Kiciusie - cisi zabójcy. Ofiary liczone w setkach milionów
Wraz z psami stanowią najliczniejszą grupę zwierząt domowych w Polsce. Bywają beztroskie, potrafią rozczulić swoich opiekunów i wydają się niegroźne. Chyba że przekroczą próg domu i wyjdą w teren, gdzie uruchamia się ich naturalny instynkt łowiecki. Mowa o kotach, które każdego roku zabijają w Polsce ok. 631 mln ssaków i niemal 144 mln ptaków.

Ofiary kotów liczone w setkach milionów
Według różnych szacunków, w Polsce żyje od 4 do ponad 7 milionów kotów. Jak wynika z raportu FEDIAF (Europejskiej Federacji Producentów Karmy dla Zwierząt Domowych) w 2023 r. 41 proc. gospodarstw domowych w Polsce posiadało przynajmniej jednego kota. Pod tym względem w Europie wyprzedza nas tylko Rumunia, gdzie odsetek gospodarstw domowych z co najmniej jednym kotem wynosi 48 proc.
Niestety, te sympatyczne zwierzęta mają również drugie oblicze, wynikające z niezwykle silnego, naturalnego instynktu łowieckiego. To z kolei sprawia, że każdego roku w Polsce koty wiejskie bezpośrednio przyczyniają się do uśmiercenia ponad 140 milionów ptaków i ponad 630 milionów ssaków.
Te szokujące statystyki opublikowano w 2019 r. na łamach magazynu naukowego "Ekologia globalna i ochrona środowiska", a autorami badania są dr Dagny Krauze-Gryz ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) w Warszawie, dr Jakub Gryz z Instytutu Badawczego Leśnictwa w Raszynie i dr Michał Żmihorski z Instytutu Biologii Ssaków PAN. W badaniu uwzględniono wyłącznie koty wiejskie z centralnej Polski.
"Przeciętny kot wiejski, bo nasze badania odnoszą się do kotów wiejskich, zjada ok. 200 ssaków w ciągu roku i około 50 ptaków" - powiedziała w 2021 r. dr hab. Dagny Krauze-Gryz w rozmowie z dziennikarzem Marcinem Szumowskim z Polsat News. W związku z tym nie można wykluczyć, że gdyby w badaniu uwzględniono koty miejskie wypuszczane przez swoich opiekunów na zewnątrz, statystyki byłyby jeszcze bardziej przerażające.
Autorzy wspomnianego badania wskazują w nim, że nie powinno się lekceważyć wskaźnika drapieżnictwa kotów na polskich gruntach rolnych, co jest szczególnie widoczne w przypadku ptaków.
"Pokazaliśmy, że koty na gruntach rolnych mogą zabijać znaczną część wszystkich ptaków. Niemniej jednak drapieżnictwo kotów na ptakach ma charakter sezonowy, przy czym większość ptaków ginie wiosną (szczyt odnotowano w czerwcu), a minimum późną jesienią (listopad)" - czytamy w badaniu. Z kolei neutralizowanie przez koty młodych ptaków, zdaniem autorów badania, może ograniczać produktywność populacji ptaków.
- W Chinach czy Stanach Zjednoczonych dane te są jeszcze bardziej drastyczne. W każdym z tych państw koty zabijają kilka miliardów ptaków i nawet kilkadziesiąt miliardów ssaków rocznie - twierdzi w rozmowie z Interią Monika Klimowicz-Kominowska, rzeczniczka prasowa Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.
Nasza rozmówczyni dodaje, że skala problemu jest globalna, a na całym świecie ofiarami kotów padają zwierzęta należące do ponad 2000 gatunków, w tym ok. 350 gatunków zagrożonych wyginięciem.
- Koty przyczyniły się również do wymarcia ponad 60 gatunków zwierząt, z czego 27 w samej Australii i Nowej Zelandii. W konsekwencji uznaje się je za jeden z najpoważniejszych antropogenicznych czynników pogarszających stan różnorodności biologicznej.

- Źródłem tak ogromnej listy ofiar jest silny instynkt łowiecki kota. Zwierzę to poluje nie tylko w celu zdobycia pokarmu, lecz także po to, by zaspokoić potrzeby behawioralne. Ofiary nierzadko są ścigane, ranione i traktowane jak zabawka, zanim zostaną zabite lub porzucone - często ciężko poranione, cierpiące i przerażone - wyjaśnia ekspertka.
Monika Klimowicz-Kominowska podkreśla, że ptaki przebywające w miejscu, w którym obecne są koty, skracają czas żerowania, co może prowadzić do niedożywienia.
- Stwierdzono również wyraźne obniżenie sukcesu lęgowego - w tym zmniejszenie liczby składanych jaj czy porzucanie lęgów. W sezonie lęgowym najbardziej narażone są podloty i młode, niedoświadczone ptaki, które stają się łatwym celem kotów - wyjaśnia rzeczniczka.
Zwolennicy wypuszczania na zewnątrz tzw. kotów udomowionych wychodzą z założenia, że zwierzęciu powinno się zapewnić odpowiednią przestrzeń, ponieważ kot mający możliwość swobodnego poruszania się poza domem przez kilka godzin dziennie, zaspokaja swoje naturalne instynkty eksploracyjne. Ponadto swoboda na zewnątrz i związana z tym większa aktywność fizyczna kota ma zapobiegać powstawaniu otyłości u mruczka, redukować potencjalny stres i nudę oraz pozytywnie wpływać na jego ogólną kondycję.
Innego zdania jest zoopsycholog Mieszko Eichelberger, który dla Polsat News powiedział, że jeżeli opiekunowie kotów skupią się na ich potrzebach w domu, zapewnią kotu ruch, wysiłek intelektualny, odpowiednie żywienie i interakcję z człowiekiem, wówczas kot nie będzie miał żadnej potrzeby wychodzenia z domu.
Zobacz również: Kot zachowuje się w ten sposób? To może być oznaka choroby

Nawet 50 tys. euro kary za wypuszczenie kota
W 2022 r. na mocy rozporządzenia mieszkańcy niemieckiego Walldorf otrzymali zakaz wypuszczania swoich kotów na zewnątrz od kwietnia do sierpnia. Powód podjęcia takiej decyzji był oczywisty - ochrona ptaków, których populacja gwałtownie zaczęła spadać na skutek instynktu łowieckiego czworonogów.
Rozporządzenie miało na celu ochronę dzierlatki zwyczajnej, czyli ptaków należących do rodziny skowronków. Są one bardzo łatwym celem dla kotów, ponieważ swoje gniazda zakładają na ziemi.
Władze Walldorf wskazywały, że jeśli nie wprowadzą zakazu wypuszczania kotów, istnieje bardzo duże ryzyko utraty występowania dzierlatki zwyczajnej w tamtejszej okolicy. Za złamanie zakazu opiekunkom kotów groziły wysokie kary - 500 euro, jeśli kot zostanie znaleziony na zewnątrz, a także 50 tys. euro w przypadku skrzywdzenia dzierlatki zwyczajnej przez kota.
Lokalne stowarzyszenie ochrony zwierząt krytykowały rozwiązanie władz Walldorf, wskazując, że rozporządzenie oznacza dla kotów ogromne ograniczenie oraz stres. "Negatywny wpływ kotów na populacje ptaków śpiewających jest i tak dyskusyjny i, o ile nam wiadomo, nie został jeszcze udowodniony w przypadku dzierlatki zwyczajnej w Walldorf" - tłumaczyło wówczas Niemieckie Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt.
Za wybryki kota odpowiedzialność ponosi opiekun
Choć polskie przepisy wprost nie zabraniają wypuszczania kotów z domu, to jednak opiekunowie czworonogów są za nich odpowiedzialni i w niektórych przypadkach za wybryki swojego pupila wypuszczonego na zewnątrz mogą otrzymać wysoki mandat.
Wskazuje na to art. 77 §1 Kodeksu wykroczeń, w którym czytamy, że "Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1000 złotych albo karze nagany".
Opiekunowie m.in. kotów mogą również zostać pociągnięci do odpowiedzialności na drodze cywilnej, a to za sprawą art. 431. Kodeksu cywilnego - "Kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy".
Adwokatka Agnieszka Łyp-Chmielewska, która na swojej stronie kociparagraf.pl zajmuje się opieką prawną hodowców oraz nabywców kotów rasowych, a także wspiera od strony prawnej właścicieli i opiekunów kotów, uważa, że z powyższych przepisów jasno wynika, iż "Każdy posiadacz lub też właściciel zwierzęcia zobowiązany jest do jego prawidłowego trzymania - co oznacza, że zobowiązany jest do sprawowania należytej kontroli nad zwierzęciem. Wypuszczenie kota na zewnątrz samopas nie stanowi żadnych środków ostrożności".
Sprawę "kociej wokandy" przytacza serwis Prawo.pl, w którym czytamy: "Mniej pobłażliwy dla właściciela dwóch kotek (Miłki i Lulu), które zjadły u sąsiada rybki pływające w oczku wodnym, był Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Krzyków. Ukarał on właściciela kotek naganą za niedopilnowanie pupilek. Wniosek o ukaranie skierowała do sądu Straż Miejska".
Warto wiedzieć: Co czuje kot, gdy zostaje sam w domu? Odpowiedź może zaskoczyć








