Kryzys systemu ochrony zwierząt w Polsce. Co obnażyła sytuacja w sobolewskim schronisku?
Żal, złość i bezsilność. To czują przeważnie ludzie zaangażowani w pomoc zwierzętom po sytuacji związanej z sobolewskim czy bytomskim schroniskiem. Jednak do kogo mieć żal, co zawiodło i czy w ogóle jest szansa na poprawę sytuacji zwierząt w Polsce? Na te pytania w rozmowie z Interią odpowiada Antoni Łukasiak, wiceprezes ds. prawno-administracyjnych i inspektor ds. ochrony zwierząt w organizacji prozwierzęcej Animal Support.

Jak schroniska, które miały dać ochronę, zamieniły się w piekło dla psów
Ostatnie wydarzenia związane ze schroniskami dla zwierząt w Bytomiu, Sobolewie oraz wokół placówki Kocham Psisko wstrząsnęły opinią publiczną. Materiały ujawniające dramatyczne warunki bytowe zwierząt, relacje świadków, nagrania oraz interwencje pozarządowych organizacji prozwierzęcych doprowadziły do protestów, zamknięcia jednego ze schronisk i lawiny pytań o odpowiedzialność instytucji państwowych.
Zobacz również:
Choć każda z tych spraw ma swoją specyfikę, razem tworzą one obraz głębokiej niewydolności systemu ochrony zwierząt w Polsce, który sprawia, że empatyczni obywatele są rozżaleni i czują przejmującą bezsilność. System, który formalnie istnieje, zdaniem wielu w praktyce często nie działa - zwłaszcza tam, gdzie w grę wchodzą publiczne pieniądze, odpowiedzialność administracyjna i nadzór państwa.
- My od lat wiedzieliśmy, że system jest bezsilny, bezradny i nieskuteczny - mówi Antoni Łukasiak, inspektor ds. ochrony zwierząt i wiceprezes ds. prawno-administracyjnych w organizacji Animal Support. - Ale w przypadku schronisk działających na zlecenie gmin, dofinansowywanych z pieniędzy publicznych, naprawdę sądziliśmy, że chociaż to absolutne minimum bezpieczeństwa jest zabezpieczone.
Jak pokazują ujawnione przypadki - było to założenie błędne. Psy marznące zimą w nieocieplonych budach, zwierzęta bite, zaniedbywane, pozbawione opieki weterynaryjnej - to obrazy, które nie powinny mieć miejsca w instytucjach funkcjonujących w ramach systemu państwowego.
- To, co wydarzyło się w Sobolewie, nie jest "wypadkiem", "niechlubnym wyjątkiem". To wieloletnia, systemowa zbrodnia wynikająca z zaniechań państwa - dodaje w rozmowie z Interią Anna Jastrzębska, prezeska Animal Support.
Jastrzębska jako prezeska pozarządowej organizacji prozwierzęcej nie szczędzi krytyki, a szczególnie zastanawiający dla niej jest fakt, że decyzja o zamknięciu schroniska zapadła niedługo po kontroli Powiatowego Lekarza Weterynarii w Garwolinie, choć Powiatowy Inspektorat Weterynarii wcześniej "nie stwierdził rażących naruszeń" w tym miejscu.
Dodatkowo prezeska organizacji zwraca uwagę i podkreśla mocno brak adekwatnej reakcji rządu.
- Premier Donald Tusk chętnie powtarza hasło "robimy, nie gadamy". W przypadku tragedii zwierząt z Sobolewa przez lata było wyłącznie gadanie - mówi z goryczą Anna Jastrzębska.
Chaos, bezradność i brak reakcji państwa

Gdzie zawiodły instytucje w tej sytuacji? Zdaniem Antoniego Łukasiaka kluczowym problemem nie jest jedynie istnienie patologicznych schronisk, lecz problem leży u źródła - brak skutecznej reakcji organów, które z mocy prawa powinny stać na straży dobrostanu zwierząt.
- Najbardziej niepokoi nas chaos, który powstaje wokół takich spraw i brak realnej, skoordynowanej reakcji państwa. Schroniska powinny być miejscem bezpieczeństwa. Tymczasem widzimy, że organy państwowe nie tylko nie zapobiegają tragediom, ale często reagują dopiero wtedy, gdy sprawa staje się medialna - mówi Antoni Łukasiak w rozmowie z Interią.
Szczególna krytyka kierowana jest pod adresem Inspekcji Weterynaryjnej. Choć to ona formalnie odpowiada za nadzór nad schroniskami, w praktyce jej działania są - zdaniem osób od lat działających w fundacjach i organizacjach prozwierzęcych - niewystarczające i spóźnione.
- Nieskuteczność inspekcji weterynaryjnej mnie nie dziwi. To organ urzędniczy, często bezduszny, obciążony ogromną liczbą kompetencji niezwiązanych bezpośrednio z ochroną zwierząt bezdomnych. Nadzór nad schroniskami to dla nich marginalny wycinek działalności - mówi wprost Łukasiak.
W mediach po sytuacji w Sobolewie można było znaleźć krytyczne komentarze odnośnie samych organizacji prozwierzęcych, które były na miejscu lub odnośnie osób prywatnych, które uczestniczyły w proteście. Jednak Anna Jastrzębska skupia się na innym elemencie, ogniwie, który jej zdaniem, zawiódł jako pierwszy w tamtym momencie.
- Nawet po zamknięciu schroniska nie zobaczyliśmy sprawnej akcji państwa. Obserwowaliśmy chaos. Na miejscu zabrakło obecności kompetentnych przedstawicieli służb oraz władz. Zamiast odpowiedzialności zobaczyliśmy improwizację i przerzucenie ciężaru ewakuacji zwierząt i ich dalszego utrzymania na organizacje społeczne. Zwierzęta zostały przekazane do różnych fundacji - a więc problem zdjęto z instytucji publicznych - wyjaśnia prezeska organizacji.
Problemem są także kwalifikacje i specjalizacja osób sprawujących kontrolę. Lekarze weterynarii zajmujący się na co dzień bezpieczeństwem żywności czy hodowlą zwierząt gospodarskich nie zawsze mają wiedzę i doświadczenie potrzebne do oceny warunków bytowych psów i kotów w schroniskach.
- Ale z drugiej strony przecież nie trzeba być ekspertem, żeby wiedzieć, że zimą buda musi być ocieplona. - dodaje Łukasiak. - Jeśli nawet takie oczywistości są ignorowane, to znaczy, że system jest w głębokim kryzysie.
Zdaniem eksperta kontrola powinna być rozproszona, gdyż tylko taka ma szansę być skuteczną.
Co dalej? Kontrola społeczna i odpowiedzialność polityczna

W obliczu narastającego braku zaufania do instytucji państwowych coraz większą rolę przejmują organizacje pozarządowe i sami obywatele. To oni inicjują interwencje, monitorują działania gmin i nagłaśniają nieprawidłowości. Zdaniem wiceprezesa ds. prawno-administracyjnych Animal Support nadzieja pozostaje wciąż w obywatelach i organizacjach pozarządowych.
- Obowiązkowa kontrola społeczna, czyli realny wolontariat w schroniskach, to jeden z fundamentów zmian - podkreśla Antoni Łukasiak. - Jeśli dopuszczamy prowadzenie schronisk przez podmioty prywatne, to wyłącznie pod bardzo rygorystycznym nadzorem.
Animal Support prowadzi m.in. akcję "Gmina pod Lupą", w ramach której analizowanych jest ponad 300 programów opieki nad zwierzętami bezdomnymi. Organizacja zwraca uwagę, że kluczowe zapisy dotyczące kontroli, raportowania i finansowania powinny znajdować się w uchwałach rad gmin, a nie jedynie w umowach zawieranych z operatorami schronisk.
Uchwała rady gminy to akt normatywny, który wiąże wszystkich, a umowę można napisać dowolnie.
Jednocześnie krytycznie oceniana jest postawa klasy politycznej. Obecność tylko jednego posła, Łukasza Litewki, podczas protestu w Sobolewie stała się symbolem obojętności decydentów wobec problemu, który od lat pozostaje nierozwiązany.
- Ta dyskusja trwa od dekady. Dla polityków to nie jest nowy temat. On po prostu ich nie interesuje - mówi bez ogródek inspektor. - Zamiast medialnych gestów potrzebujemy prostych, minimalnych gwarancji systemowych.
Choć emocje wokół sprawy Sobolewa doprowadziły do sporów i napięć także pomiędzy organizacjami społecznymi, Łukasiak apeluje o skupienie się na tym, co najważniejsze.
- Najgłośniej trzeba mówić o tym, że organy państwa nie zadziałały. To one powinny zostać rozliczone. Takich Sobolewów w Polsce są dziesiątki. Po prostu jeszcze o nich nie wiemy - mówi z pełnym przekonaniem Antoni Łukasiak.
- Dlaczego do Sobolewa natychmiast nie skierowano prokuratora? Dlaczego miejsce, w którym przez lata - jak wiele wskazuje - dochodziło do przestępstw, nie zostało potraktowane jak miejsce przestępstwa? - zadaje pytania Anna Jastrzębska.
Czy obecna fala społecznego oburzenia przełoży się na realne zmiany? To i wiele innych pytań pozostaje otwartych. Jedno jest pewne - bez reform systemowych, skutecznej kontroli i odpowiedzialności politycznej, dramaty zwierząt będą się powtarzać.
Czasem wystarczy drobna obserwacja, by odkryć, co naprawdę chce ci powiedzieć twój kot lub pies. Poznaj zachowania, które zdradzają jego nastrój i potrzeby. Zobacz na styl.interia.pl/zwierzęta











