Facet z psem, czyli +100 do atrakcyjności? Sprawdzamy, czy podryw na cztery łapy to mit
Czy zdjęcie z psem na profilu randkowym to gwarancja sukcesu? I dlaczego widok faceta czule głaszczącego swojego pupila sprawia, że serce bije nam mocniej? Prześwietlamy fenomen "psiego wabika" i sprawdzamy, ile prawdy jest w tym, że mężczyzna z psem to materiał na lepszego partnera.

Spis treści:
- Dlaczego mężczyzna z psem jest atrakcyjniejszy?
- Nie tylko intuicja. Co mówią badania (i moje koleżanki)
- Efekt aureoli, czyli jak jeden pies dodaje sto punktów
- Czy rasa psa zdradza, że jest zajęty?
- Prawdziwa historia, czyli o pudlu, który złamał serce (nie swoje)
- Pies to przyjaciel, nie wabik
Dlaczego mężczyzna z psem jest atrakcyjniejszy?
Mówi się, że pies dodaje facetowi punktów do atrakcyjności. I coś w tym jest. Widok mężczyzny, który z czułością zajmuje się swoim pupilem, podświadomie ustawia go w naszej głowie w lepszym świetle. Wygląda na kogoś odpowiedzialnego, empatycznego i zwyczajnie dobrego. Pies to przecież nie roślina, którą podlejesz od święta. To spacery, karmienie, opieka i codzienna troska. I choć nikt z nas nie analizuje tego wprost, to jednak takie drobiazgi dopisujemy do obrazu potencjalnego partnera.
Nie tylko intuicja. Co mówią badania (i moje koleżanki)
Zanim zaczęłam pisać ten tekst, zapytałam kilku koleżanek, które siedzą na Tinderze, jak to wygląda z ich perspektywy. Odpowiedź była niemal identyczna: "Jeśli ma zdjęcie z psem, zatrzymuję się na dłużej". Marta, 30 lat, dodała jeszcze: "To świetny pretekst, żeby zacząć rozmowę. Nie muszę pisać suchego hej, tylko mogę zapytać o jego psa. I mam wrażenie, że facet kochający zwierzęta jest po prostu lepszym człowiekiem".
To nie tylko wrażenie. Znane badanie francuskich naukowców, Nicolasa Guéguena i Serge'a Ciccotti, pokazało, że mężczyzna pytający kobiety o numer miał 9 procent skuteczności, gdy był sam. Z psem przy nodze skoczyło to do 28 procent. Trudno to zignorować.
Efekt aureoli, czyli jak jeden pies dodaje sto punktów
Psychologowie mają na to dwa wyjaśnienia. Pierwsze: efekt aureoli. Jeśli widzimy jedną pozytywną cechę, resztę dopowiadamy sobie same. Drugie: podświadomy sygnał, że taki mężczyzna potrafi zaopiekować się kimś słabszym. Choć dzisiaj nikt nie dobiera partnera na podstawie kryteriów ewolucyjnych, to jednak nasze głowy działają po swojemu. Stąd większe zaufanie, większa sympatia i większa chęć, żeby dać mu szansę.
Czy rasa psa zdradza, że jest zajęty?
Jest też taka półżartobliwa teoria, że po rasie psa można poznać status związku jego właściciela. I choć to oczywiście uogólnienie, coś w tym jest. Jeśli widzisz faceta z psem rasy, która powszechnie uchodzi za uroczą i "kobiecą", w głowie zapala się mała lampka. Pudel miniaturowy, maltańczyk, shih tzu czy buldożek francuski - często wydaje nam się, że mężczyzna sam z siebie rzadko decyduje się na takiego pupila. Zaczynamy się zastanawiać, czy to nie był przypadkiem wspólny pomysł z partnerką. To oczywiście tylko stereotyp, ale przyznajcie - jak często się sprawdza?

Prawdziwa historia, czyli o pudlu, który złamał serce (nie swoje)
Całkiem niedawno szłam z przyjaciółką parkiem i zobaczyłyśmy przepięknego pudla miniaturowego. Jako fanki małych psów musiałyśmy podejść i go pogłaskać. Właściciel okazał się równie sympatyczny, co jego pies - wysoki, uśmiechnięty, z autentyczną czułością wpatrzony w swojego czworonoga. Moja przyjaciółka była oczarowana. Wywiązała się krótka, miła rozmowa. Niestety, po chwili stało się dokładnie to, czego się obawiałyśmy. Jak na potwierdzenie naszej teorii, podeszła do niego jego dziewczyna. Skończyło się na westchnieniu i dalszym spacerze w poczuciu, że chyba jednak jest coś na rzeczy z tymi "rasami dla par".
Pies to przyjaciel, nie wabik
I na koniec najważniejsze, bo bez tego cała ta historia nie ma sensu. Pies to nie jest modny dodatek ani narzędzie do podrywu. To zobowiązanie na kilkanaście lat, członek rodziny, który czuje i kocha. Decyzja o przygarnięciu psa nigdy nie powinna wynikać z chęci poprawy swojego wizerunku. Ale jeśli naprawdę kochasz zwierzęta i jesteś gotów na taką odpowiedzialność, to większe zainteresowanie ze strony innych będzie po prostu miłym skutkiem ubocznym. Bo ostatecznie największą wygraną nie jest numer telefonu, ale ten merdający ogon, który wita cię w drzwiach bez względu na wszystko. I to jest prawdziwa miłość.
Zwierzęta czują więcej, niż nam się wydaje. Obserwują, zapamiętują i potrafią odwzajemniać emocje. Zajrzyj do ich świata i przekonaj się, jak niezwykłe potrafią być codzienne relacje człowieka i zwierzęcia. Więcej na styl.interia.pl/zwierzęta












