Ten deser znali wszyscy w PRL-u. Dziś wraca w formie galaretki i wygląda jak z filmu Wesa Andersona
Od ściany sklepowych galaretek do małych, jadalnych dzieł sztuki - historia Jagody i projektu "Zastyga" pokazuje, jak z przypadku rodzi się pasja, a z pasji perfekcja. To opowieść o nostalgii, estetyce rodem z filmów Wesa Andersona i odwadze do tworzenia rzeczy pięknych tam, gdzie nikt wcześniej ich nie dostrzegał.

Spis treści:
- Od przypadku do perfekcjonizmu
- Estetyka PRL-u spotyka Wesa Andersona
- Smaki, których nikt się nie spodziewa
- Ambrozja: reinkarnacja kultowego deseru
- Marzenia o pierwszym w Polsce lokalu galaretkowym
Od przypadku do perfekcjonizmu
Każda wielka historia ma swój punkt zapalny, a dla "Zastyga" była nim chwila zwątpienia i poszukiwania. Jagoda znalazła się na rozstaju dróg po odejściu z pracy, dysponując dużą ilością wolnego czasu i jeszcze większą potrzebą znalezienia czegoś, co wniesie w jej życie kolor i radość. "To było zupełnie przypadkowe zdarzenie. Byłam w takim momencie w życiu, że chyba szukałam czegoś kolorowego i radosnego" - wspomina. Tym kolorowym objawieniem okazała się ściana sklepowych galaretek. Zwykły widok, który dla milionów jest tłem codziennych zakupów, dla niej stał się inspiracją. Pierwsza galaretka powstała z czystej ciekawości, ale szybko obudził się w niej perfekcjonizm i artystyczna dusza. Zwykły pucharek przestał wystarczać. Postawiła sobie znacznie trudniejsze zadanie: stworzyć deser wolnostojący, o precyzyjnej formie, który sam w sobie będzie małą rzeźbą.

Estetyka PRL-u spotyka Wesa Andersona
Tym, co od razu rzuca się w oczy, gdy patrzymy na dzieła Jagody, jest niezwykła dbałość o wizualną stronę projektu. Każda galaretka to przemyślana kompozycja, a zdjęcia na profilu "Zastyga" tworzą spójną, estetyczną opowieść. Jagoda nie ukrywa swoich fascynacji. "Bardzo, bardzo lubię estetykę Wesa Andersona, co pewnie widać na moim profilu" - przyznaje.
Ta bajkowa wrażliwość doskonale współgra z głęboko zakorzenioną nostalgią, która dla wielu z nas wiąże się właśnie z galaretką. Deser ten przywołuje wspomnienia z czasów PRL-u, ale jego historia jest znacznie bogatsza. Jagoda, zgłębiając temat, odkryła, że galaretki przeżywały swoje złote ery w różnych kulturach. W epoce wiktoriańskiej w Anglii były prawdziwym symbolem luksusu, podawanym w fantazyjnych formach jako ukoronowanie uczt. Z kolei w Stanach Zjednoczonych lat 50. i 60. nastąpił boom na neonowe kolory i wytrawne "sałatki w galarecie". "Zastyga" czerpie z tych wszystkich światów - z polskiej nostalgii, amerykańskiej odwagi i wiktoriańskiej elegancji - filtrując je przez swoją współczesną, artystyczną wrażliwość.

Smaki, których nikt się nie spodziewa
Filozofia Jagody opiera się na rzemiośle i naturze. Jej galaretki powstają od podstaw, na bazie syropów, które często przygotowuje samodzielnie. To pozwala jej tworzyć kompozycje smakowe, które redefiniują pojęcie tego deseru. Jej popisowym dziełem jest galaretka lawendowa - przykład kulinarnej alchemii. "Gdzieś dowiedziałam się takiego triku, że gdy doda się coś takiego jak niebieska herbata - klitoria ternateńska - barwi wszystko na piękny, szlachetny błękit. A po dodaniu cytryny powstaje piękny fiolet!" - zdradza. Tak powstaje deser o magicznym kolorze, który jest w stu procentach naturalny.
Prawdziwym testem dla jej kreatywności było jednak zamówienie na wytrawną galaretkę. Pierwsze skojarzenie w Polsce to oczywiście "zimne nóżki" - potrawa zupełnie niepasująca do wizerunku modowego eventu. "Nie pasowało mi, żeby tam po prostu stawiać coś takiego" - wspomina. Jagoda zaczęła szukać inspiracji w kuchni molekularnej i tak trafiła na przepis na galaretkę z wody pomidorowej. Stworzyła coś, co wizualnie intrygowało, ale wciąż budziło nieufność. Moment przełamania nastąpił po pierwszym kęsie. "Ten smak nagle eksploduje w ustach pomidorową intensywnością. Z tego jestem bardzo dumna" - opowiada.
Ambrozja: reinkarnacja kultowego deseru
Kiedy pyta się Jagodę o projekt, z którego jest najbardziej dumna, bez wahania wskazuje "Ambrozję". Jej areną stała się kultowa warszawska lodziarnia Pallone przy ulicy Puławskiej - miejsce z duszą, mieszczące się w dawnej pijalni wód mineralnych o klimacie vintage. Punktem wyjścia był legendarny deser "Ambrozja", niegdyś serwowany w koktajl barach Hortexu, a unieśmiertelniony w serialu "Czterdziestolatek". Była to prosta, ale genialna kompozycja galaretki, lodów i bitej śmietany. To właśnie ten rodzaj deseru Jagoda kocha najbardziej - szczery, bezpretensjonalny, niosący ze sobą ładunek czystych emocji. Podobny sentyment czuje do innych "śmiesznych deserów" z lat dziewięćdziesiątych, jak choćby deser "Pinokio".

Jagoda, wraz z twórcami lodów, nie odtworzyła tej receptury 1:1. Uchwyciła jej ducha - radość i beztroskę - i przeniosła go we współczesność. Klasyczna Ambrozja została odrodzona z użyciem rzemieślniczych smaków: lawendy, cytryny z imbirem oraz lodów o smaku herbaty Earl Grey.

Marzenia o pierwszym w Polsce lokalu galaretkowym
To, co zaczęło się jako hobbystyczny projekt, dziś jest prężnie rozwijającą się marką. Jagoda tworzy galaretki na zamówienie, współpracuje z kawiarniami i pubami, przygotowując unikalne desery, a także planuje ofertę ślubną. Jej największym marzeniem jest jednak pójście o krok dalej.
"Moim największym marzeniem jest stworzenie lokalu galaretkowego. Myślę, że pierwszego w Polsce, bo nie słyszałam o miejscu, które specjalizowałoby się wyłącznie w galaretkach" - wyznaje. Marzy o niewielkiej, wyspecjalizowanej pracowni, w której mogłaby na pełen etat realizować swoje słodkie wizje.
Jagoda nie tylko tworzy desery - ona odczarowuje wspomnienia, nadaje im nową, bajkową formę i udowadnia, że nawet w galaretce może kryć się wielka sztuka. Zachęca też, byśmy czasem zatrzymali się i spojrzeli na świat z ciekawością - bo nigdy nie wiadomo, gdzie czeka inspiracja, która może odmienić nasze życie. W najsmaczniejszy możliwy sposób.

Jeśli lubisz być na bieżąco z trendami i tematami, które naprawdę mają znaczenie, Styl Interia to dobre miejsce na dalszą lekturę. Zajrzyj po więcej artykułów i wybierz coś dla siebie.









