Spis treści:
- Tinder już nie wystarcza. Singielki szukają nowych rozwiązań
- "Gdybym była singielką, już pakowałabym się w góry"
- Górskie szlaki, rowery i motocykle zamiast randkowych aplikacji
- Samotność wygrywa z Tinderem? Singielki szukają nowych sposobów
Tinder już nie wystarcza. Singielki szukają nowych rozwiązań
Kobiety przyznają to wprost - są zażenowane, zmęczone i rozczarowane niemożnością znalezienia sobie odpowiedniego partnera. Jedni stwierdzą, że to przez wysokie standardy: kobieta wykształcona i dobrze zarabiająca, samodzielna i radząca sobie w życiu z pewnością nie zadowoli się "byle kim". Inni uważają, że to przez zepsucie panujące na aplikacjach randkowych. I ten drugi powód zdecydowanie częściej jest generatorem bardzo oryginalnych pomysłów. Choć kompletnie nie chodzi o kolejne apki, na których zapoznanie odbywa się na podstawie obejrzanych zdjęć i krótkich wiadomości tekstowych. Nowe "Tindery" to po prostu świadome tworzenie okazji i miejsc, by spotkać kogoś, kto mógłby okazać się tym jedynym.
"Gdybym była singielką, już pakowałabym się w góry"
Jakiś czas temu viralem stał się filmik Natalii Tober, popularnej fit-influencerki, która spacerując po szlaku górskim, nagrała dla swoich obserwatorek zachętę, by właśnie w takim miejscu szukać potencjalnego partnera.

- Gdybym była singielką, to już bym się pakowała w góry - stwierdza w rolce, która poniosła się po przestrzeni internetowej z prędkością błyskawicy, osiągając sporą oglądalność i zyskując mnóstwo komentarzy.
Natalia zauważyła, że podczas przemierzania górskich szlaków mija mnóstwo przystojnych, dobrze zbudowanych mężczyzn bez towarzystwa.
- Ci faceci mają łydkę, mają kawał uda, dobrze zbudowane ramiona. Chodzą po górach, to i was podrzucą do góry raz czy dwa razy. Testosteron wysoki, a to oznacza dobrą zabawę - zachęcała nieco żartobliwie twórczyni internetowa.
Choć sama jest zaręczona, uważa, że wyjazd w góry może być dla singielek idealną okazją do zapoznania się z jakimś samotnym mężczyzną.
Po tej zachęcie w komentarzach odezwało się wiele pań. "Idę w ciemno" - napisała maria.strojek.
Podobnych deklaracji było mnóstwo, ale nie brakowało także głosów męskich. Jeden z instagramerów - bartosz.kulagowski - stwierdził, że Natalia w swoim filmiku uprzedmiatawia mężczyzn. - Następnym razem spróbuj jeszcze catcallingu - stwierdził kwaśno.
Ale nawet pomimo tego wytknięcia post spotkał się z ogromną aprobatą ze strony pań. Pomysł został rzucony, a filmiki o podobnej tematyce się mnożą.
Górskie szlaki, rowery i motocykle zamiast randkowych aplikacji
Instagramerka sudetczank4 w opisie swojego profilu wpisała: "Szukam męża, odkrywając Sudety i Ziemię Kłodzką", a jej filmiki, które łączą w sobie promocję tego regionu - widoki, szlaki, sport oraz właśnie próby znalezienia sobie partnera życiowego - przyciągają coraz większą liczbę obserwujących.
Na Facebooku tworzą się grupy zrzeszające amatorów górskich wędrówek w towarzystwie osób o podobnych zainteresowaniach. Choć nie wprost, ten sposób także został okrzyknięty nieoficjalnie "nowym Tinderem", bo to realna szansa na zapoznanie się w niezobowiązujących, sympatycznych warunkach z kimś, kto może okazać się "tym jedynym". I co ważne, nie będzie to przypadkowa znajomość, bo jedno wspólne zainteresowanie zostaje "odhaczone" na starcie: górskie wędrówki.
Ale pomysłowość Polek na tym się nie kończy. Na facebookowych forach dla samotnych znaleźć można także pomysły, by zapisywać się do grup o tematyce bikepackingu (długie trasy rowerowe z plecakiem połączone z nocowaniem na trasie), biegania czy jazdy motocyklem. Dlaczego? Bo w dużej mierze zrzeszają samotnych mężczyzn. W gruncie rzeczy zawsze chodzi o to samo: by pod pretekstem wspólnego zainteresowania wybrać się na zapoznawcze spotkanie.
Samotność wygrywa z Tinderem? Singielki szukają nowych sposobów

Omijanie Tindera, Badoo i innych aplikacji randkowych na rzecz innych sposobów zapoznawania się z singlami rozwija się przynajmniej od dwóch lat. Już wtedy media rozpisywały się na temat bardzo oryginalnego, zaszyfrowanego poszukiwania miłości w Hiszpanii, polegającego na wybieraniu się do supermarketu w określone dni i godziny i pakowaniu do koszyka określonych produktów, by w ten sposób zasygnalizować chęć i otwartość na randkę.
Ananas włożony do koszyka zakupowego do góry nogami i spotkanie się w alejce z nabiałem o konkretnej godzinie miało być sposobem na znalezienie miłości. Choć do dziś nie wiadomo, czy był to żart, czy też może sposób na rozreklamowanie jednego z supermarketów, wiele osób skorzystało z tej opcji. Czy się udało? Trudno powiedzieć.
Podobnie w przypadku poszukiwań partnerów życiowych za pomocą ogłoszeń na grupach typu "Szukam partnera na wesele". Choć teoretycznie chodzi jedynie o towarzyszenie podczas zabawy weselnej, single deklarują otwartość na coś więcej.
Ta kreatywność i aktywne poszukiwania świadczą zarówno o tym, jak bardzo nie zdają egzaminu portale typu Tinder, na których większość relacji jest powierzchowna i opiera się na fizyczności, jak i o tym, jak bardzo samotne osoby pragną miłości i towarzysza na resztę życia. A mówi się przecież, że "na wojnie i w miłości wszystkie chwyty dozwolone".
Jeśli lubisz być na bieżąco z trendami i tematami, które naprawdę mają znaczenie, Styl Interia to dobre miejsce na dalszą lekturę. Zajrzyj po więcej artykułów i wybierz coś dla siebie.












