Ma 21 lat i pokazała Polsce, jak zajmuje się bezdomnymi kotami. Jej profil pokochały setki
Garfield, Czepuś, Rico, czy Felix. To tylko niektóre z kotów, które 21-letnia Maja Sznajdrowska z Łabiszyna uratowała i dała im coś, czego wcześniej nie zaznały od nikogo - namiastkę domu, miłość i świadomość, że człowiek, to nie najgorsze zło tego świata. Jak zaczęła się jej historia pomagania mruczkom bez dachu nad głową, dlaczego to robi i dlaczego internet tak pokochał Maję i jej stadko bezdomnych kotów, których historie potrafią wzruszyć do łez?

Gdy psiara staje się kociarą. Maja i jej koty podbijają internet
Poranek. Dla Mai Sznajdrowskiej każdy dzień wygląda niemal tak samo. Jeszcze przed rozpoczęciem swoich zajęć ubiera się i wychodzi z domu z karmą. Podchodzi do niewielkich domków, w których kryją się one - jej miłość - koty, które choć bezdomne i niczyje, tak naprawdę są jej i należą do jej serca.
- Całe życie byłam psiarą. Ale jednego dnia w 2021 roku mama kosiła trawę na podwórku a pod jednym z krzaków zobaczyła dwójkę małych kociaków. Oczywiście od razu zawołała mnie. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to początek mojej drogi z kotami - mówi w rozmowie z Interią Maja Sznajdrowska, która w mediach społecznościowych prowadzi profil "Majaikoty".
Wraz z mamą tego dnia Maja otoczyła kotki pomocą, choć jak sama przyznaje, wówczas jeszcze bez żadnej wiedzy na temat tych zwierząt. Jednak chęć niesienia pomocy, ratowania była silniejsza, niż cokolwiek innego. Tak było w rodzinie odkąd Maja pamięta. Ciocia Paulina kocha psy i udowodniła to, gdy trafiła do niej suczka Aura z problemami behawioralnymi. Mama Mai z kolei wpoiła jej miłość do zwierząt od pierwszych chwil na tym świecie. Dziś pomaga córce zajmować się kotami i robi to z równie wielkim zaangażowaniem, co Maja. Dziadek także miał w tym swój udział. To on postawił pierwszą budkę dla bezdomnych kotów, a Maja dziś kontynuuje jego dzieło. Wiedza o kotach przyszła z czasem, a w tamtym momencie, gdy Maja z mamą znalazły dwa kociaki, z pomocą przyszła znajoma, Inez, która wiedziała, jak uratować tak małe kocięta.
Od tamtego momentu coś we mnie pękło, bo to one otworzyły mi oczy na to, co się dzieje wokół i jak ogromna ilość bezdomnych chorych kotów nas otacza. Pytanie jak je wszystkie wyłapać i wykastrować?
Okazało się, że z pomocą 21-latce przyszła lokalna fundacja, z którą Maja zaczęła kastrować znalezione koty, bo jak sama podkreśla, ta kwestia jest kluczowa do zminimalizowania bezdomności wśród nich. Do kastracji i pomocy w łapaniu bezdomnych kotów na ten zabieg medyczny, zachęcają też fundacje i miejscowe schroniska. Przede wszystkim to zapobiega niekontrolowanemu rozmnażaniu się kotów, które prowadzi do szybkiego wzrostu populacji, a w konsekwencji do głodu, chorób i cierpienia. Jedna niekastrowana kotka może w ciągu kilku lat dać początek dziesiątkom, a nawet setkom potomków, dla których często brakuje schronienia i opieki. Kastracja pozwala więc realnie ograniczyć skalę bezdomności i poprawić jakość życia kotów już żyjących na ulicach.
Pomoc w zakresie kastracji bezdomnych kotów można często uzyskać przy wsparciu lokalnych władz. W wielu gminach funkcjonują programy opieki nad zwierzętami bezdomnymi, które obejmują finansowanie lub dofinansowanie zabiegów kastracji i sterylizacji kotów wolno żyjących. Warto skontaktować się z urzędem gminy lub miasta, najczęściej z wydziałem ochrony środowiska lub referatem zajmującym się sprawami zwierząt, aby uzyskać informacje o obowiązujących programach i procedurach. Istotną rolę odgrywa również współpraca z organizacjami prozwierzęcymi oraz lokalnymi fundacjami i stowarzyszeniami, które często realizują zadania zlecone przez samorządy. Takie organizacje mogą pomóc w zgłoszeniu kotów do programu kastracji, zapewnić transport do lecznicy weterynaryjnej oraz wsparcie merytoryczne dla społecznych opiekunów. Dzięki zaangażowaniu mieszkańców, organizacji społecznych i władz lokalnych możliwe jest prowadzenie skutecznych działań, które realnie poprawiają los bezdomnych kotów i sprzyjają odpowiedzialnej opiece nad nimi.

Do takiego działania jednak potrzeba ludzkich rąk i zaangażowania. Bezinteresownego, które płynie z serca, jak u Mai. Ale co robić, gdy zwierzęta już są?
- Aktualnie mam już 9 kotów w domu, a bezdomnych nigdy nie jestem w stanie zliczyć, bo pamiętajmy, część z tych, które też dokarmiam, są nieufne i dobrze wiedzą, kiedy ja nałożę karmę i znikam do domu. Zawsze mówię, że koło 20 i więcej. Udało mi się sporo kotów już wyadoptować. Wciąż pojawiają się kolejne - mówi Maja.
Właśnie to stadko 21-latki i jej miłość do niego zaczęły śledzić setki osób w internecie. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na nagrania Mai, z których płynie jedno przesłanie - nie odwracaj wzroku od tych, którzy potrzebują pomocy, miłości i ciepła, a otrzymasz najcenniejszą zapłatę świata. Wdzięczność i empatię, której nie da się przeliczyć na żadne pieniądze.
Historie, które mają kocie twarze. Poznajcie Garfielda

"Wyobraź sobie kota, który przez 15 lat tułał się po osiedlu. Mimo że teraz już tylko głównie śpi, w swoim legowisku w domu - i tak musi sprawdzić, czy z jego 'dziećmi', młodszymi kotami od niego, wszystko w porządku. Zwłaszcza zimą, wyczuwa kiedy stoją pod drzwiami. (…) Dziś ma spokojne życie, dożywocie, opiekę weterynaryjną. On nie ma słów. I nie potrzebuje ich. Bo prawdziwa siła i prawdziwe serce nie potrzebują mowy" - pisze o pięknym rudym kocie, Garfieldzie, Maja.
To on podbił serca internautów, a jego mądre spojrzenie, teraz już jednookie, gdyż konieczna była operacja usunięcia drugiego, i koci pyszczek, który mówi więcej niż tysiąc słów, sprawiły, że z wielu oczów przed monitorami popłynęły łzy.
- Kot, który przez około 15 lat tułał się po osiedlu i nie był zauważony przez nikogo. Ma źle zrośniętą kość i kuleje do teraz. Miał też ucięte wąsy. Był przyszywanym ojcem całego stada, każdy młodszy kot czuł się przy nim bezpiecznie, ale przyszedł też czas na jego pomoc, bo jej potrzebował. Nic nie poruszyło mnie tak bardzo jak jego mądrość w oczach. Jego wzrok, jego spojrzenie to jest coś, czego nie da się opisać słowami - mówi z miłością o rudym kocie Maja.
Garfieldowi zostało już jedno oko, gdyż ostatnio przeszedł operację usunięcia gałki ocznej przez silną jaskrę i ogromny ból. Odzyskał nowe życie. Z kota poważnego, zmęczonego przez życie obojętnością ludzką, stał się kot, który tętni życiem. Jednak nie tylko Garfield zajął specjalnie miejsce w sercu Mai. Jest ono niezwykle pojemne.
- Rico zostanie w moim sercu na zawsze tak samo jak Garfield, pojawił się znikąd zimą w okropny mróz. Był totalnie nieufnym kotem, bał się spojrzenia a co dopiero dotyku? Nie wiem jak to się stało, ale się udało, Rico mi zaufał po długim czasie. Teraz jak tylko wchodzę do niego i staje przy legowisku, wdrapuje mi się na szyję i może tak przytulony siedzieć godzinę. Byle czuć bliskość człowieka. No i mój domowy Felix. Spał w mrozach po -15 stopni w legowisku, nie można było go dotknąć. Aż w końcu przyszedł pod drzwi ze złamaną łapką. Zaczęła się wtedy o niego ciężka walka. Bo jak uratować kota, który na widok człowieka reaguje agresją i strachem?
Maja ma w sobie chyba jakąś magię, bo i najbardziej nieufnego kota, potrafi do siebie przekonać. Tak było między innymi z Felixem, który obecnie żyje u niej w domu i jest jej jednym z najwierniejszych kompanów. O swoich kotach i ich historiach Maja może opowiadać bez końca. Każdy z kotów, który po cichu pojawia się na jej drodze, ma swoją drogę, którą do niej trafił. Drogę trudną, często pełną cierpienia, obojętności. Możliwe, że każdy z nich musiał ją przejść, by znaleźć szlak prosto do serca tej kociej dziewczyny.
Bezsilność, płacz i miłość. Koty wiedzą, gdzie przyjść po pomoc

- Często odczuwamy bezsilność na widok nowych kotów które wymagają opieki i leczenia. Wierzę w to, że koty sobie przekazują, gdzie przyjść po pomoc. Bo tak właśnie jest u nas. Ciągle są jakieś nowe przypadki i to są głównie koty starsze z ciężką przeszłością - opowiada Maja.
Nie da się ukryć, że młoda kobieta kocha "swoje" koty, ale to miłość trudna, pełna patrzenia na smutek, często cierpienie zwierząt. Jak sama przekonuje, to opieka 24 godziny w tygodniu. Od niej nie ma przerw, jak od zwykłej pracy. Jej działalność nie jest też żadną fundacją. Codzienność w opiece też nie należy do najłatwiejszych, bo jak tu nakarmić tak pokaźne stado kotów? To duże obciążenie finansowe - karma, leki, wizyty u lekarzy weterynarii, budowa budek - to wszystko zaczęło w pewnym momencie przerastać możliwości Mai i jej rodziny.
- Bardzo dziękuję za każde wsparcie, które otrzymaliśmy i otrzymujemy. To nas choć trochę odciąża - podkreśla Maja, która niejednokrotnie otrzymała pomoc dla kotów od obcych osób.
Do tego organizacja. Opieka nad kotami zajmuje Mai większość czasu. Nawet umawiając się na rozmowę, mówi "Jak tylko podam Czepusiowi kroplówkę, możemy wtedy porozmawiać". Koty zawsze są u niej na pierwszym miejscu.
Rano, każdego dnia koty czekają na śniadanie, po południu przychodzą często "dzikuski", więc karmy trzeba dołożyć i wieczorami jest także kolacja. Tak naprawdę Maja wychodzi z domu i dopiero widzi ogrom rzeczy do zrobienia, a gdy do niego wraca, to czekają na nią domowe koty, które też wymagają opieki. Jednak Maja nie chce narzekać, opowiada jedynie o tych trudniejszych chwilach, lecz zaraz dodaje, że nic nie jest dla niej tak ważne, jak więź z tymi kotami.
Niektóre koty pozwoliły sobie zaufać, pozwoliły na dotyk. A wcześniej mogłam o tym tylko pomarzyć. To jest największą wdzięcznością, która mnie buduje. Nie zmienię całego świata, ale może zmienię świadomość kilku ludzi i zachęcę ich do pomagania.
Zima, czas krytyczny dla bezdomnych zwierząt

Tej pomocy nie może zabraknąć zwłaszcza zimą, dlatego Maja tak gorąco o nią prosi i zachęca. Także jej media społecznościowe same w sobie są inspiracją do pomagania. To właśnie zimą koty, które nie mają swojego domu, dosłownie walczą o przetrwanie. Szukają ciepłych miejsc do przespania nocy, poszukują jedzenia, które przy mrozach błyskawicznie zamarza. To właśnie na Instagramie Mai można obserwować z jaką pasją walczy o koty, zwłaszcza teraz, zimą. To motywuje innych do działania.
- Pewnego dnia Julia moja dobra koleżanka powiedziała: Maja działaj! Pomogę ci zacząć z kontem na Instagramie - to co robisz trzeba nagłośnić, bo może obudzisz świadomość niektórych ludzi - mówi Maja o swoich początkach w mediach społecznościowych.
Nagrania z Garfieldem, filmik z prezentacją domków, czy nagranie, gdzie Maja prezentuje karmowóz, czyli wózek do wożenia karmy, który sprezentował jej dziadek, pokazują jej życie z kotami i łapią za serca tych, którzy to oglądają. Przy tym Maja tryska pozytywną energią i przez to "zaraża" nią innych.
- Ten Instagram wniósł wiele do mojego życia. Przede wszystkim wielkie wsparcie, motywację. Poznałam przez niego niesamowitych ludzi, z którymi mam kontakt cały czas. I za to jestem wdzięczna.
Zwłaszcza teraz jej konto budzi zainteresowanie, gdyż ludzie z taką empatią, jak ona, szukają pomysłów na to, jak pomóc kotom przetrwać zimę.
W pierwszej kolejności proszę o empatię i zauważenie. Bo to czego nie chcemy widzieć często zostaje niezauważone.
Gdy już zauważymy koty, które potrzebują naszej pomocy, możemy zabrać się za zorganizowanie dla nich budek. To one ratują życie w mrozy.
- Naprawdę to nie jest ogromny koszt takiej styropianowej budki. To około 50 zł, czyli odmówienie sobie jakiejś dużej pizzy. Taką budkę owijamy folią stretch i wyścielamy czymś co dobrze izoluje i nie chłonie wilgoci m.in. drybed/maty, polary, słoma! Taką budkę można położyć na jakimś podwyższeniu (paleta, cegły), i można również zrobić osłonkę na wejściu, chyba że koty się boją.
Całą instrukcję, jak pomagać kotom w mrozy i śniegi Maja umieściła właśnie na swoim profilu w mediach społecznościowych. To gotowa wiedza do wykorzystania. Kocia opiekunka zwraca też uwagę na jedzenie i wodę dla kotów.
- W takie mrozy kot potrzebuje jeszcze więcej energii niż nam się wydaje. Jedzenie to podstawa! Nie domowe resztki z obiadu. Puszka, saszetka, sucha karma. Oczywiście kluczowa jest też woda. To podstawa podstaw. Koty piją bardzo dużo wody, nie mleka. Poznałam dobry patent na to, żeby woda nie zamarzała. Doniczka w doniczce, robimy dziurki, wkładamy wkład do zniczy i na to miska z wodą. U nas woda wytrzymuje w temperaturze letniej przez całą noc.

Według analizy The State of Pet Homelessness Project, w Polsce żyje łącznie ok. 12,34 mln psów i kotów, z czego ok. 8 proc. jest bezdomnych. To daje około 950 000 bezdomnych zwierząt domowych łącznie. Z tej liczby aż około 750 000 to bezdomne koty żyjące na ulicach, oraz dodatkowo ok. 32-35 tys. kotów przebywa w schroniskach. Dane te są szacunkowe, ponieważ nie ma jednej, centralnej ewidencji kotów żyjących na ulicach. Różne organizacje i badania próbują oszacować te liczby na podstawie ankiet, zgłoszeń i obserwacji terenowych, ale dane mogą się różnić w zależności od regionu i metodologii.
To jednak wystarczy, by zobaczyć rozmiar problemu, a tym samym rozmiar cierpienia, z którym spotykają się bezdomne koty. Taka działalność, którą wprowadziła do swojego życia Maja Sznajdrowska, minimalizuje to cierpienie i daje nadzieję nie tylko kotom, ale też ludziom na to, że wciąż jest w nas empatia i miłość do drugiego stworzenia. To nadzieja na to, że wciąż nie potrafimy odwracać wzroku od tych, którzy nas potrzebują i jesteśmy nadal istotami pełnymi miłości. Koty tę miłość potrafią z kolei oddać ze zdwojoną mocą i doskonale przekonała się o tym sama Maja.









