Dolly Parton stworzyła własną definicję mody. Fani zapamiętają jej wyjątkowy styl
Na długo przed tym, zanim słowo "camp" na dobre zadomowiło się w świecie mody, Dolly Parton pokazywała, jak efektownie można połączyć kicz, glamour, western i teatralność.
Jej kariera trwała siedem dekad, a charakterystyczny wizerunek stał się równie rozpoznawalny, jak piosenka "Jolene". Dziś trudno wyobrazić sobie Dolly Parton bez bujnych blond włosów, połyskujących tkanin, dopasowanych fasonów i wszechobecnych kryształków. Jej styl nie był dodatkiem do kariery. Był jej integralną częścią.
To estetyka oparta na przesadzie, teatralności i zabawie konwencją. Parton miała jednak swój własny przepis na ten styl: łączyła glamour z estetyką amerykańskiego Południa, westernowe inspiracje z bardzo kobiecymi fasonami, a cekiny i kryształy z dżinsem czy skórą.
Jej garderoba była tak charakterystyczna, że nawet najprostsze elementy, jak koszula, jeansy czy kowbojskie dodatki, w jej wydaniu natychmiast nabierały scenicznego charakteru.
Co ciekawe, Parton wcale nie ograniczała się do kilku efektownych kostiumów na wielkie gale. W 2019 roku "The Guardian" zwracał uwagę, że piosenkarka i jej dyrektor kreatywny przygotowywali około 300 stylizacji rocznie. Każda z nich miała pasować do stworzonego przez Parton wizerunku: kobiecego, błyszczącego i absolutnie nieprzepraszającego za swoją ekstrawagancję.
Ponadto wiązały się z przełomowymi sytuacjami w jej karierze i to właśnie w nich zapisze się Dolly w pamięci fanów.
Międzynarodowy Festiwal Muzyki Country w Wembley, 1976

Już w połowie lat 70. Dolly Parton doskonale wiedziała, jak budować sceniczny wizerunek. W 1976 roku wystąpiła na Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Country w londyńskim Wembley. Był to jeden z jej ważnych występów w Europie - w programie festiwalu znalazły się wówczas także takie nazwiska jak Waylon Jennings, Tammy Wynette czy Carl Perkins.
Stylizacja Parton nie była jeszcze tak spektakularna jak jej późniejsze kreacje, ale już wtedy można było zauważyć elementy, które z czasem stały się jej znakiem firmowym: obszerną blond fryzurę, połysk i biżuteryjne akcenty.
To właśnie w tym okresie kształtował się charakterystyczny "Dolly look". Bardzo kobiecy, bardzo sceniczny i mocno zakorzeniony w estetyce country.
Grammy 1977 i różowy Spandex z kryształkami

Jeśli ktoś chciałby wskazać moment, w którym Dolly Parton naprawdę zaczęła wyznaczać własne zasady dotyczące mody, trudno pominąć galę Grammy z 1977 roku.
Piosenkarka pojawiła się w jaskraworóżowym kostiumie ze Spandexu. Dopasowany fason podkreślał sylwetkę, a charakterystyczne dzwonowate rękawy nadawały całości teatralnego charakteru. Całość uzupełniał błyszczący, wysadzany kryształkami element na gorsecie.
Dziś taki zestaw wygląda jak kwintesencja stylu retro, ale wówczas był również manifestem. Parton nie próbowała wyglądać jak "typowa" gwiazda country. Od początku budowała własny, natychmiast rozpoznawalny wizerunek.
Jej stroje na Grammy z czasem stały się niemal osobną kategorią. Jak zauważano w modowych retrospektywach jej garderoby, kolejne ceremonie traktowała jak okazję do zaprezentowania nowej, jeszcze bardziej spektakularnej kreacji.
Portret do albumu "Here You Come Again". Dolly pokazuje, że jeansy też mogą być glamour

Jedną z ciekawszych stylizacji z 1977 roku jest ta, w której Parton pozuje do zdjęć związanych z albumem "Here You Come Again".
Tym razem zamiast scenicznego kostiumu postawiła na zestaw, który na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo prosty: bluzkę w groszki i jeansy z wysokim stanem.
I właśnie dlatego to zdjęcie jest tak ważne. Pokazuje, że styl Dolly Parton nie opierał się wyłącznie na cekinach. Piosenkarka potrafiła również zamienić zwyczajny zestaw złożony z koszuli i jeansów w element swojego charakterystycznego wizerunku.
To jedna z tych stylizacji, które dziś można odczytać jako zapowiedź powrotu mody retro - wysoki stan, dopasowane jeansy, kobieca bluzka i mocno podkreślona sylwetka. Jeansy wtedy też zaczęły mocno wpisywać się w styl Dolly Parton i były oczywiście powiązane z muzyką country, która przyniosła jej sławę.
Detroit, 1977. Kwiat we włosach i ogromne okulary

Ten sam rok przyniósł jeszcze kilka zupełnie innych wcieleń Parton. Przed jednym z występów w Detroit artystka pozowała w typowo country stylizacji, którą dopełniła czerwonym kwiatem we włosach. Innym razem pojawiła się w bardzo kolorowym zestawie, dużych okularach przeciwsłonecznych i swojej charakterystycznej, niezwykle bujnej fryzurze.
To właśnie takie fotografie najlepiej pokazują, jak szybko Dolly zaczęła traktować modę jak narzędzie do kreowania postaci. Nie chodziło wyłącznie o ubranie. Fryzura, okulary, biżuteria i dodatki tworzyły kompletną "Dolly Parton", osobowość wykraczającą poza muzyczny świat.
"Rhinestone", 1984. Kowbojka w kraciastej koszuli

W 1984 roku Dolly Parton wystąpiła w filmie "Rhinestone", a jej promocyjne zdjęcia są dziś świetną ilustracją tego, jak mocno potrafiła połączyć western z kobiecym glamour.
Na jednym z najbardziej pamiętnych portretów pozuje w kraciastej koszuli, jeansach z wysokim stanem i kowbojskich dodatkach. Nie ma tu morza cekinów ani balowej sukni. Jest za to Dolly w wersji, która stała się jednym z najbardziej charakterystycznych obrazów amerykańskiej gwiazdy country.
Jej styl nie był jednowymiarowy. Parton mogła jednego dnia wyglądać jak gwiazda rewiowego show, a następnego jak najbardziej wyjątkowa kowbojka w Nashville.
Premiera "Stalowych magnolii". Niebieski od stóp do głów

Na premierze hitowych "Stalowych magnolii" w 1989 roku Parton zrobiła dokładnie to, czego można było się po niej spodziewać - potraktowała czerwony dywan jak scenę.
Wybrała błękitną suknię z odkrytymi ramionami, misternymi perłowymi zdobieniami i przezroczystym panelem przy dekolcie. Całość była jednocześnie bardzo kobieca, elegancka i spektakularna.
W filmie Dolly Parton wcieliła się w Truvy Jones, właścicielkę salonu piękności, występując u boku m.in. Julii Roberts, Sally Field, Shirley MacLaine i Daryl Hannah.
Jej zamiłowanie do błysku miało zresztą bardzo osobiste źródło. W rozmowie z "Washington Post" Dolly Parton wspominała, że jako dziecko patrzyła na połyskujące kamienie i widziała w nich coś przypominającego diamenty. Ta fascynacja blaskiem została z nią na całe życie.
Może właśnie z tego powodu kreacja Dolly przeszła do historii podobnie jak same "Stalowe magnolie".
Lunch w Białym Domu w 2000 roku. Limonkowy komplet zamiast zachowawczej elegancji

Dolly Parton nie zamierzała rezygnować ze swojego stylu nawet wtedy, gdy okazja wymagała bardziej formalnego stroju. Nie ugięła się nawet przed prezydentem USA.
Podczas lunchu w Białym Domu w 2000 roku pojawiła się w haftowanym, limonkowym komplecie ze spódnicą. Do zestawu dobrała pasujące czółenka z odkrytymi palcami.
Zdecydowanie, gdy pojawiła się w takiej odsłonie, natychmiast znalazła się w centrum zainteresowania. O to właśnie chodziło Dolly Parton. To świetny przykład tego, jak Parton potrafiła przełożyć swój sceniczny język na bardziej oficjalne okazje. Zamiast klasycznej czerni czy granatu wybrała kolor, który natychmiast przyciągał uwagę.
I właśnie to było w niej najbardziej charakterystyczne oraz urzekające. Nawet gdy zmieniała okazję, nie zmieniała siebie, za co zyskała szacunek i oddanie fanów.
Premiera "Joyful Noise". Biel, perły i maksimum blasku

Jedna z najbardziej efektownych stylizacji Dolly Parton pochodzi z premiery filmu "Joyful Noise" w 2012 roku.
Piosenkarka pojawiła się w dopasowanej, białej sukience pokrytej błyszczącymi zdobieniami. Do tego dobrała przezroczyste rękawiczki ozdobione perłami, długie czerwone paznokcie, pokaźną biżuterię i oczywiście charakterystyczną fryzurę.
Choć kolorystyka była wyjątkowo jasna i elegancka bez krzykliwych elementów charakterystycznych dla artystki, Parton zadbała o to, by kreacja absolutnie nie była minimalistyczna.
Co ciekawe, przed premierą sama opowiadała dziennikarzom o wielogodzinnych przygotowaniach, podczas których zastanawiała się m.in. nad wyborem odpowiedniej peruki.
50. gala CMA i żółta suknia. To wyjątkowe wydarzenie w jej karierze
W 2016 roku Dolly Parton pojawiła się na jubileuszowej, 50. gali Country Music Association Awards w dopasowanej, intensywnie żółtej sukni.
Kreacja subtelnie połyskiwała, a przezroczysta część spódnicy została ozdobiona koronkowymi detalami. To była stylizacja bardzo "Dolly", gdyż emanowała kobiecością, była dopasowana i efektowna, ale bez rezygnowania z teatralnego charakteru.
Okazja była zresztą wyjątkowa. Parton otrzymała wówczas Willie Nelson Lifetime Achievement Award, nagrodę przyznawaną artystom za wyjątkowy wkład w muzykę country. Podczas gali wykonano także medley jej największych przebojów, w tym "Jolene", "9 to 5", "Here You Come Again".
Żółta suknia idealnie współgrała z trofeum, ale przede wszystkim była kolejnym dowodem na to, że nawet po kilkudziesięciu latach kariery Parton nie zamierzała łagodzić swojego wizerunku.
Dolly Parton, czyli styl, którego nie dało się pomylić z żadnym innym

Na przestrzeni dekad zmieniały się trendy, sylwetki i materiały, ale jedno pozostawało niezmienne: Dolly Parton zawsze wyglądała jak Dolly Parton. Nigdy nie udawała nikogo innego i nie podążała ślepo za trendami - to ona je dyktowała.
Jej stylizacje potrafiły łączyć elementy, które teoretycznie nie powinny ze sobą współgrać. Cyrkonie pojawiały się obok dżinsu. Frędzle sąsiadowały z koronką. Skórzane kurtki można było zestawić z bardzo kobiecą sylwetką, a westernowe inspiracje - z niemal balowym przepychem.
I być może właśnie dlatego jej styl przetrwał próbę czasu. Dziś jej garderoba może być odczytywana jako kwintesencja campu, ale Dolly Parton wypracowała ją na długo przed tym, zanim "camp" stał się jednym z najgłośniejszych tematów świata mody.
W 2019 roku Metropolitan Museum of Art poświęciło wystawę "Camp: Notes on Fashion" właśnie tej estetyce. Parton nie potrzebowała jednak muzealnej definicji. Od dekad doskonale wiedziała, że więcej znaczy więcej.
Jej odejście oznacza więc koniec pewnej epoki nie tylko w muzyce. Zostaje po niej również niezwykle konsekwentny język mody, pełen kryształków, połysku, kobiecości, humoru i odrobiny kontrolowanego kiczu. Dolly Parton mawiała o swoim wizerunku z charakterystycznym dla siebie dystansem. I właśnie to może być najważniejsza lekcja jej stylu. Nie trzeba bać się przesady, jeśli jest ona naprawdę nasza.










