorach i kształtach: jedne włochate, inne z dodatkowymi kończynami; są także brzydkie odpowiedniki postaci z serialu Spongebob czy Żółwi Ninja. Charakterystycznym znakiem rozpoznawczym są przymknięte oczy i braki w uzębieniu. Występują w wersjach dużych jako przytulanki, ale także jako niewielkie plastikowe figurki sprzedawane w saszetkach jako blind-boxy. Kupujesz i nie wiesz na jakiego trafisz, zupełnie jak w jajkach kinder. Od kilku miesięcy można je było nabyć w sklepach z czasopismami i książkami w cenie 20-30 zł, ale prawdziwy "boom" pojawił się, gdy ktoś w internecie znalazł je w sieci sklepów Action za 6,49 zł. I znowu: podekscytowane dorosłe kobiety i mężczyźni nagrywali moment otwierania saszetek i oglądania, którego "brzydala" udało im się wylosować.
Kontrola, ekscytacja i domknięcie pętli

Z psychologicznego punktu widzenia umiłowanie kolekcjonowania i zdobywania kolejnych "trofeów", które umieścimy na półce czy dedykowanym stojaku jest absolutnie naturalne. Zbieranie figurek daje nam to, co lubimy i czego potrzebujemy:
- Zaspokojenie potrzeby kontroli i porządku: w chaotycznym świecie mamy poczucie kontroli nad kolekcją, jasne cele i mierzalny postęp, a także przewidywalność
- Otwieranie pudełka czy saszetki daje wyrzut dopaminy i aktywuje układ nagrody w mózgu. Co ciekawe, często większą przyjemność daje nam "polowanie" niż zdobycie upragnionej figurki.
- Figurki z konkretnego "świata" mogą coś powiedzieć o właścicielu, być częścią jego wspomnień lub elementem tożsamości
- Przedmioty mogą być nośnikiem emocji, bo wiele figurek odnosi się do dzieciństwa, nostalgii i uczuciem powrotu do "prostszych czasów"
- Wspólna pasja jednoczy ludzi na grupach czy forach i daje poczucie przynależności
- Potrzeba "domknięcia pętli" - gdy mamy 9 z 10 figurek z kolekcji, mózg chce skompletować całość, przez co lepiej zapamiętuje to zadanie.
Warto jednak mieć kontrolę nad procesem zbierania. Kupowanie kompulsywne i rujnowanie finansów z powodu potrzeby domknięcia kolekcji powinno zapalić "czerwoną lampkę". Kontrolowane "zbieractwo" jednak przynosi więcej dobrego.
Zbieracie coś?
Moda, uroda i codzienne wybory mają wiele odcieni. Na Styl.interia czekają kolejne artykuły, które inspirują, tłumaczą i podpowiadają. Zajrzyj i odkryj więcej tematów, które mogą cię zainteresować.










