Czy za wypuszczanie kota można dostać mandat? Prawniczka: "Funkcjonujemy w pewnej próżni prawnej"
Widok często spotykany na polskich wsiach, ale także coraz częściej i liczniej pojawiający się na miejskich ulicach i osiedlach - wychodzące koty. Mają swoje domy i właścicieli, ale godzinami przesiadują na trawnikach, ulicach, czasem wchodzą do lasu. Taka praktyka zakorzeniona jest w podejściu do tych zwierząt i możliwe, że w zbyt dosłownym traktowaniu słów "koty lubią chodzić własnymi ścieżkami".
Przez lata powtarza się w Polsce pewien schemat, który zakłada, że aby kot był szczęśliwy, należy pozwolić mu wychodzić i to bez opieki. Społeczna, behawioralna i zdrowotna ocena tego zjawiska to jedno, ale co o wypuszczaniu kota bez opieki mówi prawo? Choć coraz więcej lekarzy weterynarii, behawiorystów i organizacji prozwierzęcych apeluje o niewypuszczanie kotów bez opieki, polskie przepisy nie zakazują tego wprost.
Jak wyjaśnia Martyna Kłujsza, specjalistka ds. prawnych organizacji Animal Support, sam fakt wypuszczania kota nie jest obecnie traktowany jako naruszenie prawa.
- Muszę odpowiedzieć klasycznie: to zależy od okoliczności. Aktualnie nie obowiązują żadne regulacje prawne stanowiące, że wypuszczanie kotów na zewnętrz kwalifikowane jest jako forma zaniedbania. Sam fakt wypuszczania nie spotyka się z jakąkolwiek sankcją - karną czy cywilną. W tym zakresie funkcjonujemy w pewnej próżni prawnej - wyjaśnia ekspertka w rozmowie z Interią - wyjaśnia ekspertka w rozmowie z Interią.
Oznacza to, że właściciel kota wychodzącego nie otrzyma mandatu wyłącznie dlatego, że jego zwierzę samodzielnie przebywa poza domem.
Kiedy właściciel kota może ponieść odpowiedzialność?

Nie oznacza to jednak, że opiekun kota nigdy nie odpowiada za jego zachowanie.
Martyna Kłujsza wskazuje, że konsekwencje mogą pojawić się wtedy, gdy zwierzę wyrządzi komuś szkodę.
W przypadku gdy zwierzę wyrządzi szkodę, odpowiedzialność może mieć charakter wykroczeniowy, odnosząc się do art. 77 Kodeksu wykroczeń, bądź cywilny na podstawie art. 431 Kodeksu cywilnego.
Jak przypomina ekspertka, zgodnie z art. 431 Kodeksu cywilnego:
- Kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody, niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy.
W praktyce takie sprawy dotyczą jednak znacznie częściej psów niż kotów.
- Odpowiedzialność w przypadku kotów ma w dużej mierze charakter teoretyczny. Nie prowadziliśmy spraw z tego zakresu. Takie szkody zwykle są niewielkie i bardzo rzadko kończą się postępowaniami cywilnymi, choć taka możliwość oczywiście istnieje - dodaje.
Problem obowiązkowego czipowania. W końcu zostanie rozwiązany?

W dniu 10 czerwca 2026 r. ogłoszono w Dzienniku Ustaw ustawę o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK) (Dz.U. 2026 poz. 755). Aktualnie obowiązek chipowania istnieje w Polsce, niemniej jednak jest to nowa regulacja i mogą istnieć problemy praktyczne w jej egzekwowaniu, zwłaszcza na początku działania i w przypadku mniejszych miejscowości, czy wsi.
Zdaniem ekspertki jedną z największych przeszkód w egzekwowaniu odpowiedzialności jest fakt, że wiele kotów już wychodzących nie posiada mikroczipów.
- W Polsce zwierzęta nadal nie są powszechnie czipowane. Nawet jeśli doszłoby do szkody, często trudno ustalić opiekuna prawnego zwierzęcia. Bez tego zastosowanie środków prawnych jest bardzo utrudnione - mówi Martyna Kłujsza.
Zwraca też uwagę, że zatwierdzony już obowiązek czipowania mógłby znacząco ułatwić identyfikację właścicieli.
Ekspertka uważa również, że w przyszłości możliwe byłyby zmiany przepisów.
- Z mojej perspektywy widziałabym uznanie swobodnego wypuszczania kotów jako formy zaniedbania, która musiałaby zostać wprost wskazana w ustawie o ochronie zwierząt lub przepisach dotyczących wykroczeń. Obecnie jednak takich regulacji nie mamy i sam fakt wypuszczania kota nie jest sankcjonowany.
Czy schroniska często odławiają koty, które mają właścicieli?

To pytanie okazuje się znacznie bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać. Jak tłumaczy Martyna Kłujsza, w Polsce trudno nawet określić skalę takiego zjawiska.
- Nie dysponujemy wiarygodnymi statystykami, między innymi dlatego, że zwierzęta nie są czipowane. Często trudno odróżnić kota domowego od kota wolno żyjącego.
Ekspertka przypomina, że koty wolno żyjące mają w polskim prawie szczególny status. Gminy są zobowiązane do zapewnienia im opieki, dokarmiania czy schronienia, ale nie powinny odławiać ich i umieszczać w schroniskach.
-To powoduje również problemy praktyczne. Bez możliwości identyfikacji właściciela trudno ustalić, czy mamy do czynienia z kotem domowym wymagającym odnalezienia opiekuna, czy z kotem wolno żyjącym objętym odmiennymi zasadami ochrony.
Samochody, choroby i okrucieństwo ludzi. To codzienność wielu kotów wychodzących

To, że prawo nie zabrania wypuszczania kotów, nie oznacza, że jest to dla nich bezpieczne.
Adrianna Iwan, techniczka weterynarii, mikrobiolożka i autorka książki "Kot w chorobie", wymienia długą listę zagrożeń, z którymi regularnie spotyka się w swojej pracy.
Najczęściej są to potrącenia przez samochody.
- Potrącenia zdarzają się bardzo często. Niestety równie często koty trafiają do lecznic w bardzo ciężkim stanie z licznymi złamaniami oraz uszkodzeniami narządów wewnętrznych - mówi w rozmowie z Interią Adrianna Iwan.
Nie mniej przerażające są przypadki celowego krzywdzenia zwierząt.
Spotykałam się z pobiciami, postrzeleniami czy podawaniem kotom przysmaków z trutką lub gwoździami. Niestety nie są to wcale rzadkie sytuacje. Wielokrotnie w ramach wolontariatu otrzymywałam wezwania właśnie do takich przypadków.
Koty wychodzące są także znacznie bardziej narażone na choroby pasożytnicze. Łatwo mogą zarazić się świerzbowcem, pchłami czy pasożytami wewnętrznymi, takimi jak glista kocia, tasiemiec, Giardia czy pasożyt wywołujący toksoplazmozę.
Nie brakuje również groźnych chorób zakaźnych, między innymi białaczki kotów (FeLV), wirusa niedoboru immunologicznego kotów (FIV) czy panleukopenii. W niektórych regionach Polski nadal występuje także ryzyko zakażenia wścieklizną.
Ekspertka zwraca uwagę również na urazy wynikające z kontaktów z innymi zwierzętami.
- Bardzo często spotykamy ropnie i rany po pogryzieniach lub zadrapaniach przez inne koty albo psy. Dochodzą do tego urazy po upadkach z drzew czy płotów. Niebezpieczne bywają także obroże - kot może zawisnąć na ogrodzeniu lub gałęzi i nie być w stanie się uwolnić.
Historia ze świerzbowcem pokazuje skalę problemu

Konsekwencje wypuszczania kotów nie dotyczą wyłącznie ich samych. Czasami mogą odczuć je również inne zwierzęta.
Przykładem jest historia z jednego z osiedli w Słupsku, gdzie mieszkańcy od lat opiekują się kotami wolno żyjącymi. Dokarmiają je, budują ocieplane domki na zimę i finansują leczenie.
Niedawno u części zwierząt wykryto świerzbowca. Koty zostały objęte leczeniem, jednak szybko okazało się, że do osiedlowych domków regularnie przychodzi także kot należący do jednej z mieszkanek.
Co szczególnie porusza opiekunów społecznych, kilka miesięcy wcześniej drugi kot tej samej właścicielki zginął pod kołami samochodu. Mimo tej tragedii kolejny nadal codziennie wychodzi bez opieki.
Mieszkańcy próbowali przekonać właścicielkę, by zabezpieczyła kota lub wyprowadzała go na smyczy. Bezskutecznie. Zwierzę nadal odwiedza miejsca, w których przebywają leczone koty wolno żyjące, narażając się na zakażenie świerzbowcem i potencjalnie utrudniając walkę z chorobą w całej kolonii.
Ta historia pokazuje, że decyzja o wypuszczaniu kota nie zawsze dotyczy wyłącznie jednego zwierzęcia. Może wpływać również na zdrowie innych kotów oraz utrudniać pracę społeczników, którzy od lat opiekują się wolno żyjącymi stadami.












