Voicemaxxing: czym jest i skąd wziął się ten trend?
Po looksmaxxingu przyszedł czas na kolejną odsłonę internetowego "maksymalizowania" własnych cech i poprawiania atrakcyjności fizycznej. Voicemaxxing to trend polegający na próbach "poprawienia" głosu tak, aby brzmiał głębiej, mocniej, pewniej lub bardziej pociągająco. Termin nawiązuje do looksmaxxingu, czyli internetowej kultury dążenia do maksymalnego poprawiania własnego wyglądu, aby wzmocnić pewność siebie, zwiększyć szanse na zainteresowanie ze strony kobiet i podbić swoją wartość na rynku randkowym. Wielu liczy na to, że obniżony tembr głosu ułatwi im podboje miłosne.
W przypadku voicemaxxingu "projektem do poprawienia" nie jest zatem sylwetka czy twarz, ale przede wszystkim głos i sposób mówienia. Zwolennicy trendu próbują obniżyć jego ton, poprawić rezonans, dykcję, tempo czy sposób oddychania. W tej wersji nie ma w tym nic niezwykłego - nad głosem od lat pracują aktorzy, wokaliści, prezenterzy czy osoby występujące publicznie.
Kontrowersyjne metody by uzyskać głos "alpha"
Voicemaxxing to jednak nie tylko ćwiczenia. W internecie można znaleźć porady dotyczące wstrzykiwania testosteronu, ekstremalnego nawodnienia czy manipulowania pozycją szyi i karku.
Testosteron rzeczywiście może wpływać na głos, ponieważ hormony oddziałują na krtań i fałdy głosowe. Nie oznacza to jednak, że samodzielne przyjmowanie testosteronu jest bezpiecznym sposobem na uzyskanie głębszego głosu. Terapia hormonalna powinna odbywać się pod kontrolą lekarza, a ingerowanie w gospodarkę hormonalną może mieć konsekwencje wykraczające daleko poza zmianę głosu.

Kolejnym popularnym przekonaniem jest to, że im więcej wody wypijemy, tym lepiej zabrzmi nasz głos. Odpowiednie nawodnienie faktycznie jest ważne dla aparatu głosowego, ale nie oznacza to, że trzeba pić ogromne ilości wody. Przesadne nawodnienie może być niebezpieczne.
Jeszcze bardziej nietypowe są próby zmieniania ułożenia szyi i karku, które mają rzekomo wpływać na rezonans i sprawiać, że głos staje się głębszy. Tutaj również łatwo przekroczyć granicę między ćwiczeniem emisji głosu a ryzykownym eksperymentowaniem z własnym ciałem.
***
O ile sama potrzeba by dbać o siebie, walczyć z kompleksami i "ulepszać" to, co dała nam matka natura nie jest niczym złym, o tyle jeśli wpadniemy w pułapkę przesadnego traktowania się jak "materiał do poprawy" - możemy sporo ryzykować. Szczególnie jeśli nie korzystamy z porad profesjonalistów, a wybieramy porady przypadkowych twórców internetowych. Warto więc zastanowić się, ile warte są takie eksperymenty. Czy nie łatwiej zaakceptować się takimi, jakimi jesteśmy?
Jeśli lubisz być na bieżąco z trendami i tematami, które naprawdę mają znaczenie, Styl Interia to dobre miejsce na dalszą lekturę. Zajrzyj po więcej artykułów i wybierz coś dla siebie.












