Jak przetrwać pierwsze dni po wzięciu psa ze schroniska? "Świadoma adopcja psa ma odcienie szarości"
Styczeń 2026 roku wstrząsnął opinią publiczną: "Akcja Mrozy", ujawnione patologie w schroniskach i fala spontanicznych adopcji uruchomiły ogólnopolską debatę o losie zwierząt. Gdzie kończy się pomoc, a zaczyna odpowiedzialność? Co dzieje się po adopcji? Na pytania o świadomą, odpowiedzialną adopcję w rozmowie z Interią odpowiadają behawiorystka Daria Hofman i opiekunka psa po przejściach, Paulina Chojnicka.

Styczeń 2026: moment przełomu w Polsce czy kolejny zryw emocji?
Styczeń 2026 roku zapisał się jako jeden z najbardziej burzliwych momentów w debacie o ochronie praw zwierząt w Polsce. Najpierw "Akcja Mrozy", uruchomiła społeczne pospolite ruszenie na rzecz psów przebywających w schroniskach w ekstremalnie niskich temperaturach. Chwilę później zostały ujawnione w mediach, za sprawą interwencji Doroty Rabczewskiej dramatyczne warunki panujące w niektórych placówkach - m.in. w schroniskach w Bytomiu, Sobolewie oraz w ośrodku "Kocham Psisko". Obrazy zaniedbanych, chorych, najpewniej doznających przemocy i przetrzymywanych w skrajnie złych warunkach zwierząt wstrząsnęły opinią publiczną.
Po raz kolejny okazało się, że problem bezdomności zwierząt w Polsce nie jest marginalny ani incydentalny, lecz systemowy. Skala nadużyć, brak realnej kontroli nad częścią placówek oraz dramatyczne różnice w standardach funkcjonowania schronisk stały się tematem ogólnopolskiej dyskusji. Jednocześnie wśród osób poruszonych najpierw "Akcją Mrozy", a następnie ujawnieniem dramatycznej sytuacji w placówkach, ruszyła fala adopcji - często szybkich, emocjonalnych, podejmowanych w poczuciu moralnego obowiązku i chęci natychmiastowej pomocy.
I choć wiele z tych decyzji uratowało konkretne psy przed dalszym cierpieniem, to równolegle zaczęły pojawiać się pytania: co dzieje się po adopcji? Czy społeczne zaangażowanie kończy się w momencie wyjścia psa ze schroniska? I czy te decyzje, mimo często szczerych, dobrych intencji, nie wywołują kolejnych dramatów, tylko mniej widocznych?
Na te pytania od tygodni starają się odpowiadać specjaliści - osoby od lat działające w fundacjach prozwierzęcych, a także behawioryści, zoopsycholodzy i trenerzy psów. Jednak odpowiedzi nie są ani łatwe, ani jednoznaczne. Co można zrobić w tej sytuacji? Wiele osób stawia na edukację, widząc w tym jedyną deskę ratunku i możliwość polepszenia tej sytuacji.
Adopcja to dopiero początek. Co przeżywa pies, gdy trafia do domu?

W odpowiedzi na narastającą falę uproszczonych narracji, w mediach społecznościowych zaczęły wybrzmiewać głosy specjalistów. Jednym z nich była viralowa rolka behawiorystki Darii Hofman, prowadzącej edukacyjny profil na Instagramie "dobre_zycie_z_psem", która zwróciła uwagę na często pomijany etap adopcji: pierwsze dni i tygodnie psa w nowym domu.
Jak podkreśla Hofman, adopcja - nawet ta wyczekiwana i dobrze przygotowana - z perspektywy psa rzadko jest momentem ulgi. To raczej czas dezorientacji, stresu i funkcjonowania w trybie przetrwania. Nowe miejsce, nowi ludzie, zapachy, zasady i bodźce. Nawet pies, który w schronisku był opisywany jako "łagodny", czy "wesoły", w domu może zacząć prezentować zupełnie inne zachowania.
- Psy w schronisku funkcjonują w wysokim stresie i często pokazują tylko fragment swojego repertuaru zachowań. To, jak pies zachowuje się w warunkach schroniskowych, bardzo często nie przekłada się na to, jak będzie funkcjonował w domu - tłumaczy Hofman.
Dodatkowo wiele zwierząt ma za sobą trudną historię: interwencje, porzucenia, życie w skrajnym zaniedbaniu, doświadczenie przemocy lub wielokrotne zmiany opiekunów. To wszystko sprawia, że po adopcji mogą pojawić się lęki, kontrolowanie zasobów, obrona miski, reaktywność, a nawet agresja. Często nie od razu, bo bywa, że po tzw. "miesiącu miodowym", gdy pies zaczyna czuć się na tyle bezpiecznie, by ujawnić prawdziwe emocje.
Kluczowe okazują się wtedy cisza, rutyna i przewidywalność. To są najbardziej oczywiste, ale często najtrudniejsze do zrealizowania dla człowieka wytyczne adopcji. Nie intensywna socjalizacja, nie tłum gości ani zatłoczone spacery, a nawet nie nasza natarczywa bliskość i zalewanie psa miłością, lecz danie psu czasu i poczucia bezpieczeństwa. Jak podkreśla behawiorystka, nie ma czegoś takiego jak "wdzięczność" za adopcję ze strony psa, a trudne zachowania nie są porażką adopcji - są naturalnym etapem adaptacji.
Zdaniem Darii Hoffman tylko czas, cierpliwość i akceptacja sinusoidalności tej relacji, mogą dać szansę na piękną historię psa i człowieka.
Druga strona adopcji: kryzysy, koszty i łzy człowieka

O tym, jak trudna potrafi być rzeczywistość po adopcji, otwarcie mówi Paulina Chojnicka, opiekunka border collie Aury, która o swoim życiu z psem prowadzi profil w mediach społecznościowych. Na profilu "zmienna.aura" opowiada o trudach, łzach podczas procesu adopcji, ale też o tym, ile dała jej ta relacja i jak teraz ona się układa. Jej historia pokazuje, że nawet przemyślana decyzja i dobre intencje nie chronią przed kryzysem.
Aura trafiła do niej jako młoda, energiczna suczka, opisywana w fundacji jako chętna do pracy i wesoła. Rzeczywistość okazała się znacznie trudniejsza. Pies był skrajnie reaktywny, reagował szczekaniem i fiksacją na bodźce, w emocjach gryzł swoją opiekunkę. Były momenty strachu, bezsilności i zwątpienia.
Bałam się własnego psa. Płakałam, miałam ogromne kryzysy, ale wiedziałam, że chcę walczyć o tę relację.
Droga do poprawy była długa i kosztowna: regularna praca z behawiorystą, współpraca z weterynarzem, farmakoterapia, zmiana stylu życia. Dwa lata intensywnej pracy przyniosły efekty - Aura jest dziś spokojniejsza, ufa swojej opiekunce, trenuje frisbee. Dziś na nagraniach, które publikuje w sieci widać spokój Aury, ale przede wszystkim uśmiech Pauliny. Ale to nie była "bajkowa adopcja", tylko proces wymagający ogromnych zasobów emocjonalnych i finansowych.
- Chodzi o to, żeby osoby decydujące się na adopcję były świadome tego, że mogą trafić na taką "niespodziankę" jak ja. I żeby wtedy były gotowe i chętne do pracy. Naprawdę warto dawać szansę takim psom. Nic w życiu nie zbudowało tak mojego charakteru i nie dało mi tyle satysfakcji jak praca z Aurą. Dlatego jak najbardziej zachęcam do adopcji, również na domy tymczasowe, które są teraz na wagę złota. Ale róbmy to z głową! - przekonuje Paulina.
To właśnie ten aspekt adopcji - często pomijany w medialnych narracjach - zdaniem obu rozmówczyń wymaga szczególnego nagłośnienia. Zwierzęta z adopcji bardzo często potrzebują długoterminowego wsparcia specjalistycznego. A każdy powrót psa do schroniska po kilku dniach czy tygodniach to kolejna trauma i pogłębienie problemów.
Między lukrem a straszeniem. Jak powinna wyglądać świadoma adopcja?

Styczniowe wydarzenia uruchomiły ważną dyskusję, ale też ujawniły silną polaryzację. Z jednej strony - lukrowany obraz adopcji jako akt czystej miłości i wdzięczności psa do człowieka. Z drugiej - narracje zniechęcające, straszące skalą problemów i trudności.
Tymczasem, jak podkreśla Daria Hofman, rzeczywistość leży pośrodku. Adopcja nie jest ani heroiczna, ani skazana na porażkę. Jest decyzją o zmianie stylu życia - porównywalną do podjęcia dodatkowego etatu. Wymaga czasu, wiedzy, pieniędzy i gotowości na kryzysy, regresy i powolne budowanie relacji.
Obie rozmówczynie wskazują na ogromną lukę edukacyjną w Polsce. W krajach Europy Zachodniej funkcjonują kursy, testy kompetencyjne czy obowiązkowa edukacja przyszłych opiekunów. W Polsce wciąż dominuje przekonanie, że "miłość wystarczy".
Świadoma adopcja to taka, w której przyszły opiekun zdaniem zarówno Darii Hofman, jak i Pauliny Chojnickiej, powinien zadać sobie kilka podstawowych pytań i szczerze na nie odpowiedzieć, przed podjęciem decyzji. Czy mam czas i elastyczność, by pomóc psu w adaptacji, czy stać mnie na konsultacje behawioralne i ewentualne leczenie, czy jestem gotowy zmienić swoją rutynę, czy mam wsparcie w razie kryzysu.
Jednocześnie warto pamiętać, że adopcja nie jest jedyną formą pomocy. Domy tymczasowe, wolontariat, wsparcie finansowe czy rzeczowe - to realne działania, które często są bardziej adekwatne do możliwości danej osoby.
Styczeń 2026 roku może stać się momentem przełomowym. Ale tylko wtedy, jeśli za emocjonalnym zrywem pójdzie długofalowa edukacja, zmiany systemowe i uczciwa rozmowa o tym, czym naprawdę jest odpowiedzialność za zwierzę. Bo prawdziwa pomoc nie kończy się na dobrych intencjach - zaczyna się wtedy, gdy gasną emocje, a zostaje codzienność.
- Adopcja psa, życie z psem wiążą się z odpowiedzialnością, z obowiązkami. Ale jednak bardzo kochamy psy. Nie wyobrażamy sobie po jakimś czasie życia bez nich. Bo jest w tej relacji międzygatunkowej coś wybitnie pięknego. Uważam, że jeżeli człowiek podejmie w pewnym momencie tę decyzję o zmianie dla jednego psa życia, to to życie staje się lepsze - podsumowuje rozmowę Daria Hofman.
Czasem wystarczy drobna obserwacja, by odkryć, co naprawdę chce ci powiedzieć twój kot lub pies. Poznaj zachowania, które zdradzają jego nastrój i potrzeby. Zobacz na styl.interia.pl/zwierzęta










