Reklama

Reklama

Wiosna miłosna

Zimą na ulicach widać tylko płaszcze, kurtki i futerka. Wiosną kobiety zrzucają kolejne warstwy ubrań, z każdym cieplejszym dniem coraz więcej. A mężczyźni od tego wariują, bo są wzrokowcami. Czy to dlatego zakochujemy się na wiosnę?

Nasz dziennikarz Wojciech Staszewski zapytał o to poetów, pisarkę, psycholożkę, chemika, genetyczkę, zoologa, klimatologa oraz gwiazdy sportu i piosenki.

Wiosenna karuzela uczuć zaczyna się jeszcze w ciemnościach nocy polarnej nad biegunem północnym. - Kiedy nad Arktyką słońce nie świeci i nie ma promieniowania nadfioletowego powodującego produkcję tlenu, spada ilość ozonu - wyjaśnia prof. Szymon Malinowski, twórca portalu Naukaoklimacie.pl.

- Dlatego najgorzej opalać się w kwietniu, bo wiosenne słońce niesie ze sobą najwięcej nadfioletu. Promieniowanie UV w nadmiarze szkodzi - przyspiesza starzenie się skóry, grozi nowotworami. Ale więcej słońca to więcej życia. Już niewielka ilość promieniowania nadfioletowego pobudza produkcję witaminy D3, melaniny i uruchamia nasz układ hormonalny.

Reklama

Karuzela jest przygotowana do puszczenia w ruch. Czy na nią wsiądziemy, czy nie, zależy  od genów. Prof. Magdalena Fikus, genetyk  z PAN, opowiada o zespole liczącym 100 genów, które odpowiadają za wydzielanie hormonów stymulujących obszar nagrody w mózgu.

  - Zależnie od tych genów mózg mniej lub bardziej intensywnie domaga się zaspokojenia. Jeśli nie w ten, to w inny sposób. Kiedy ja  np. przestałam palić, zaczęłam więcej jeść.  A ktoś mógłby się zakochać. Pragnienie bycia nagrodzonym jest powodowane przez brak  tych samych substancji chemicznych.

Jak produkować amfetaminę

Światło słoneczne uruchamia w organizmie produkcję kortyzolu. To hormon, który odpowiada za zagrzewanie nas do boju - wyjaśnia psycholog dr Magdalena Łużniak- -Piecha z Uniwersytetu SWPS. - Rozpoczynamy atawistyczne poszukiwania. Walczymy  o wygraną także w tzw. wyścigu reprodukcyjnym. Podświadomie dbamy  o atrakcyjność - prosta sylwetka, błyszczące  oczy. I podświadomie się rozglądamy. Wtedy  w człowieku uruchamia się miłosna tablica Mendelejewa. Dla Janusza L. Wiśniewskiego, pisarza (m.in. klasyczna S@motność w sieci),  a także doktora habilitowanego chemii, zakochanie to pochodna amfetaminy.

- W mózgu pojawia się fenyloetyloamina. Jest wytwarzana wyłącznie w organizmie, nie można jej człowiekowi wstrzyknąć. Jej stężenie u zakochanych zwiększa się 15 razy! Ale karuzela dopiero się rozpędza. Z fenyloetyloaminy organizm syntetyzuje m.in. amfetaminę  i metaamfetaminę. A to już czyste narkotyki. - Potem zaczyna się ścieżka reakcji fizjologicznych. Czerwienienie się, podniesienie pulsu. Uaktywnia się układ limbiczny, ciało migdałowate odpowiedzialne za emocje. Tam się przenosi cała aktywność mózgu. Natomiast kora czołowa regulująca recepcję obrazu pozostaje nieaktywna. Robiono takie badania.  Dlatego powiedzenie, że miłość jest ślepa,  należy rozumieć dosłownie - opowiada Janusz  L. Wiśniewski. - Może to dobrze, że ludzie najpierw czują, a potem myślą.

Motyle Margaret

Margaret, gwiazda młodej piosenki, wiosną czuje motyle w brzuchu. - Z natury jestem kochliwa,  a stan zakochania lubię najbardziej.  Już w przedszkolu zadurzyłam się w koledze, który miał na imię Adam. Zaciągnęłam go  pod biurko pani przedszkolanki i skradłam buziaka. Czy to było na wiosnę? Nie wiem. Jak miłość trafia na wiosnę, to super. Bo wtedy wszystko wokół kwitnie i stymuluje uczucia. Margaret przyznaje, że wiele miłości rozpoczyna się wiosną. - Ludzie po prostu zaczynają wychodzić z domów i się spotykać. Moja jedna wielka miłość zdarzyła się właśnie wtedy. Pamiętam łażenie nocami po Warszawie, wschody słońca nad Wisłą i pikniki na trawie.

Tramwaj zwany zakochaniem

- Nikt nie wie, dlaczego akurat ten pan  i ta pani się sobie spodobali. Czy to się zaczyna od pierwszego spojrzenia, dotknięcia dłoni,  czy od pierwszego pocałunku. I dobrze,  że nikt nie wie - mówi Janusz L. Wiśniewski.  Tyle że doktor Magdalena Łużniak-Piecha wie. Zakochujemy się, kiedy mamy pobudzony mózg. A osoba, której to uczucie przypiszemy, może być zupełnie przypadkowa. Brzmi nieprawdopodobnie? Dr Łużniak-Piecha opisuje psychologiczny eksperyment. Grupa mężczyzn otrzymywała od profesora zadanie: przejść po moście linowym na dużej wysokości. Było wysoko, trochę strasznie. Na końcu mostu stała asystentka profesora, dość atrakcyjna, i zadawała każdemu kilka pytań. Informowała, że jeśli chcą poznać wyniki badania, to proszę bardzo, tu jest jej telefon, mogą do niej zadzwonić. W tym było właśnie clou eksperymentu.

Chodziło o zbadanie, jak wielu mężczyzn zadzwoni i będzie podrywać asystentkę. Oczywiście wielu. - Bo niech pan pomyśli: jest pan mężczyzną wychowanym w kulturze Zachodu, przeżył pan silne emocje na moście nad przepaścią i jak je pan określi? Przyzna: "potwornie wystraszyłem się wysokości"? Czy raczej powie: "kobieta, która czekała na końcu, bardzo mi się podobała" - wyjaśnia dr Łużniak-Piecha. Najlepszy "sposób na zakochanie": wsiadasz  do zatłoczonego tramwaju i na zakręcie wpadasz na kolana przystojnego blondyna. Przestraszysz się, podniesie się puls, rozszerzą ci się oczy  i przypiszesz te emocje wybuchowi uczucia.

- To miłość od pierwszego wejrzenia - mówi  dr Łużniak-Piecha. W takim razie podobnie powinien zadziałać "grom z jasnego nieba". Jeśli wystraszy nas piorun, będziemy skłonni zakochać się w kimś, kto będzie wtedy stał obok. Dr Łużniak potwierdza tę hipotezę. Ale rzeczniczka IMGW odmawia komentarza. A Piotr Żurowski, rzecznik stowarzyszenia łowców burz, nie wiąże ani wiosennych burz, ani w ogóle wiosny  z miłością. - Meteopaci odczuwają wtedy raczej chandrę, z czego biorą się kłótnie, rozstania  i rozwody. Kiedy w Karpatach wieje ciepły wiatr halny, Małopolska robi się podenerwowana.

Wiosenne wietrzenie życia

Teorię o wiośnie destruktorce potwierdza Kayah, gwiazda dojrzałej piosenki. - Wydawałoby się,  że na wiosnę jesteśmy świadkami lekkości bytu. Ale to pozory. To czas depresji i nieraz tragicznych decyzji. Zdarza się, że niektórzy  nie wytrzymują presji odrodzenia. Czują,  że pozostają w tyle, bo nie radzą sobie  z elementarnymi problemami życia. Kayah na wiosnę raczej się rozstaje,  niż zakochuje.

- Dostaję nowej energii, wyciągam rower, oddycham cieplejszym powietrzem, cieszę się zielenią, robię plany, jestem aktywniejsza, sprzątam. Wietrzę  nie tylko dom, ale i życie. Rewiduję związki, weryfikuję iluzje i fakty. Pracuję nad sobą  z większą energią, a to pozwala mi zakochać się w sobie. To chyba najważniejsze, bo nie można dać komuś miłości, nie obdarzając nią samego siebie. To jak z maskami tlenowymi w samolocie - by kogoś uratować, musisz być sprawna, więc najpierw sama zakładasz maskę. Miłość i flirty  są u mnie niezależne od pór roku - kończy Kayah.

Bociany i letnie żniwa

Ptaki, które odleciały na zimę do ciepłych krajów, wracają, zakładają gniazda, wysiadują jaja.  - Po dwóch, czterech tygodniach wykluwają się młode - tłumaczy Andrzej Kruszewicz,  dyrektor warszawskiego zoo. Do zbliżeń zwierząt dochodzi w takim momencie roku, żeby na wiosnę urodziło się potomstwo.  U dzików to jest w grudniu, u lisów i wilków  w styczniu. Jeleniowate, u których ciąża trwa dłużej zaczynają na jesieni, a sarny mają ruję nawet w czerwcu - opowiada dyrektor Kruszewicz.

- A człowiek? Człowiek się wyłączył z natury. Ludowe wierzenia o bocianach, które przynosiły wiosną dzieci, to ślad dawnej wiejskiej obyczajowości. Ludzie długo nie wiązali seksu z prokreacją - mówi Andrzej Kruszewicz.  - Nie wiedzieli, skąd wiosną tyle niespodziewanych dzieci. Zwalano to  na bociany. A był to efekt letnich żniw. Pracowano do zmierzchu i młodzi zostawali  na noc na sianie.

Bzykanie kaczek

Właśnie w lecie zakochała się w mężu pisarka Małgorzata Kalicińska.  - Pod koniec sierpnia 10 lat temu.  Już po pięćdziesiątce, ale z tym samym radosnym myśleniem o drugiej osobie  co w młodości. Byłam kochliwa, raz  się zakochałam w środku zimy  na lodowisku. Dla Kalicińskiej wiosenne uniesienia  to poezja, która niewiele ma wspólnego  z rzeczywistością. - Poeta powie, że  przyroda się budzi i ptaki odbywają taniec godowy. Ale co jest romantycznego w tym,  że kaczki mi się pod domem bzykają? Zwłaszcza że jak się temu przyjrzeć, wygląda to dość gwałtownie - mówi Kalicińska.  - Z ludźmi zresztą bywa podobnie. Wielu  z nas sięga po seks bez zakochiwania się.

Chodzenie ze sobą

- Łatwiej się umówić na seks,  niż stworzyć sensowny związek - mówi seksuolog prof. Zbigniew Izdebski.  - Klikać w sieci można równo przez cały rok  i spotkać się na ten seks w dowolnym momencie. Inaczej jest z miłością. Ewa Tryjańska z portalu Sympatia.pl mówi, że liczba wejść czy rejestracji przez cały rok jest na tym samym poziomie. - Większy ruch notujemy tylko w okresie walentynkowym. Wiosną zaś użytkownicy częściej korzystają z aplikacji mobilnych. Obserwują na mieście zakochanych i chwytają za telefon - opowiada Tryjańska.

- Wiosną widzimy też większe zainteresowanie szybkimi randkami  czy naszymi warsztatami psychologicznymi. Z perspektywy gabinetu seksuologicznego profesora Izdebskiego rok wygląda tak: 1 stycznia ludzie podejmują postanowienia, często chcą kogoś znaleźć. Ale zaczynają  to realizować dopiero wiosną, kiedy zrobi się cieplej. Jeśli kogoś poznali przez internet zimą, ze spotkaniem w realu czekają do wiosny. - Nie wszyscy mają gdzie się spotkać. Muszą więc mieć warunki, by spacerować po ulicach. Mówi się: oni ze sobą chodzą. Chodzić można, gdy się robi cieplej - wyjaśnia prof. Izdebski. W lecie pary planują zwykle wyjazd wakacyjny.  I na jesieni trafiają do gabinetu. - Mam pacjentów jesienno-zimowych. Są zamknięci, wolno otwierają się na relacje. A wiosną znów kogoś spotykają - wyjaśnia prof. Izdebski.

Miłość po sezonie

Joanna Jóźwik, gwiazda młodej lekkoatletyki, zakochała się w listopadzie: - Wiosną głowa sportowca jest wypełniona zadaniami "jak się szybko zregenerować do następnego startu". Wyjazdy, podróże, zawody, człowiek jest zalatany, o amorach nie myśli. Po sezonie staram się zadbać o wszystkie pozasportowe sprawy. No i właśnie wtedy się zakochałam. Podobnie Monika Pyrek, też lekkoatletka.  - Norbert był moim menedżerem i starał się  o mnie z półtora roku. Coraz więcej czasu spędzaliśmy ze sobą, ale nie byłam gotowa  na związek, póki miałam głowę zajętą pracą. Połączyło nas wspólne wyjście na imprezę  już po sezonie. To była wystawa w Zachęcie.

Dlaczego masz takie duże oczy?

Nad oczami nie można zapanować. - Mężczyźnie na widok atrakcyjnej kobiety albo pięknego samochodu powiększają się źrenice - mówi  dr Magdalena Łużniak-Piecha. - Można kontrolować mimikę, słowa, nawet ton głosu. Ale tego sygnału nie jesteśmy w stanie ukryć. Często w rozmowie z drugą osobą  nie zauważamy, że nasz mózg rejestruje,  czy ktoś ma "sztylety w oczach", czy obdarza  nas "gorącym spojrzeniem". Kiedy ktoś patrzy powiększonymi źrenicami, odbieramy to jako sygnał pożądania, czujemy się piękne. - Wie pan, co powiększają graficy na zdjęciach  w "Playboyu"? Źrenice dziewcząt.

Stąd uwodzicielskie spojrzenie. Ten trik stosowały  już greckie kapłanki, zakraplając sobie oczy - wyjaśnia. Takich źrenic możemy spodziewać się  nie w słoneczny dzień wiosenny, ale w długie jesienne wieczory. Czyżby więc zakochaniu bardziej sprzyjała jesień niż wiosna?  Dr Łużniak-Piecha: - Do tego kominek, który  nas rozluźnia, i czerwone wino wzmacniające czerwień wargową. To klimat do zakochania. Natomiast feromony to mit, odzwierzęce legendy. My, ludzie, zabijamy własny zapach dezodorantami. A perfumy kojarzą nam się  z bezpieczeństwem i relaksem,  a nie z pożądaniem - mówi  dr Łużniak-Piecha.

Brzydka ona, brzydki on

- Miłość to nie meteorolog - mówi artysta Jan Wołek. - Ja się zakochałem w lecie,  na Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach. Wiosny nie cierpię. Bo jest durna, w tak oczywisty sposób piękna, że nie trzeba jej pomagać. A ja, malując, lubię zobaczyć to,  co brzydkie, i dodać temu światła, urody. Najpiękniejszy wers miłosny autorstwa Wołka to "brzydka ona, brzydki on, a taka piękna miłość". - Przyszła do mnie  do pracowni Grażyna Łobaszewska  z facetem, trzymali się za ręce i na siebie patrzyli. A że nie jestem najpiękniejszy,  to napisałem Grażynie taką piosenkę  - opowiada Wołek. Jego zdaniem większość ludzi  nie doświadczyło miłości. - Wszystko  o niej teoretycznie wiedzą. Ale nigdy  jej nie przeżyli - uważa Wołek. I wtedy muszą podpierać się banałem, pąkami róż  i wiosną w sercu.

Wszyscy się zakochują

- Wiosna ma dobry PR - zauważa jeszcze  dr Łużniak-Piecha. - W kwestii zakochania działają siły społeczne. Wszyscy rozmawiają  o miłości, zakochują się na wiosnę, więc my też. Dowodem na to są walentynki. W Ameryce  to święto wiąże się z rozpoczęciem okresu gniazdowania ptaków, w Polsce to jeszcze sroga zima. W coraz naturalniejszy sposób obchodzimy jednak wtedy święto zakochanych. Janusz L. Wiśniewski dostrzega siłę natury.  - Jesteśmy moralnymi zwierzętami. Wiosną jest najwięcej zdrad. Człowiek jest jedynym oprócz szympansów bonobo gatunkiem, który czerpie przyjemność z seksu. Proszę spojrzeć choćby  na pysk kopulującego goryla. Zero przyjemności.  Ale równie dużą siłę widzi w kulturze: - Wszystko zaczyna się od libido. Ale umiemy myśleć abstrakcyjnie, więc potrafimy opisywać miłość. To słowa budują romantyzm tego uczucia.

Pieśń nad pieśniami

Podróż w nieznane to błądzenie po twarzy ukochanej: "niech twoje palce pobłądzą/  po mojej twarzy niech wygładzą mi/ zmarszczki/ brwi/ i sny". Tak niemłody poeta Antoni Pawlak opisuje swoją ostatnią miłość. - Najgorsze są wiersze pisane pod wpływem chwili. Wtedy łatwo popaść w banał, że jesteś piękna jak róża. Język polski nie wykształcił języka miłości. Jest albo banalny, albo naturalistyczny, wulgarny - mówi Pawlak.  - Pieśni miłosne Leonarda Cohena  są zawieszone w metaforach biblijnych.  W kulturze protestanckiej naprawdę  czyta się Pismo Święte.

Gdyby katolicy  to robili, zobaczyliby, jak ostrym, odważnym wierszem miłosnym jest Pieśń nad pieśniami. Pawlak broni wiosny: - Wiosna to odkrywanie. Trzeba sprawdzić statystykę narodzin  i odejmując dziewięć miesięcy, ustalić statystykę poczęć. To nie będzie statystyka zakochań,  ale jeśli atawistycznie dążymy do przedłużenia gatunku, powinna być z nią zbieżna. Według danych GUS za rok 2015  kalendarz poczęć wygląda u nas tak.  Najmniej Polek zachodzi w ciążę w lutym  i w marcu (91 proc. średniej miesięcznej).

Kwiecień to pik w górę (103 proc. średniej),  ale potem przez całą wiosnę i lato, aż do końca wakacji, jesteśmy pod kreską.  Od jesieni coraz więcej kobiet zachodzi  w ciążę, a rekordowym miesiącem  jest grudzień (aż 112 proc.). Kwietniowy pik potwierdza teorię o miłosnej wiośnie. Chociaż płodna jesień wskazuje  jeszcze mocniej na teorię kominka, kieliszka wina i rozszerzonych źrenic. Być może na wiosnę zaczyna się szaleństwo miłosne, ale prokreację wolimy przełożyć na jesień. - Najgorsze w wiosennej miłości jest to,  że człowiek myśli, że to będzie na całe życie.  A tak zwykle nie jest - podsumowuje Janusz  L. Wiśniewski. - W swojej ostatniej książce Eksplozje opisuję dramat kobiet, które zakochują się na wiosnę, a kiedy przychodzi zima, to tej miłości już nie ma.

Śnieg topnieje, odżywa przyroda. A nie ma nic lepszego niż odkrywanie drugiego człowieka. - Kobiety wiosną zdejmują ciężką, zimową odzież. I generują o wiele więcej sygnałów seksualnych - dorzuca Janusz L. Wiśniewski. Poeta Andrzej Ballo idzie o krok dalej:  - Dlaczego miłość ma się przejawiać w patrzeniu sobie w oczy? Albo w rozbieraniu się wzrokiem? Lepiej rozbierać się naprawdę.  Dla autora jednak "miłość to przemysł".  Zaznacza, że nie jest poetą romantycznym,  ale przyznaje, że z premedytacją wydał tomik Ballo amoroso. - Chciałem zobaczyć, jak taka poezja się sprzedaje. Okazuje się, że nieźle. Luksusowe wydanie w szarej welurowej okładce z tłoczonymi literami. Kosztuje ponad 100 zł. Ballo pisze: "pomówmy/ odwróćmy się/ urwanymi zdaniami".

Płodny kwiecień

Ostateczne rozstrzygnięcie kwestii "miłoności"  i wiosny podpowiada Janusz L. Wiśniewski. Trzeba sprawdzić statystykę narodzin  i odejmując dziewięć miesięcy, ustalić statystykę poczęć. To nie będzie statystyka zakochań,  ale jeśli atawistycznie dążymy do przedłużenia gatunku, powinna być z nią zbieżna. Według danych GUS za rok 2015  kalendarz poczęć wygląda u nas tak.  Najmniej Polek zachodzi w ciążę w lutym  i w marcu (91 proc. średniej miesięcznej). Kwiecień to pik w górę (103 proc. średniej),  ale potem przez całą wiosnę i lato, aż do końca wakacji, jesteśmy pod kreską.  Od jesieni coraz więcej kobiet zachodzi  w ciążę, a rekordowym miesiącem  jest grudzień (aż 112 proc.).

Kwietniowy pik potwierdza teorię o miłosnej wiośnie. Chociaż płodna jesień wskazuje  jeszcze mocniej na teorię kominka, kieliszka wina i rozszerzonych źrenic. Być może na wiosnę zaczyna się szaleństwo miłosne, ale prokreację wolimy przełożyć na jesień. - Najgorsze w wiosennej miłości jest to,  że człowiek myśli, że to będzie na całe życie.  A tak zwykle nie jest - podsumowuje Janusz  L. Wiśniewski. - W swojej ostatniej książce Eksplozje opisuję dramat kobiet, które zakochują się na wiosnę, a kiedy przychodzi zima,  to tej miłości już nie ma

Sposób na zakochanie

Wsiadasz do tramwaju i na zakręcie wpadasz na kolana przystojnego blondyna. Przestraszysz się, podniesie się puls i przypiszesz te emocje wybuchowi uczucia. To właśnie miłość od pierwszego wejrzenia.

Wojciech Staszewski

Twój Styl 05/2017

Twój Styl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama