Partner jako "dodatek" do ułożonego życia. Oto warunki, jakie stawiają mężczyznom kobiety
Obudzeni w środku nocy pędzą po szklankę wody. Kupują kwiaty, koniecznie bez okazji. Mają zakaz krzyczenia i przeklinania. Robią masaże, robią za prywatnego szofera. Nie są zazdrośni, odpisują w ciągu pięciu minut. Gotują, sprzątają, parzą kawę zanim ich dziewczyna wstanie do pracy. "High effort boyrfiend" to mężczyzna idealny? Nie, to "podstawowe minimum" wg instagramowych influencerek. Na mniej się nie godzą.

Perfekcyjne życie z Instagrama i TikToka
W kolorowym, a raczej przekoloryzowanym świecie Instagrama i TikToka wszystko zdaje się być perfekcyjne aż do przesady. Choć od pewnego czasu obserwuje się coraz więcej influencerów, którzy chcą łamać tę niepisaną zasadę "idealnego życia" i śmiało eksponują swoje niedoskonałości, wpadki życiowe, nieestetyczne blizny, pryszcze, cellulit, bałagan w domu i mało ciekawe "stylówki", by przeskoczyć barierę, która wpędza użytkowników w kompleksy, nadal najchętniej oglądane są cudownie wystylizowane wnętrza, zorganizowane szafki kuchenne, nienagannie umalowane i gładkie twarze, gęste włosy i zagraniczne wycieczki w pięciogwiazdkowych hotelach.
Na tej fali powstają także trendy, w których ta "doskonałość" rozlewa się także na aspekty zdrowia psychicznego a nawet związki.
Niegodzenie się na bylejakość czy wykorzystywanie?

To, że feministyczne podejście do życia, świadomy wybór bycia singielką, samowystarczalność i spokojne życie "ogarniętych życiowo" kobiet, które stanowią całkiem nowe pokolenie pań "nie potrzebujących faceta, by prowadzić dobre życie" jest już faktem i godne pochwały, to już wiemy. I nie ma w tym nic złego: wykształcone, pewne siebie dziewczyny nie dają się wmanewrować w związki, z których nie mają w zasadzie nic, poza dodatkowymi obowiązkami wobec swojego wybranka to dobra zmiana i kontra w stosunku do choćby ich matek i babć.
Zależność finansowa, ostracyzm wobec "starych panien" to już czasy słusznie minione. A jeśli już singielki koło trzydziestki decydują się na partnerstwo, to ma to być rzeczywiste partnerstwo, a nie jego namiastka. Tzw. "bare minimum", czyli pojęcie "podstawowego minimum", które robi facet w relacji zaczyna mieć coraz większą pojemność i obejmować coraz więcej "nakazów" i wymagań stawianych przed "łaskawie wpuszczonymi do życia silnej, niezależnej kobiety". Trend na "high effort boyfriend" zaczyna zahaczać o groteskę, a nakładające na siebie przed kamerą puder i sztuczne rzęsy influencerki opowiadające o swoich "idealnych partnerach" to materiał na kiepskie romansidło.
Kim jest "high effort boyfriend"? To mężczyzna, który w swój związek i wybrankę serca wkłada praktycznie całą swoją uwagę, energię i... pieniądze. - Mój chłopak otwiera mi drzwi od samochodu za każdym razem. Nieważne, czy idziemy na randkę, czy jedziemy po zakupy spożywcze. Dlaczego nie możesz mi otworzyć drzwi od auta? Jesteś aż tak zajęty? - pyta retorycznie w swoim filmiku Germany, influencerka makijażowa publikująca jako makeupbygermany.
Swój filmik zatytułowała "Rzeczy, które robi mój starający się chłopak, a które doprowadziłyby nie starającego się chłopaka w śpiączkę". Poza otwieraniem drzwi wymienia: wręczanie kwiatów przynajmniej dwa razy w miesiącu, pod żadnym pozorem nie podnoszenie na nią głosu, robienie wszystkiego o co poprosi. O każdej porze dnia i nocy. - Mogę na przykład o 3 w nocy powiedzieć mu, że jestem głodna, a zanim dokończę zdanie, on jest ubrany i wychodzi przywieźć mi coś do jedzenia. Albo mogę obudzić go środku nocy bo chce mi się pić, a Tyler dosłownie wyskakuje z łóżka by przynieść mi szklankę wody - mówi kobieta na nagraniu, które odbiło się szerokim echem. "Bare minimum" to dla niej także wstawianie jej zdjęć na jego konto Instagramowe, pozwalanie jej wychodzić do klubów nocnych i nie bycie zazdrosnym. Nie, on do klubów ani do znajomych nie wychodzi nigdy.
Ten filmik to tylko jeden z przykładów, bo podobnych w tym roku powstało tysiące. Najpopularniejsze mają miliony odsłon i tysiące komentarzy. Polubienia można liczyć w setkach tysięcy. Siostrzeństwo nie pozwala na krytykę. Komentujące albo zgadzają się w pełni, albo dopisują do listy "obowiązków" facetów kolejne podpunkty do odhaczenia.
Chłopak na "warunkowym"

Z jednej strony należy bić brawo na tę rewolucję, z drugiej jednak trudno nie mieć wrażenia, że ma to niebezpiecznie dużo wspólnego z zależnym stylem przywiązania, ale pierwszy raz w historii to mężczyzna jest stroną chorobliwie zastraszoną i na warunkach dyktowanych przez kobietę, co może być jakimś rodzajem "A masz, teraz nasza kolej po latach wykorzystywania", ale, gdy spojrzeć na rosnący problem męskiej epidemii samotności, nasuwa się pytanie: gdzie jest granica?
I porzucając już temat instagramowej i tiktokowej utopii, w której w zasadzie nie da się sprawdzić autentyczności wypowiadanych słów, to w zasadzie widzimy obrazek, w którym mężczyzna, by być w związku, musi spełnić bardzo restrykcyjne warunki, odstawić siebie zupełnie na bok i cieszyć się, że w ogóle został wpuszczony do świata niezależnej kobiety, która na każdym kroku będzie mu przypominać, że on nie jest jej do niczego potrzebny i w każdym momencie może się go pozbyć i być szczęśliwa sama.
A to już trąci toksycznością, nie feminizmem.










