Spis treści:
- Tęsknota za rzeczami z historią
- Antyki, vintage i design z drugiego obiegu
- Antyki i starocie znów są w trendach
- Jak internet odczarował to, co uchodziło za obciach
- Co sprawia, że wracamy do starych rzeczy?
- "Ludzie nie szukają muzeum, szukają emocji"
- Rynek, który mówi sam za siebie
Tęsknota za rzeczami z historią
Mam wrażenie, że przez ostatnie lata trochę za bardzo uwierzyliśmy, że wszystko, co nowe, jest z definicji lepsze. Zachwycaliśmy się prostymi formami, katalogowymi wnętrzami i meblami, które można było kupić od ręki. A przecież wystarczy wejść do mieszkania naszych dziadków, żeby przypomnieć sobie, jak wiele uroku mają rzeczy, które nie są idealne.
Stara lampa czy fotel, na którym widać ślady użytkowania - jeszcze niedawno wiele z tych przedmiotów uznalibyśmy za niemodne. Dziś patrzymy na nie zupełnie inaczej. Zaczynamy dostrzegać ich charakter, rzemiosło i przede wszystkim historię. I chyba właśnie za tą historią tęsknimy najbardziej.
Trudno nie przyznać, że przedmiot, który pamięta rodzinne spotkania albo wakacje z dzieciństwa, ma w sobie coś, czego nie da się kupić w żadnym sklepie. Czasem to filiżanka wyjmowana tylko od święta, a czasem po prostu stary stół, przy którym ktoś pisał listy. Rzeczy, które kiedyś bez wahania oddawaliśmy albo wyrzucaliśmy, dziś wracają do naszych domów.
Antyki, vintage i design z drugiego obiegu
Warto jednak rozdzielić kilka pojęć, które często wrzucamy do jednego worka. Antyk to nie to samo co przedmiot vintage, a stary przedmiot znaleziony na pchlim targu nie musi być ani jednym, ani drugim.
Antykami nazywamy zazwyczaj przedmioty mające co najmniej sto lat - na przykład przedwojenne meble, biedermeierowskie komody czy dawne zegary. Z kolei meble, ceramika i szkło z lat 50., 60. i 70. XX wieku należą do świata vintage i powojennego wzornictwa. To właśnie tutaj znajdziemy projekty, które dziś przeżywają szczególne zainteresowanie: fotele 366 Józefa Chierowskiego, szkło Zbigniewa Horbowego czy ceramikę z Ćmielowa. Projekty Horbowego z lat 60. i 70. są dziś przedmiotem zainteresowania kolekcjonerów, a jego szkło pojawia się na aukcjach DESA Unicum.
Ćmielowskie serwisy i figurki z lat 50. i 60. również weszły do kanonu polskiego wzornictwa. Formy takie jak "Ina", "Goplana" czy "Krokus" są dziś poszukiwane przez kolekcjonerów i miłośników rodzimego designu.
Ceramika z Bolesławca to jeszcze inna historia - to przede wszystkim tradycyjne rzemiosło, którego współczesna produkcja nadal trwa.
Każdy z tych przedmiotów jest inny - ma swoją historię, swój wiek i swoją wartość. Łączy je jednak coś, co dziś wydaje się szczególnie ważne: nie zostały zaprojektowane po to, by za kilka miesięcy zastąpić je kolejnym, nowszym modelem.

Antyki i starocie znów są w trendach
Ci, którzy przez ostatnie lata odwiedzali słynny Jarmark św. Dominika w Gdańsku, mogli zauważyć, że jego charakter stopniowo się zmieniał. Wydarzenie, które od lat było kojarzone nie tylko z handlem, ale także ze starociami, antykami i przedmiotami z historią, z czasem coraz mocniej przyciągało również stoiska z gastronomią, rękodziełem i współczesnymi produktami.
Gdy jako dziecko chodziłam na jarmark z mamą, jednym z punktów, do których szczególnie lubiłam zaglądać, były właśnie stoiska ze starociami. Z biegiem lat coraz trudniej było jednak natrafić na nie w najbardziej uczęszczanych częściach jarmarku. Strefa Kolekcjonerów w poprzednich latach znajdowała się na Długich Ogrodach, a więc poza głównym ciągiem ulic, którymi poruszała się większość odwiedzających.
W tym roku sytuacja wyraźnie się zmieniła. Podczas 766. Jarmarku św. Dominika Strefę Kolekcjonerów przeniesiono z Długich Ogrodów na Targ Węglowy, czyli na sam początek jarmarku. To właśnie tam znalazły się stoiska z antykami i przedmiotami z drugiej ręki, dzięki czemu starocie ponownie pojawiły się w jednej z centralnych przestrzeni jarmarku.
Wśród odwiedzających stoiska z przedmiotami z przeszłością można było zobaczyć nie tylko doświadczonych kolekcjonerów, lecz także młodszych ludzi, zainteresowanych rzeczami, które mają swoją historię i charakter. Stare szkło, porcelana, meble, obrazy, biżuteria czy przedmioty kolekcjonerskie znów przyciągają uwagę. Trudno więc nie odnieść wrażenia, że moda na rzeczy z przeszłością wraca - także wśród młodszego pokolenia.
Jak internet odczarował to, co uchodziło za obciach
Kiedy myślę o tym, jak traktowaliśmy rzeczy z przeszłości jeszcze dekadę temu, widzę ogromny paradoks. Przez lata uciekaliśmy od mebli po dziadkach, bo kojarzyły się z ciasnymi mieszkaniami i epoką niedoboru. Chcieliśmy, żeby wszystko w naszych domach było lekkie, gładkie i przede wszystkim nowe.
I to właśnie świat cyfrowy - ten sam, który często oskarżamy o powierzchowność - zupełnie niespodziewanie odczarował starocie.
Wystarczyło, że na Instagramie i TikToku młodzi ludzie zaczęli pokazywać proces odnawiania starych foteli, polowania na pchlich targach czy aranżacje wnętrz, w których przedwojenny kredens spotyka się ze współczesną sztuką. Nagle to, co przez lata uchodziło za staroświeckie, stało się oznaką dobrego wyczucia stylu, kreatywności i odwagi.
Co sprawia, że wracamy do starych rzeczy?
Kiedy rozmawiam ze znajomymi urządzającymi mieszkania i obserwuję to, co dzieje się na rynku, widzę kilka bardzo prostych powodów, dla których znowu chcemy otaczać się przedmiotami z przeszłości.
Przede wszystkim jesteśmy zwyczajnie zmęczeni powtarzalnością. Kiedy wchodzimy do mieszkań urządzonych według najnowszych trendów, bardzo często mamy wrażenie, że już w nich byliśmy. Ta sama sofa, ten sam stolik, te same grafiki na ścianach. Przedmiot z przeszłości sprawia, że nasz dom jest unikatowy i że nie da się go powtórzyć w skali jeden do jednego.
Po drugie, zaczęliśmy inaczej patrzeć na ekologię. Wystarczy prosta świadomość, że w wielu przypadkach najbardziej przyjaznym środowisku rozwiązaniem jest wykorzystanie mebla, który już istnieje, zamiast kupowania nowego. Dając drugie życie starej szafce czy filiżance, przedłużamy ich życie i ograniczamy potrzebę produkowania kolejnych przedmiotów.
Tęsknimy też za jakością, którą można poczuć pod palcami. Współczesne meble z płyt wiórowych nie zawsze są projektowane z myślą o dziesięcioleciach użytkowania. Kiedy dotykamy blatu z litego dębu, czujemy ciężar, solidność i materiał, który zostanie z nami na lata.
"Ludzie nie szukają muzeum, szukają emocji"
Zapytałam właściciela sklepu Kringloop, pana Amadeusza, który od lat zajmuje się sprzedażą antyków i rzeczy z drugiej ręki, czy rzeczywiście zauważa zmianę wśród swoich klientów.
- Jeszcze kilka lat temu odwiedzali mnie głównie starsi panowie, którzy z uwagą sprawdzali sygnatury i szukali przedmiotów o dużej wartości kolekcjonerskiej - opowiada właściciel. - Dziś w drzwiach stają młodzi ludzie, którzy urządzają swoje pierwsze mieszkania. Nie pytają wyłącznie o pochodzenie przedmiotu. Chcą wiedzieć, jak powstał, skąd pochodzi i jaka historia się z nim wiąże. Szukają rzeczy do codziennego użytku, które mają charakter i posłużą im przez lata.
Jest jeszcze jedna rzecz, na którą pan Amadeusz zwrócił moją uwagę. Klienci coraz częściej nie chcą, żeby meble wyglądały jak nowe.
- Rysy na drewnie były dawniej traktowane jako wada, którą trzeba było natychmiast zamaskować. Dzisiaj klienci często proszą, żebym zostawił te drobne ślady użytkowania. Chcą czuć, że ten mebel ma swoją historię - że ktoś przy nim jadł rodzinne posiłki, rozmawiał, spędzał czas. Te małe niedoskonałości stały się dla nich wartością, bo są dowodem autentyczności.
Rynek, który mówi sam za siebie
Ta zmiana to nie tylko nasze subiektywne odczucie. Widać ją również na rynku kolekcjonerskim. DESA Unicum od lat organizuje aukcje poświęcone polskiemu wzornictwu i zwraca uwagę na rosnące zainteresowanie przedmiotami użytkowymi z XX wieku. Wśród obiektów trafiających na aukcje znajdują się m.in. ceramika z Ćmielowa, szkło Zbigniewa Horbowego, projekty Spółdzielni ŁAD czy polskie meble z połowy XX wieku. Według ekspertów DESA Unicum przedmioty polskiego wzornictwa z lat 50. i 60. osiągają na aukcjach ceny, które jeszcze niedawno były zarezerwowane przede wszystkim dla dzieł sztuki.
Wystarczy spojrzeć na przykłady. Patera z zestawu "Bałtyk" Zbigniewa Horbowego została sprzedana w DESA Unicum za 22 420 zł, a porcelanowe figurki polskich projektantów potrafią osiągać jeszcze wyższe ceny.
Nie oznacza to oczywiście, że każda stara rzecz automatycznie staje się cenna. O wartości decydują m.in. autor, projekt, producent, materiał, stan zachowania i rzadkość danego obiektu. Właśnie dlatego warto nauczyć się patrzeć na przedmioty nie tylko przez pryzmat ich wieku.
Być może za kilka lat moda znów się zmieni. Na razie jednak coraz wyraźniej widać, że po okresie fascynacji nowością zaczynamy szukać czegoś zupełnie innego - przede wszystkim rzeczy, które mają swoją historię.
Moda, uroda i codzienne wybory mają wiele odcieni. Na Styl.interia czekają kolejne artykuły, które inspirują, tłumaczą i podpowiadają. Zajrzyj i odkryj więcej tematów, które mogą cię zainteresować.













