"Wolałem zniknąć niż powiedzieć prawdę". Spowiedź ghostujących. Oto czemu urywają znajomość
Znikają bez słowa. Zostawiają po sobie niedopowiedzenia, niedokończone rozmowy i pytania, które potrafią wracać tygodniami. Ghosting stał się codziennością randkowania w erze aplikacji, ale rzadko słyszymy drugą stronę tej historii. Tym razem głos zabierają ci, którzy znikają. Ale ich odpowiedzi nie zawsze przynoszą ulgę.

Spis treści:
- Ghosting i kryzys relacji
- Spieniężanie odrzucenia
- Dawid: "Ghostuję, bo sam byłem ghostowany dziesiątki razy"
- Katarzyna: "Wrzucam ich do spamu, gdy zaczynają kręcić"
- Jeszcze większe okrucieństwo
Ghosting i kryzys relacji
Ogłaszany na platformach społecznościowych "kryzys relacji" związany z wysokimi oczekiwaniami kobiet, brakiem chęci na poważniejszy związek wśród mężczyzn, "epidemią samotności" i rozluźnionym podejściem do randkowania staje się realnym problemem. Elementem wspólnym tych bolączek są masowo używane aplikacje randkowe. Według badań CBOS z ubiegłego roku aż 70 proc. przedstawicieli pokolenia Z korzysta z tego udogodnienia, ale jedynie 9 proc. rzeczywiście znajduje tam miłość. Choć znane są już dobrze pojęcia lovebombingu, narcyzm został odmieniony już przez wszystkie przypadki, to żywą dyskusję nadal budzi ghosting. Ten temat zyskał właściwie swoje własne, odrębne uniwersum w mediach społecznościowych.
Ghosting polega na nagłym zerwaniu kontaktu. Bez słowa wyjaśnienia, bez pożegnania. Zwykle osoba ghostująca robi to w najmniej oczekiwanym momencie - gdy zdaje się, że wszystko się układa, relacja nabiera rumieńców i może przerodzić się w coś obiecującego. I nagle cisza. W tej ciszy tworzą się mikroświaty smutku i tworzenia społeczności: zghostowane kobiety i mężczyźni wylewają swoje żale w filmikach i wpisach na Instagramie i TikToku. Dokumentują podróż przez żal, złość, szukanie winy w sobie i pytania: co się tak naprawdę stało?
Spieniężanie odrzucenia

Problem stał się tak powszechny, że co sprytniejsi postanowili na nim wypłynąć i zarobić. Algorytmy ustawiają się szybko i sprawnie pod tych, którzy szukają ukojenia. - Powiem ci z perspektywy faceta, dlaczego zostałaś zghostowana. Narażam się tym, bo faceci nie chcą, żebyście wiedziały - mówią siedząc w samochodach młodzi mężczyźni, twórcy internetowi. Wymieniają: poznanie kogoś nowego, brak iskry, nieśmiałość, unikowy styl przywiązania. Specjaliści od tarota tasują karty. - Widzę kogoś, kto nagle urwał kontakt. Myślisz, że to koniec, ale on o tobie myśli i nie może przestać. Nie wie jak uciąć tę ciszę. Przełom nastąpi w przyszłym miesiącu. Jesteście sobie przeznaczeni - mówią do kamery ustawionej na wysięgniku. Dla osoby zagubionej, przybitej, poszukującej zrozumienia, to może być pułapka. I przedłużanie cierpienia.
Pod facebookowym postem portalu Sympatia.pl, który poruszył temat ghostingu wywiązała się dyskusja. Ponad 300 komentarzy i dwa bieguny: na jednym złość i krytyka "znikaczy", na drugim "widocznie to nie było to, trzeba szukać dalej". Wśród przedstawicieli tego pierwszego nie brakuje wulgaryzmów. Odważnych określeń na tych, którzy zniknęli bez słowa: niepoważni, niedojrzali, niewychowani, tchórze. "Zwykły śmietnik". "Żeby zachować się z klasą potrzeba trochę więcej szarych komórek niż tych kilka odpowiedzialnych za jedzenie, oddychanie i rozkładanie nóg". "Świat jednorazówek". A jak to wygląda z perspektywy tych, którzy rzeczywiście idą drogą na skórty i ucinają rozpoczynającą się relację? Zapytałam o to dwoje "ghostujących".
Dawid: "Ghostuję, bo sam byłem ghostowany dziesiątki razy"

Dawid, 36-latek z Wrocławia mówi wprost, że zaczął ghostować, bo sam był notorycznie traktowany w dokładnie ten sposób. Dokładnie zna i wymienia uczucia, które "zjadają" zostawionych bez słowa wyjaśnienia: żal, smutek, złość, poczucie niesprawiedliwości. - Najpierw odpowiedzi na zaczepki są werbalizowane zdawkowo, później widać brak inicjatywy w nawiązywaniu kontaktów, a później cisza. Jeśli jednak tak wygląda ghostowanie, to można jakoś znieść je lepiej. Gorzej, kiedy ktoś po wspólnym spacerze albo kawie mówi nieszczerze: "do zobaczenia", ale on wie, że tego spotkania nie bedzie już nigdy - mówi. O tym, jak zaczął ghostować mówi krótko, ale konkretnie. - Zacząłem to robić wtedy, kiedy ja doznałem tego nie raz, nie dwa, ale dziesiątki razy. Dlaczego to robię? Prawdopodobnie dlatego, że druga strona nie spełnia moich oczekiwań i konfrontacja z nią będzie trudna. Czy czuje się z tym dobrze, kiedy ghostuje? Nie. Czy czuję ulgę po ghostowaniu? Tak - mówi. Twierdzi, że owszem, wolałby powiedzieć prawdę - że nie zaiskrzyło, że wolałby zostać przyjaciółmi, że ten ktoś nie jest w jego typie. Ale prawda czasem boli bardziej, niż urwanie kontaktu. - Druga osoba po dawce szczerości doszukuje się drugiego dna, że wtedy albo pojawił się ktoś inny, albo nie spełniła jakichś oczekiwań. Wtedy nawet osoba "porzucona" sama uznaje, wolałaby ciche odstawienie w kąt. Koło się zamyka - tłumaczy.
Katarzyna: "Wrzucam ich do spamu, gdy zaczynają kręcić"

Katarzyna, 38-latka z Zielonej Góry nie doświadczyła ghostowania, ale sama stosuje je regularnie. - Tylko raz miałam sytuację, że facet z Tindera przestał się do mnie odzywać, ale zawsze po takim urwaniu kontaktu wracał. Po kilku dniach, tygodniach. Zmieniliśmy kwalifikację tej znajomości na koleżeństwo i zupełnie mi teraz nie przeszkadza, że gadamy raz na jakiś czas. Ale ja często kończę znajomość przestając odpisywać. Wrzucam takie osoby do spamu, kiedy kombinują, kręcą, szukają wymówek: "przyjechałbym, ale mam niespodziewanych gości", albo "nie dam rady w ten weekend, przełóżmy to". Nie mam czasu na takie żenady. Nie mam też żadnych wyrzutów sumienia. Po co mam dalej z kimś takim gadać lub się spotykać? - pyta retorycznie.
Jeszcze większe okrucieństwo
Od pewnego czasu ghosting wszedł na nowy poziom. Na grupach facebookowych zrzeszających użytkowniczki Tindera pojawia się coraz więcej niepokojących wpisów. Kobiety opisują, jak mężczyźni planują spotkanie, wybierają miejsce i godzinę, rozmowa się klei, jest miło i w momencie, w którym upewnią się, że wybranka jest w drodze do restauracji czy kawiarni, w której ma odbyć się randka, bez słowa blokują ją i znikają. "Umawia się na spotkanie, na które nie przychodzi. Typowe wystawienie, po drodze sprawdzał jeszcze, czy na pewno jadę - po czym usunął parę" - brzmi jeden z wpisów. Podobnych są już dziesiątki.
W świecie szybkiego scrollowania i przesuwania potencjalnych kandydatów w prawo i lewo, tempo zawierania znajomości i ich kończenia jest podobne. Nasuwa się jednak pytanie, czy i na ile mamy jeszcze w sobie wrażliwość i empatię wystarczającą do tego, by pamiętać, że mamy do czynienia z człowiekiem i jego emocjami. A nie zdjęciem i opisem na Tinderze.
Moda, uroda i codzienne wybory mają wiele odcieni. Na Styl.interia czekają kolejne artykuły, które inspirują, tłumaczą i podpowiadają. Zajrzyj i odkryj więcej tematów, które mogą cię zainteresować.










