Zetki zmieniają zasady gry. Koniec z bezmyślnym scrollowaniem?
Scrollujesz bez końca i czujesz się coraz bardziej zmęczona/y zamiast zrelaksowana/y? To nie przypadek. Mikrodawki dopaminy z social mediów mogą działać jak szybki zastrzyk przyjemności, który równie szybko prowadzi do spadku energii i nastroju. Coraz więcej osób mówi "dość" i testuje trend "slow dopamine". Na czym polega i czy naprawdę działa?

Dlaczego social media uzależniają bardziej niż myślisz?
Zaczynamy dzień od sprawdzania mediów społecznościowych, leżąc w łóżku późnym wieczorem także je przeglądamy. Scrollowanie filmików, postów, zdjęć wrosło i mocno zakorzeniło się u większości osób. Mechanizm tego przywiązania do kolorowych obrazków, śmiesznych filmików i "story time" influencerów działa i umacnia się z każdym dniem, często prowadząc do niezdrowego uzależnienia. O problemie nadużywania social-mediów i smartfonów w ogóle powiedziano już niemal wszystko, temat na wielu płaszczyznach przebadany był nawet przez naukowców i psychologów, ale nadal nie do końca zdajemy sobie sprawę, że potrzeba przeglądania Instagrama i TikToka silnie skorelowana jest z dopaminą, czyli jednym z najważniejszych neuroprzekaźników w organizmie.
Szybka przyjemność, fatalne skutki
Dopamina odpowiedzialna jest za uczucie przyjemności, motywację i koordynację ruchową. Szybkie, nagłe, ale krótkie "dawki" dopaminy dają nam właśnie przeglądane godzinami filmiki w social-mediach. Nie byłoby w tym nic złego (bo potrzebę wyrzutu dopaminy ma każdy z nas), gdyby nie fakt, że właśnie ten nagły ich wyrzut i tak samo ekspresowy spadek nie oddziałują na nas korzystnie. Wyczerpują, "wypalają", męczą i obniżają nastrój. Bo taki system "szybkich wystrzałów" tylko nas rozprasza i w dłuższej perspektywie oddziałuje na nas negatywnie, zamiast poprawiać nastrój. Ekspertka od uzależnień, dr Anna Lembke, w rozmowie z magazynem "The Guardian", porównała smartfony do "igiełek, które co chwilę dostarczają nam tysięcy impulsów dopaminowych".
"Slow dopamine" - bunt przeciwko natychmiastowej gratyfikacji

Zetki, czyli pokolenie młodych dorosłych urodzonych po 1997 roku, odczuwają już negatywne skutki nadmiernego scrollowania. To, m.in., skradziony czas, który można byłoby wykorzystać kreatywniej i z większą korzyścią dla stanu psychicznego i fizycznego, zmęczenie, prokrastynacja, poczucie uzależnienia nie od samych mediów społecznościowych, a od tych mikro-dawek dopaminy, które utrzymują nas na powierzchni tylko podczas patrzenia w ekran, by po odłożeniu telefonu powodować zamęt w głowie i przytłaczające zmęczenie.
Właśnie dlatego powstał trend "slow dopamine", który zyskuje coraz większą popularność zwłaszcza wśród młodych. Ci, którzy rzeczywiście go wypróbowali, chwalą się, że ich jakość życia i "przeprogramowanie" mózgu dało im komfort, spokój i wolność. Na czym więc polega moda na "powolną dopaminę"?
Jak przeprogramować mózg i odzyskać kontrolę nad czasem?

W filmiku @olivia.unplugged wymienia sposoby na "wyhamowanie" i "nauczenie" mózgu, że natychmiastowy efekt nagrody, który pojawia się podczas scrollowania, jest niewiele wart w dłuższej perspektywie. Wg TikTokerki tylko aktywności, które wymagają pracy, czasu i zaangażowania, by w efekcie osiągnąć odpowiedni wyrzut dopaminy, rzeczywiście mają znaczenie. A efekty utrzymują się znacznie dłużej, co niweluje nagłe "wybuchy" i natychmiastowe "wypalanie". Stworzyła więc mini-listę aktywności "slow dopamine", które poprawiły jakość jej życia i które mogą być inspiracją dla wszystkich, którzy chcą wyrwać się ze szponów "fast dopamine":
- Samotne spacery - bez słuchawek, muzyki, patrzenia w telefon. Sam na sam ze swoimi myślami. Olivia przyznaje, że na początku czuła się nieswojo, ale po kilku przechadzkach zauważyła, że brak odgradzania się od życia, ludzi i dźwięków ulicy naprawdę ją wycisza.
- Gdy już korzysta z mediów społecznościowych, zawsze ma obok siebie przygotowany notatnik i długopis. - Jeśli już scrolluję, chcę się przy okazji nauczyć czegoś przydatnego. Robię wtedy notatki, a mój mózg uznaje, że to coś więcej niż chwilowa ekscytacja, a coś, nad czym warto się zastanowić, pogłębić wiedzę. Jeśli scrolluję, a nie ma w filmikach nic ciekawego, mój mózg uznaje tę czynność za bezcelową i zamykam aplikację - mówi.
- Influencerka wyznaczyła sobie "strefy bez telefonu": nie korzysta ze smartfona, gdy je, nie zabiera go ze sobą do łazienki. Ma ściśle wyznaczony czas, gdy jest poza zasięgiem internetu: na godzinę przed pójściem spać oraz pierwszą godzinę po przebudzeniu.
- Ważne jest także znalezienie sobie hobby: szydełkowanie, ogrodnictwo, czytanie książek, rozwiązywanie sudoku czy krzyżówek, malowanie, kolorowanie. Wszystko, co wymaga "pracy", by odczuć przyjemność. To proces "oduczania" mózgu, że "nagroda", czyli właśnie wyrzut dopaminy, przychodzi bez wysiłku. - Progres jest spowolniony, wymaga wysiłku, nie wystarczy kilkanaście sekund filmiku. To robi ogromną różnicę - wyjaśnia.
Choć dla starszego pokolenia może to się wydawać powrotem do przeszłości, dla młodych dorosłych, niemal "od urodzenia" korzystających z przeróżnych technologii i Internetu, trend "slow dopamine" to coś w rodzaju ratunku przed wypaleniem i przeciążeniem cyfrowym. W świecie, w którym wszystko da się zrobić i załatwić z poziomu kanapy i trzymanego w ręku smartfona, powrót do korzeni i "nauczenie" mózgu, że istnieje inny rodzaj funkcjonowania, może być absolutnie niezbędne.
Spróbujecie "slow dopamine"?
***
Moda, uroda i codzienne wybory mają wiele odcieni. Na Styl.interia czekają kolejne artykuły, które inspirują, tłumaczą i podpowiadają. Zajrzyj i odkryj więcej tematów, które mogą cię zainteresować.










