Nakarm małpkę i pogłaszcz tygrysa. Dlaczego wykorzystywanie zwierząt w turystyce jest problemem?
Wakacje to czas, kiedy jeździmy w nowe miejsce, by nieco odpocząć i korzystamy z rozmaitych atrakcji. Niestety, wciąż możemy spotkać się z rozrywkami, których głównym punktem jest uczestnictwo zwierząt. Większość atrakcji z udziałem dzikich zwierząt istnieje przede wszystkim dla zysku, a nie dla dobra zwierząt. Według Wildlife Tourism Market globalny rynek turystyki związanej z dziką przyrodą wycenia się na ponad 205 miliardów dolarów, a wkład w globalne PKB wynosi około 4,4 proc.
Z kolei według organizacji World Animal Protection w atrakcjach turystycznych na całym świecie wykorzystuje się co najmniej 560 tys. dzikich zwierząt, a około 75 proc. takich miejsc nie spełnia podstawowych norm gwarantujących ich dobrostan. Ponad 13 milionów ludzi rocznie bierze udział w samym tylko oglądaniu wielorybów w około 120 krajach.
Należy też pamiętać, że aby zwierzę stało się posłuszne człowiekowi, bardzo często przechodzi proces łamania naturalnych zachowań. Towarzyszą temu izolacja, przemoc, długotrwały stres oraz życie w warunkach dalekich od naturalnych.
Dzikie zwierzęta nie są przystosowane do ciągłego kontaktu z ludźmi. Głośna muzyka, flesze aparatów, możliwość dotykania przez setki turystów dziennie czy wykonywanie nienaturalnych sztuczek prowadzą do przewlekłego stresu. Jego skutki są widoczne w postaci stereotypii, czyli powtarzalnych ruchów, takich jak kołysanie się, chodzenie w kółko czy gryzienie krat.
Problem dotyczy nie tylko egzotycznych gatunków. Także konie, ptaki czy zwierzęta gospodarskie, wykorzystywane w atrakcjach turystycznych, mogą cierpieć z powodu przepracowania, niewłaściwego utrzymania czy braku możliwości odpoczynku.
Czerwona lista atrakcji. Tych miejsc lepiej unikać

Zarówno w Polsce, jak i za granicą, miejsc, w których zwierzęta są częścią rozrywki, nie brakuje. I tak w krajach azjatyckich, do których coraz chętniej jeździmy, dużą popularnością cieszą się przejażdżki na słoniach.
To jedna z najbardziej krytykowanych atrakcji turystycznych świata. Aby słoń pozwolił człowiekowi wejść sobie na grzbiet, młode osobniki często przechodzą brutalny proces tresury polegający na izolacji, biciu i ograniczaniu ruchu.
Dodatkowo budowa kręgosłupa słonia nie jest przystosowana do regularnego noszenia ludzi na specjalnych siedziskach. Zwierzęta przez wiele godzin dziennie pracują w wysokich temperaturach.
Najwięcej takich atrakcji spotkamy w Tajlandii, Indiach, Sri Lance, Laosie, czy Kambodży.
Niektóre miejsca określają się jako "sanktuaria słoni", ale nadal na to także trzeba uważać, gdyż nierzadko te miejsca oferują jazdę, kąpiele czy bezpośredni kontakt. Prawdziwe azyle nie pozwalają na dosiadanie zwierząt ani pozowanie do zdjęć.
Selfie z tygrysem, lwem czy małpą

Możliwość pogłaskania tygrysa albo zrobienia zdjęcia z małym lwem może wydawać się wyjątkowym przeżyciem. W rzeczywistości zwierzęta często są odurzane lub trzymane w ciągłym stresie. Młode oddziela się od matek bardzo wcześnie, aby były bardziej uległe wobec ludzi.
Szczególnie krytykowane są farmy lwów w Republice Południowej Afryki, ośrodki oferujące zdjęcia z tygrysami w Tajlandii, prywatne hodowle egzotycznych zwierząt.
Kolejnym podobnym do tego zjawiskiem są pokazy sztuczek orek i delfinów. Delfiny i orki należą do najbardziej inteligentnych zwierząt na świecie. W naturze przemierzają dziesiątki kilometrów dziennie, żyją w skomplikowanych grupach rodzinnych i komunikują się za pomocą dźwięków.
W niewoli ich świat ogranicza się do betonowych basenów. Zwierzęta wykonują sztuczki za nagrody w postaci jedzenia, a wiele z nich cierpi z powodu przewlekłego stresu i chorób. Coraz więcej krajów odchodzi od hodowli waleni w niewoli, jednak podobne obiekty nadal działają m.in. w Chinach, Japonii czy na Bliskim Wschodzie.
Zoo, które nie stawiają na dobrostan. Nie ma to nic wspólnego z troską o gatunki

Podczas wakacji turyści często odwiedzają ZOO, zwłaszcza, gdy podróżują z dziećmi. Na wstępie należy zaznaczyć, że nie każde zoo jest złe. Współczesne ogrody zoologiczne, prowadzące programy ochrony gatunków, badania naukowe i edukację, mogą odgrywać ważną rolę.
Niepokój powinny wzbudzić miejsca, które umożliwiają karmienie drapieżników, oferują pokazy cyrkowe, pozwalają na przytulanie dzikich zwierząt, umożliwiają robienie zdjęć z egzotycznymi gatunkami, utrzymują zwierzęta w małych betonowych wybiegach.
Szczególną ostrożność warto zachować wobec prywatnych ogrodów zoologicznych działających poza uznanymi standardami organizacji zoologicznych.
Pokrewnym działem turystyki w tym wymiarze są papugarnie i mini zoo, które wiodą prym w Polsce. Na pierwszy rzut oka wydają się niewinną atrakcją dla rodzin z dziećmi. Tymczasem wiele papugarni polega na ciągłym kontakcie ptaków z odwiedzającymi. Papugi są inteligentnymi zwierzętami żyjącymi w naturze w dużych stadach i pokonującymi znaczne odległości. Stały hałas, dotykanie oraz brak możliwości schronienia powodują u nich silny stres.
Podobnie wygląda sytuacja w części mini zoo. Zwierzęta są nieustannie głaskane, karmione przez odwiedzających i pozbawione możliwości wycofania się od ludzi.
Rozpatrując możliwość odwiedzenia takich miejsc, warto zwrócić uwagę na warunki utrzymania zwierząt, możliwość schowania się przed ludźmi oraz to, czy kontakt z nimi jest wymuszany.
Konie na Morskim Oku i inne atrakcje zaprzęgowe

Jednym z najgłośniejszych polskich tematów pozostaje transport konny na trasie do Morskiego Oka. Od lat organizacje prozwierzęce zwracają uwagę na przeciążenie koni, szczególnie podczas upałów i przy dużej liczbie turystów, a osoby zarabiające na tym zjawisku, bronią go argumentami o wieloletniej tradycji i o koniach wpisaną w góralską kulturę.
Choć wprowadzono kontrole weterynaryjne, limity obciążenia oraz zmiany organizacyjne, spór dotyczący wykorzystywania koni na tej trasie nadal trwa.
Podobne pytania warto zadawać również w przypadku przejażdżek bryczkami w centrach miast, jak chociażby na krakowskim rynku czy w nadmorskich kurortach. Wysokie temperatury, asfalt i wielogodzinna praca mogą negatywnie wpływać na dobrostan zwierząt.
Problem koni nie dotyczy jedynie Polski i Morskiego Oka. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Marrakeszu są dorożki konne (calèche), którymi turyści zwiedzają miasto. Od lat organizacje zajmujące się ochroną zwierząt zwracają uwagę na problemy związane z dobrostanem koni pracujących w wysokich temperaturach, często na rozgrzanym asfalcie i w intensywnym ruchu ulicznym.
W odpowiedzi prowadzone są programy poprawy warunków pracy zwierząt, obejmujące m.in. opiekę weterynaryjną, szkolenia właścicieli i kontrole stanu zdrowia koni. Sam fakt prowadzenia takich programów pokazuje jednak, że problem został dostrzeżony przez organizacje zajmujące się ochroną zwierząt.
Kuszą nie tylko dorożki, ale też zdjęcia galopujących koni na rajskich plażach. Stały się jednym z symboli egzotycznych wakacji. Tego typu atrakcje oferowane są m.in. w Maroku, na Zanzibarze, w Republice Dominikany, na Jamajce, w Egipcie czy w Meksyku.
Sama jazda konna nie jest z definicji nieetyczna. Problem pojawia się wtedy, gdy zwierzęta pracują przez wiele godzin bez odpowiedniego odpoczynku, są wykorzystywane mimo kulawizn lub urazów, nie mają stałego dostępu do wody i cienia albo przewożą osoby znacznie przekraczające ich możliwości fizyczne. W wielu popularnych kurortach konie wykonują kilka lub nawet kilkanaście kursów dziennie, szczególnie w szczycie sezonu turystycznego.
Turysta nie ma zwykle możliwości sprawdzenia, jak zwierzę było traktowane poza godzinami pracy. Dlatego warto zwrócić uwagę na jego kondycję. Widoczne żebra, rany od uprzęży, zbyt długie kopyta, apatia, kulawizna czy niechęć do poruszania się, powinny być wyraźnym sygnałem ostrzegawczym.
Jak więc rozpoznać odpowiedzialną stadninę? Nie każda jazda konna podczas wakacji oznacza wspieranie nieetycznej turystyki. Coraz więcej ośrodków stawia na dobrostan zwierząt i prowadzi działalność zgodnie z wysokimi standardami. Warto wybierać miejsca, które ograniczają liczbę przejazdów jednego konia w ciągu dnia, zapewniają zwierzętom dostęp do wody, cienia i odpoczynku, nie dopuszczają do pracy koni chorych lub kulawych, dopasowują wagę jeźdźca do możliwości zwierzęcia, nie zmuszają koni do pracy podczas największych upałów, a także chętnie opowiadają o sposobie opieki nad zwierzętami i nie traktują pytań turystów jako problemu.
W przypadku jakichkolwiek wątpliwości najlepszą decyzją będzie rezygnacja z atrakcji. Każdy niewykupiony przejazd czy przejażdżka wysyła organizatorom jasny sygnał, że współcześni turyści oczekują atrakcji opartych na szacunku wobec zwierząt, a nie ich eksploatacji.
Nie tylko niewola. Pułapki obserwowania dzikich zwierząt

Wydaje się, że obserwacja zwierząt w ich naturalnym środowisku jest zawsze etyczna. Niestety, nie zawsze. Dobrym przykładem jest Mauritius, gdzie ogromną popularnością cieszą się rejsy do wolno żyjących delfinów. Każdego ranka dziesiątki łodzi jednocześnie próbują podpłynąć jak najbliżej stad. Turyści wskakują do wody, a operatorzy ścigają zwierzęta, aby zapewnić klientom idealne zdjęcie.
Biolodzy alarmują, że takie praktyki zakłócają odpoczynek delfinów po nocnym polowaniu. Szczególnie narażone są samice z młodymi, które potrzebują spokoju i czasu na karmienie potomstwa.
Podobne problemy występują podczas obserwacji wielorybów, pływania z rekinami wielorybimi, karmienia dzikich małp, fotografowania żółwi morskich podczas składania jaj, czy śledzenia niedźwiedzi czy wilków.
Dobra zasada brzmi: jeśli zwierzę zmienia swoje zachowanie z powodu obecności człowieka, oznacza to, że granica została przekroczona.
Co mówi prawo? Odpowiedzialność organizatorów i turystów

Przepisy dotyczące wykorzystywania zwierząt w turystyce różnią się w zależności od kraju. W wielu państwach nadal brakuje kompleksowych regulacji, dlatego legalność nie zawsze oznacza etyczność.
W Polsce ochronę zwierząt reguluje przede wszystkim ustawa o ochronie zwierząt, która nakłada obowiązek humanitarnego traktowania i zakazuje znęcania się nad nimi. Działalność ogrodów zoologicznych podlega również przepisom dotyczącym ochrony przyrody oraz nadzorowi odpowiednich organów.
Na poziomie międzynarodowym handel wieloma gatunkami ogranicza Konwencja CITES, która reguluje obrót zagrożonymi zwierzętami i roślinami. Nie oznacza to jednak, że wszystkie atrakcje z udziałem zwierząt są objęte skuteczną kontrolą. W wielu krajach przepisy są słabo egzekwowane, a niektóre działalności funkcjonują dzięki lukom prawnym.
Coraz więcej państw wprowadza jednak zmiany. Zakazy dotyczą m.in. wykorzystywania dzikich zwierząt w cyrkach, ograniczania hodowli waleni czy zaostrzania zasad funkcjonowania prywatnych ogrodów zoologicznych.
Będąc turystą warto po prostu pamiętać o tym, że każdy zakupiony bilet na konkretną atrakcję, jest głosem oddanym na określony model turystyki. Rezygnując z atrakcji opartych na wykorzystywaniu zwierząt, zmniejszamy popyt na ten biznes.
Zamiast wybierać miejsca oferujące bliski kontakt z dzikimi zwierzętami, warto odwiedzać certyfikowane ośrodki rehabilitacji, obserwować zwierzęta z bezpiecznej odległości lub wspierać projekty ochrony przyrody. Najlepsza pamiątka z podróży to nie selfie z egzotycznym zwierzęciem, ale świadomość, że nasza obecność nie przyczyniła się do jego cierpienia.
***
Źródła:
- Ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt (Dz.U. z 2023 r. poz. 1580 ze zm.).
- Ustawa z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody (Dz.U. z 2024 r. poz. 1478 ze zm.).
- Konwencja o międzynarodowym handlu dzikimi zwierzętami i roślinami gatunków zagrożonych wyginięciem (CITES), podpisana w Waszyngtonie 3 marca 1973 r.
- Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, art. 13 - uznający zwierzęta za istoty zdolne do odczuwania.
- Clubb, R., & Mason, G. (2002). A Review of the Welfare of Zoo Elephants in Europe. RSPCA.
- World Animal Protection. Taken for a Ride: The Conditions for Elephants Used in Tourism in Asia. 2017.












