Torba za trzy dolary symbolem statusu?
Czy płócienna torba na zakupy z logo sklepu może być modową manifestacją i być traktowana jako wskaźnik bogactwa i prestiżu? Okazuje się, że owszem, jeśli przyjrzymy się wkraczającemu właśnie do Polski fenomenowi shopperki z logo Trader Joe's - amerykańskiej sieci marketów ogólnospożywczych. Jak to się stało, że torba warta trzy dolary (czyli około 11 złotych) sprzedawana jest na aukcjach, na których osiąga cenę kilku tysięcy, a popyt na nią wcale nie spada?
O popularności tej torby na zakupy pisały już Forbes i Vogue. Młodzi ludzie chętnie noszą ją jako uzupełnienie miejskich stylizacji. Prosta forma, stonowane kolory i duże logo rzeczywiście pasują niemal do każdego zestawu ubrań. Ale wcale nie chodzi o jej wygląd. To, co przyciąga ludzi do biało-granatowej shopperki, to coś, co zakorzeniło się w ludziach jeszcze w czasach starożytnych. Niegdyś konkretne kolory, rodzaje materiałów, a nawet produkty spożywcze dzieliły się na te dla elit i dla całej reszty. Rzeczy pokazywały bogactwo, status społeczny i formę komunikacji ze społeczeństwem. Wskazywały, z kim ma się do czynienia. I niewiele się w tej kwestii zmieniło, szczególnie jeśli mówimy o torbach.
Wszyscy pamiętają globalny fenomen toreb Birkin, na które czekało się w kolejce latami. Ikonicznej Birkin Bag nie można było tak po prostu kupić w sklepie. Ten, kto ją miał, był kimś. Dziś podobnie jest z torbą Trader Joe's.
Dlaczego wszyscy pragną torby na zakupy

Tokio, Seul, Londyn, Sydney - to tylko część miast, w których pokazywanie się z shopperką z amerykańskiej sieci sklepów stało się wyznacznikiem wyjątkowości. Ludzie przepłacali na aukcjach internetowych, byle tylko wejść w posiadanie wymarzonej torby. I ostatnią rzeczą, do jakiej była wykorzystywana, to pakowanie do niej zakupów spożywczych. Zatem o co dokładnie chodzi? Najbardziej prawdopodobnym powodem wybuchu fascynacji związanej z shopperką jest fakt, że nie można jej kupić nigdzie indziej niż w USA. Sieć Trader Joe's nie istnieje poza Ameryką. Można by zapytać, dlaczego nie Walmart czy jakakolwiek inna amerykańska sieć sklepów? I będzie to sensowne, choć o odpowiedź nieco trudniej. Nikt nie wie, dlaczego akurat ten sklep i akurat ta właśnie niepozorna torba stały się hitem. Jedni wskazują na jej wygląd, inni na fakt, że to limitowana kolekcja, a jeszcze inni, że Trader Joe's jest znacznie bardziej ceniona niż jakiekolwiek inne markety w USA.
Ważny jednak jest przede wszystkim statement: "ja albo ktoś mi bliski był w USA, stać nas na wydatek kilkunastu tys. zł, by tam polecieć i wrócić". I nawet jeśli na usta ciśnie się truizm, że przecież w dzisiejszych czasach podróżowanie nawet do bardzo odległych zakątków świata nie jest niczym szczególnym, nie zmieni to aury wyjątkowości wokół torby z USA.
Polski odpowiednik za dychę

W historii fenomenu płóciennej torby pojawia się właśnie wątek polski. Śledzący trendy mieszkańcy Warszawy zaczynają albo mieć, albo starać się mieć torby Trader Joe's. Na filmikach w mediach społecznościowych pojawiają się osoby, które już ją mają, a także te, które przywiozły z podróży za ocean kilkanaście sztuk dla bliskich i na handel. Rynek nie wysyci się szybko czymś, co jest trudno dostępne. Limitowane kolekcje, jak wspomniano wcześniej, są nawet bardziej cenione niż najdroższe markowe rzeczy. Prada czy Chanel ma przecież swoje sklepy na całym świecie.
Jakiś czas temu mocno inspirowaną kultową już torbą Trader Joe's shopperkę wypuściła sieć sklepów Biedronka. Shopperka do złudzenia przypominała amerykańską, oryginalną wersję, ale - oczywiście - zamiast logo Trader Joe's, widniał na niej uśmiechnięty owad. Kosztowała 9,99. Dziś torby z tej kolekcji można kupić za ok. 70 zł w serwisach aukcyjnych.
Skusilibyście się na torbę zakupową z USA?
Inspiracje, które naprawdę chce się nosić. Zajrzyj do świata trendów, gdzie elegancja spotyka wygodę, a klasyka przeplata się z nowoczesnością. Więcej na styl.interia.pl/trendy , otwiera się w nowym oknie












