Spis treści:
- Mówi o sobie Danka
- Fryzura "na zapałkę"
- Degolówki z kartonu
- Coś więcej niż moda
Mówi o sobie Danka
Dziś stawia tylko i wyłącznie na wygodę. Obserwuje z ciekawością współczesne trendy, nie podobają jej się workowate ciuchy, które nosi współczesna młodzież. Jest tolerancyjna we właściwie każdym temacie, ale głupoty i niedbalstwa nie znosi. Od lat jest na emeryturze, ma swój spokój, ulubione seriale i konkretne sklepy, do których wybiera się co wtorek wraz z moim tatą.
Poukładana, ale potrafi być głośna i stanowcza, gdy temat lub sytuacja tego wymagają. Feministka, ale raczej w sercu niż czynach. Rozczula się, gdy widzi mnie w sukience czy spódnicy. Seniorka po 70-tce i operacji biodra. Ale to tylko część tego, kim jest. Bo gdy była młoda, szalała. Kochała potańcówki. - Mówiło się wtedy, że się idzie na "ubaw". Wszyscy tańczyli, nie siedziało się. Grała muzyka, wszyscy byli pięknie wystrojeni, modnie. Tam się poznawało kawalerów, przy pierwszym tańcu się ludzie łączyli w pary - wspomina. Moda dla niej zawsze była ważna. Nie potrafi powiedzieć dlaczego.

Była piękna, ciemne włosy i piegi, nonszalancki uśmiech. Na zdjęciach trudno rozróżnić moment, kiedy była jeszcze nastolatką, a kiedy już żoną i pracownicą. Szczupła, niziutka, eteryczna. Chyba wszystko wyglądało na niej dobrze. Na zdjęciach wygłupia się, śmieje, raz ma założoną perukę, raz zaczesany przedziałek na bok. Patrzy w obiektyw.
Bluzeczka w paski wygląda, jakby była na nią szyta. Jest w niej na wielu fotografiach. - Bardzo ją lubiłam, bo pasowała i do spodni i do spódnicy. Zawsze chciałam być na czasie z tym, co modne, ale nie zawsze był dostęp albo pieniądze, żeby to kupić. Dlatego się kombinowało - mówi ze śmiechem.

Jej sukienka studniówkowa różni się od tych, które mają na sobie jej koleżanki na zdjęciu grupowym. Cieniutkie ramiączka, głęboki dekolt i lejący, liliowy materiał przypominający jedwab. - Och, jak mi się ona podobała! Nie każda mogła sobie pozwolić, żeby w takiej sukni dobrze wyglądać. Ja sobie ją wymarzyłam. Wiele tygodni przed studniówką wypatrzyłam materiał na nią. Potem musiałam "wychodzić" sobie moją znajomą, która potrafiła szyć. Zgodziła się za kawę i upominek. Tylko ona umiała szyć i miała w domu maszynę, profesjonalne krawcowe wzięłyby za to majątek, zresztą nie znałam żadnej - wspomina.
Fryzura "na zapałkę"
Gdy mój najstarszy brat miał zaledwie parę miesięcy, mój tata odbywał obowiązkową służbę wojskową. Pod jego nieobecność ścięła swoje piękne ciemne włosy. - Na zapałkę się ścięłam, twój tata nic nie wiedział. Musiałabyś jego minę widzieć jak przyjechał - śmieje się w głos. Na zdjęciu roześmiana patrzy w obiektyw aparatu. W wózku jest mój brat. Nawet w chłopięcej fryzurze zachowała dziewczęcość i wdzięk. To też był element płynięcia z nurtem mody.

Na zdjęciu nad rzeką z moim tatą wyglądają oboje jak z okładki magazynu. To zwykły spacer, a sukienka mini, który moja mama ma na sobie wygląda jakby była uszyta specjalnie dla niej. - Ta sukienka była bardzo wygodna, choć wyglądała też elegancko. Lubiłam takie rzeczy, bo w tym człowiek mógł i iść do parku i pokazać się przy ludziach. Materiał był bardzo miły - przypomina sobie. Mój tata ma w rękach jej torebkę. Wszystko idealnie współgra zarówno z koturnami jak i kolorami.
Wspomina jak z rąk do rąk przekazywane były numery "Burdy", czyli magazynu, w którym były wykroje do najmodniejszych elementów garderoby. - Jak się udało zdobyć, trzeba było szybko lecieć do koleżanki z maszyną. Materiał mieliśmy z innych ubrań, albo się kupowało, jeśli akurat był. Kilka takich rzeczy miałam uszyte na miarę i potrafiłam w nich chodzić niemal bez przerwy. Szanowałam ubrania, uważałam na nie, bo zdobycie ich kosztowało wiele wysiłku - wyjaśnia.
Degolówki z kartonu
Gdy modne zaczęły być czapki "degolówki", inspirowane częścią uniformów francuskich żołnierzy, zwłaszcza po wizycie de Gaulle'a w Polsce, mama nie wyobrażała sobie jej nie mieć. W sklepach - brak, kasy - brak. Wraz z koleżanką zrobiły je sobie z kartonu, który okleiły materiałem. - Ależ to był szał na te degolówki, każdy chciał je mieć. Kleiłyśmy to, kombinowałyśmy. Udało się - mówi zadowolona.

Jej nieco ponad półtora metra wysokości było kompleksem. Dodawała sobie wzrostu szpilkami i koturnami. Na jednym ze zdjęć tańczy w ultrakrótkiej mini ze starszym panem - prawdopodobnie znajomym z pracy. Jej malutka sylwetka wygląda komicznie z ogromną peruką z lokami i potężnymi koturnami. - Taka była wtedy moda - oburza się, gdy śmieję się przy tej fotografii.
Coś więcej niż moda

Wiele rzeczy dostawała. - Jak moja mama dostała jakieś ubrania w worku od kogoś, to nie patrzyłam na nie jak na stare ciuchy, tylko z jakiejś kurtki wycięłam materiałowy kwiat żeby go wpiąć w kożuch, z innego ubrania miałam na przykład futerkowy kołnierz, który doszyłam do kurtki. Teraz idzie się do sklepów i tylko wybierasz. Wtedy, żeby mieć styl i być modnym trzeba było być sprytnym - mówi i zamyśla się. Nie rezygnowała z sukienek i spódnic bez względu na pogodę. W jej szufladach rajstopy zajmowały większość miejsca: czarne, beżowe i "opalone". Zawsze miała w zapasie, pilnowała, by nie było nawet najmniejszego oczka.
Jej styl ewoluował. W latach 90. była panią z biura. Garsonek w różnych krojach i kolorach miała całe mnóstwo. Do tego szpilki. Chodziła w nich jak Carrie Bradshaw, jakby się w nich urodziła. Do dziś nie rozumie, dlaczego ja nie odziedziczyłam po niej tej umiejętności.
- Po prostu było wtedy elegancko. Z gustem. Kołnierzyk, obcasy, dużo sukienek. Marynarki. Jeśli spodnie, to dopasowane. Dla mnie ikoną zawsze była Jackie Kennedy. Szkoda, że dziś odeszliśmy od elegancji w strojach. Wydaje mi się, że to ma związek też z kulturą. Bo to, jak wyglądasz, ma też pewien wpływ na to, jak się wypowiadasz, co sobą reprezentujesz - twierdzi. I trudno się nie zgodzić.
***
Inspiracje, które naprawdę chce się nosić. Zajrzyj do świata trendów, gdzie elegancja spotyka wygodę, a klasyka przeplata się z nowoczesnością. Więcej na styl.interia.pl/trendy , otwiera się w nowym oknie












