Rzuć wszystko i chodź popatrzeć na ptaki
Niektórzy mówią, że to "czyści mózg". Pomaga zatrzymać natrętne myśli, złapać dystans, wrócić pamięcią do dobrych momentów albo nabyć nowe, pozytywne wspomnienia. Mowa o obserwacji ptaków. O zbawiennych dla psychiki skutkach tej aktywności, o tym, czym różni się chodzenie "na ptaki" od ornitologii terapeutycznej i o tym, co każdy z nas może zrobić dla ptaków, opowiadają Sławomir Murawiec - psychiatra oraz Stanisław Łubieński - miłośnik ptaków i prezes zarządu Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.

Aleksandra Suława: Ptaki łączą?
dr Sławomir Murawiec (psychiatra, współautor, wraz z Piotrem Tryjanowskim, książki "Ornitologia terapeutyczna. Ptaki-Zdrowie-Psychika"): - Rzeczywiście ludzi łączy zainteresowanie, a nawet fascynacja ptakami. Jest to widoczne w godłach państw, nazwach miejscowości czy powszechnie występujących nazwiskach, pochodzących od ptaków. Wiele osób łączy też zainteresowanie obserwacją ptaków, poznawaniem ich gatunków i zwyczajów. To, co odkrywamy w ostatnich latach, to znaczenie kontaktu z ptakami dla zdrowia psychicznego. I choć oczywiście są tu pewne wyjątki, na przykład są osoby, które boją się ptaków, a niektóre ptaki, np. o czarnej barwie, wywołują nieprzyjemne skojarzenia, to bliskość, w jakiej przebywają ptaki i nasze spontaniczne zainteresowane nimi, to pewna wspólna cecha ludzi.
Stanisław Łubieński (miłośnik ptaków, autor książek m.in. Dwanaście srok za ogon, prezes zarządu Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków): - Niestety na liście ptaków wywołujących kontrowersje wysokie miejsce zajmują gawrony. To gatunek zagrożony wyginięciem, wpisany na czerwoną listę, z którym ludzie toczą wojnę. Te ptaki znikają z krajobrazu rolniczego, w którym usuwa się zadrzewienia śródpolne i stosuje dużo insektycydów. Nowego miejsca szukają w miastach, gdzie mieszkają w parkach, na cmentarzach; a tam - hałasują, zanieczyszczają ławki, więc ludzie je płoszą, niszczą ich siedliska. To jest niewspółmierne, bo przecież dla nas ta obecność gawronów to jedynie sezonowa uciążliwość. Tymczasem prześladowania zagrażają populacji gatunku. Kontrowersje budzą też kormorany. Niedawno, zimą, na rzekach było ich bardzo dużo. Ich obecność budziła irytację wędkarzy twierdzących, że kormorany pozbawiają rzeki ryb, co jest po prostu bzdurą. Mam poczucie, że każdy ptak może się znaleźć na celowniku, jeżeli tylko jego tryb życia i zwyczaje zaczynają ludziom przeszkadzać.

Sporo przykładów. A zawsze - chociaż mieszkam w Krakowie i perypetie z gołębiami są mi bliskie - wydawało mi się, że co jak co, ale ptaki budzą w ludziach pozytywne emocje.
S.Ł.: - Bo generalnie tak jest. Powyższe sytuacje to kilka wyjątków, które psują miły obraz. Tam, gdzie polityka nie znajdowała porozumienia, ornitologia znosiła podziały. Znane są np. historie z okresu II wojny światowej, kiedy więźniowie obozów jenieckich prowadzili badania nad ptakami, pozwalano im nawet wysyłać artykuły do branżowych czasopism. Generalnie więc można powiedzieć, że ptaki łączą, ale "z gwiazdką", z pewnymi zastrzeżeniami.
S.M.: - Ja z pozytywów mogę dodać bliższy i bardziej aktualny przykład: jakiś czas temu prowadziłem zajęcia, w których uczestniczyły osoby o zainteresowaniach związanych z ochroną przyrody i ekologią, a także leśnicy. Obie te grupy nie zawsze rozumieją wzajemnie swoje racje i nie całkiem pałają do siebie sympatią. Obserwacja ptaków bardzo ich połączyła, ponad podziałami, które są obecne na co dzień. Pojawiły się wspólne przeżycia, zaciekawienie, fascynacja, poczucie wspólnoty w zainteresowaniu tym elementem natury, jakim są właśnie ptaki. To pewnie nie byłoby możliwe, gdybyśmy się koncentrowali na niektórych innych elementach. Tak więc pewnie rzeczywiście ptaki mogą łączyć ponad podziałami.

Pozostańmy w kręgu tych, którzy ptaki lubią. "Na ptaki" zwykle chodzi się dla przyjemności, z ciekawości, z estetycznej potrzeby. Coraz więcej mówi się jednak o tym, że obserwować ptaki można też "dla głowy". "Ptakoterapia" to tylko retoryczna figura czy pełnoprawna odmiana psychoterapii?
S.M.: - Podkreślę, że nie jest to forma psychoterapii. Jednak pomimo tego, że nie jest to psychoterapia w takim sensie, w jakim rozumiemy ją w obrąbie wiedzy psychiatrycznej i psychologicznej, to może mieć oddziaływanie terapeutyczne, czyli korzystne wobec zjawisk psychicznych i pewnych stanów jak lęk czy obniżenie nastroju. W trakcie zajęć ornitologii terapeutycznej osoba prowadzącą nie opiera się na takiej aktywności jak terapeuta, czyli nie modyfikuje przez to co mówi, treści psychicznych uczestników. Nie jest to "terapia mówiona", jednak na psychikę osób uczestniczących korzystnie oddziałują inne elementy.
- Poza samym przebywaniem w środowisku naturalnym, które wieloma sposobami pozytywnie wpływa na psychikę większości z nas, działają także specyficzne zjawiska związane z obserwacją ptaków. Ornitologia terapeutyczna jest więc działaniem wchodzącym w szerszy zakres takich sposobów wpływania na zdrowie psychiczne, które związane są z kontaktem ze środowiskiem naturalnym, jak i specyficzną metodą. To jedna z form oddziaływań wobec zdrowia psychicznego których znaczenie i popularność wzrastają w ostatnich latach. Nie mówimy więc, że jest to forma psychoterapii czy leczenia, ale interwencja oparta na specyficznych mechanizmach, na przykład dotyczących przekierowania uwagi, która może mieć znaczenie terapeutyczne w określonych sytuacjach.
Co więc dzieje się w naszej głowie, kiedy idziemy "na ptaki"?
S.M.: - Przede wszystkim musimy wiedzieć, co jest celem podejmowanej aktywności, bo z inną intencją idziemy "na ptaki", a z inną na spacer w ramach ornitologii terapeutycznej. "Na ptaki" wybieramy się, żeby zobaczyć gatunki, dostrzec rzadkości, czyli zobaczyć pozycję z listy wymarzonych gatunków, czasami ja sfotografować. To jest piękna i fascynująca aktywność, czasami sam się nią zajmuję. Jednak gdy idziemy na zajęcia ornitologii terapeutycznej, cel jest zupełnie inny: oderwanie uwagi, uważność, przeżycia emocjonalne związane z kontaktem z ptakami. Możemy zrobić zdjęcie czy notatkę, ale nie mamy w głowie celów ściśle ornitologicznych, lecz inny cel: związany z naszym życiem psychicznym, samopoczuciem, do poprawy którego ptaki potrafią się przyczynić w bardzo specyficzny sposób.

Brzmi logicznie: zorientowanie na cel, zwłaszcza gdy nie udaje się go osiągnąć, a dodatkowo pomiędzy obserwującymi pojawia się rywalizacja, pewnie nie wpłynie korzystnie na nasz dobrostan.
S.Ł.: - Różnica między ornitologią terapeutyczną, a chodzeniem "na ptaki", rzeczywiście jest ciekawa. Ta druga aktywność owszem, stawia sobie za cel zobaczenie czegoś ciekawego, chociaż nie zawsze musi mieć wymiar rywalizacyjny czy zadaniowy. Ja na przykład sam nie wiem, ile gatunków w życiu widziałem. Kiedyś tworzyłem listy, ale zarzuciłem ten pomysł. Czasem nawet żałuję, bo wiele doświadczeń i obserwacji pewnie umknęło mi z pamięci.
Jak więc powinno wyglądać wyjście do lasu czy na łąkę, żeby miało terapeutyczny wymiar?
S.M.: - To nie musi być daleka podróż do najdzikszych zakątków, bo nawet widok ptaków w ogródku może mieć na nas pozytywny wpływ. Sikory, dzięcioły, sójki, szpaki, może nie są gatunkami ekscytującymi ornitologów, ale ja, mimo że widziałem je tysiące razy, mogę się nimi ucieszyć i będzie to miało więcej z ornitologii terapeutycznej niż jazda na drugi koniec kraju w celu zobaczenia jakiegoś rzadkiego gatunku.
- Gdy zaczynamy obserwację, pojawiają się odczucia opisywane w wielu relacjach. Mówi o nich Joe Harkness w książce "Ptakoterapia. Jak przyroda uratowała mi życie", mówią o nich osoby, które w ramach badań prowadzimy w teren, zauważam je w moich własnych doświadczeniach: to wrażenie oderwania. Myśli i koncentracja przenoszą się, zaczynamy być skupieni na ptakach, a nie na rozważaniach, smutkach i wyzwaniach, które zajmowały nas dotychczas. Obserwacja znakomicie wyrywa z bieżących rozważań, przenosząc uwagę na elementy zewnętrzne wobec nas.
Ptaki sprzyjają temu przeniesieniu w sposób szczególny? Gdybym obserwowała np. drzewa albo robiła zielnik, efekt nie byłby podobny?
S.M.: - Dziś wiele osób jest mocno skoncentrowanych na sobie: na swoich zadaniach, ale też na wizerunku. Wczoraj rozmawiałam z pacjentem, osobą z głębokim obniżeniem nastroju, która wyznała mi, że porównuje swoje życie z obserwowanym w mediach społecznościowych życiem znajomych i oczywiście ocenia samą siebie źle. Charakterystyczne dla wielu z nas jest tzw. myślenie autoreferencyjne, koncentracja na tym, jak oceniam swoja atrakcyjność, pozycję, sukcesy i poprzez to siebie jako osobę. To dzieje się nie tylko gdy przeglądamy media społecznościowe, ale cały czas.
- Dodatkowo absorbują nas sytuacje gospodarcza, polityczna, społeczna. Drzewo, jako statyczny obiekt, nie zawsze pozwala w takiej sytuacji przerwać rozmyślania z kategorii "jestem do niczego". Możemy na nie patrzeć, ale nadal być zanurzeni we własnych rozważaniach, w czymś, co w depresji nazywamy ruminacjami, w takim niekończącym się roztrząsaniu danego tematu. Tymczasem ptaki wymagają przekierowania myśli natychmiast: śpiewają, mają różnorodny wygląd, mogą przybliżyć się lub uciec, pojawiają się i znikają.
- Można powiedzieć, że obserwacja ptaków reorganizuje nam pracę mózgu. W momentach skupienia na sobie w naszych mózgach działa sieć tzw. trybu domyślnego. Sieci uwagowe zaś, związane z wykrywaniem bodźców, z tym, co na zewnątrz, działają o wiele słabiej. Gdy ptaki odciągają naszą uwagę, dokonujemy zahamowania pewnych obszarów mózgu związanych z referencyjnością i uaktywnienia sieci uwagowych, nastawionych na przeszukiwanie otoczenia. Pacjenci mówią: to czyści mózg. Kiedy wraca się z takiej obserwacji, rzeczy, które przed wyjściem wydawały nam się bardzo istotne, teraz sprawiają wrażenie o wiele mniej ważnych. Jesteśmy w stanie spojrzeć na siebie i swoje problemy nie z perspektywy bieżącego zaabsorbowania codziennymi sprawami, ale z lotu ptaka.

Oderwanie uwagi od tego, co bieżące - to raz. Co jeszcze daje nam terapeutyczna obserwacja ptaków?
S.M.: - Włączenie innych obszarów mózgu, związanych z przetwarzaniem dźwięku i przestrzeni. Budzą się przyjemne uczucia odkrywania, fascynacji, zachwytu. Czasem pojawia się również nostalgia czy uczucie uwznioślenia, na przykład na widok przelatujących żurawi czy drapieżnego ptaka. Dalej na liście pozytywów mamy też aspekty poznawcze: odkrywanie nowych słów, nazw, zachowań, całych nowych światów. Poszerza się też pole skojarzeniowe. Jako że wielu z nas wychowało się na wsi lub spędzało wakacje u dziadków na prowincji, w pamięci ożywają obrazy sprzed lat. Proszę więc pomyśleć: z bardzo wąskiego funkcjonowania w obszarze "co mam zrobić dziś" przechodzimy do czegoś ogólnego. Odzyskujemy łączność z samym sobą, z tym, kim jesteśmy, czego doświadczyliśmy. Nie tylko przywołujemy, ale też nabywamy pozytywne wspomnienia, momenty obserwacji, odkryć. Człowiek zaczyna być wypełniony czymś dobrym, nosi to w sobie. Pamiętam panią, która po tym, jak podczas spaceru pokazałem jej wilgę, przez godzinę płakała ze wzruszenia. Poruszające było dla niej, że może patrzeć na coś tak pięknego.
Nie wszystkie gatunki powszechnie uznaje się za piękne, atrakcyjne czy interesujące. Domyślam się jednak, że dla satysfakcji obserwatora nie zawsze ma to znaczenie?
S.Ł.: - Rzeczywiście, szary ptaszek jest synonimem czegoś banalnego. Tymczasem dla mnie długa obserwacja pospolitego gatunku bywa bardzo atrakcyjna, bo w jej trakcie często uruchamiają się procesy skojarzeniowe, które mogą służyć np. odnalezieniu ciekawej literackiej metafory. Patrząc na "chodzenie na ptaki" czysto utylitarnie, to jest czynność higieniczna, zapewnia kontakt ze słońcem, tlenem, przestrzenią. Dodatkowo dobrze jest kiedy, żeby obserwowanie ptaków rozszerza się na obserwacje całej przyrody, kiedy towarzyszy mu dotykanie np. liści czy korzystanie ze zmysłu węchu. Dążę do tego, żeby to była obserwacja ekologiczna, uwzględniająca sieci powiązań między różnymi organizmami.
Wielu z nas narzeka dzisiaj na przebodźcowanie, trudności z koncentracją, ciągłe zmęczenie. Obserwację ptaków pewnie można by więc zalecić każdemu. Jednak może są sytuacje i stany, w których ornitologia terapeutyczna może przynieść szczególną ulgę?
S.M.: - Pomyślałbym o kilku grupach. Po pierwsze, o osobach bardzo zanurzonych w swojej pracy, cały czas zorientowanych na cel. Im, żeby się oderwać, przydałby się nie city break, ale bird break. Po drugie, o tych, którzy cały czas przetwarzają w głowie negatywne czy budzące lęk tematy, są pochłonięci tymi ruminacjami. Mogę też przytoczyć doświadczenia z pracy z pacjentami. Widziałem sytuacje, w których obserwacja znakomicie regulowała emocje. Ktoś przychodził z lękiem, napięciem, konfliktami. Pamiętam np. kobietę, która mówiła, że rano miała rozmowę z rodziną, cały czas nosiła w głowie ten konflikt, problemy, a po obserwacji to umknęło. Była w stanie spojrzeć na problem z dystansem. Inny przypadek to pacjent, któremu w trakcie zajęć ustąpiły lęki, udało się uzyskać wyciszenie bez leków.

Raz w tygodniu, codziennie, tak często, jak zachodzi potrzeba? Jak często trzeba obserwować ptaki, żeby uzyskać terapeutyczny efekt?
S. Ł.: - Ja mogę opowiedzieć o własnych nawykach: staram się obserwować przyrodę codziennie. Lepiej czuję się sam ze sobą, ze swoim dniem, jeśli uda mi się na pół godziny, godzinę wyskoczyć nad pobliską rzekę "na ptaki". Dzisiaj jeszcze tego nie robiłem, jest godzina czternasta i zaczyna we mnie narastać poczucie zniecierpliwienia. Myślę, że byłoby dobrze, gdyby ludzie świadomie planowali swoje dni tak, by rezerwować sobie czas na łagodną interwencję terapeutyczną w postaci pójścia do lasu, do parku, nad rzekę. Zwłaszcza w takim okresie jak teraz, gdy po zimie jesteśmy szczególnie głodni natury, chcemy śledzić zmiany zachodzące z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień.
S.M.: - Myślę, że model: oddaję się obserwacji za każdym razem, gdy odczuwam potrzebę, muszę się zastanowić, zatrzymać myśli, będzie najbardziej odpowiedni. To "oddawanie się obserwacji" nie musi być długotrwałym procesem. Zajęcia, które prowadzę, trwają zwykle nie więcej niż dwie godziny. Jeśli ktoś w codziennym funkcjonowaniu może pozwolić sobie na długi spacer - świetnie. Jeśli nie, niech interwencja będzie krótsza, nawet popatrzenie na ptaki przez okno może coś nam dać.
My obserwujemy ptaki, zachwycamy się nimi, intrygują nas, czasem wywołują rozrzewnienie. A gdyby tak odwrócić sytuację? Można pokusić się o przypuszczenia, co one myślą o nas?
S. Ł.: - W pełni na to pytanie nigdy nie odpowiemy, bo nasz aparat poznawczy nie umożliwia zajrzenia do wnętrza głowy ptaka. Wiemy jednak, że owszem, one też nas obserwują. Na przykład wrony rozpoznają rysy ludzkich twarzy. Udowodniono to, gdy na jednym z amerykańskich kampusów przeprowadzano akcję obrączkowania. Osoby biorące w niej udział zakładały specjalne maski z wyrazistymi rysami. Po jakimś czasie ptaki zaczęły ostrzegać się nawzajem przed ich obecnością.
- Dobrym poligonem doświadczalno-obserwacyjnym, pozwalającym na badanie zachowania ptaków względem ludzi jest miasto, bo żyjące w nim ptaki są mocno zorientowane na człowieka. Jesteśmy elementem ich codzienności, koegzystują z nami, korzystają z naszych zasobów, zwłaszcza krukowate, wynalazcze i inteligentne, stanowią wdzięczny obiekt obserwacji. Dodatkowo miejskie ptaki mają w sobie stosunkowo niewiele neofobii, charakteryzuje je ciekawość nowych rzeczy w otoczeniu. Wiejskie ptaki są bardziej konserwatywne.
S. M.: - Dodam, że to, o co pani zapytała, jest kolejnym zakresem działania ornitologii terapeutycznej - obserwacja uczy nas również czegoś, co w psychologii nazywa się "teorią umysłu". Polega ona na tym, że gdy tutaj rozmawiamy, ja mam teorię umysłu na państwa temat: co pani myśli, co pan myśli, co pomyśli czytelnik podczas lektury. Rozmawiam tak naprawdę nie z wami, tylko z tą właśnie teorią umysłu. Gdy obserwujemy ptaki, nie mając wglądu w ich głowy, też musimy sobie taką teorię wytworzyć: jak ich nie spłoszyć, co zrobić, by je przyciągnąć, jakie motywacje stoją za ich zachowaniami. Ćwiczymy liczenie się z drugim stworzeniem, a taka umiejętność też się w życiu przydaje.

W ostatnich latach obserwacja ptaków stała się aktywnością modną. Tymczasem na stronie Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków czytam: "W Polsce zagrożonych wyginięciem jest 47 gatunków ptaków, co stanowi o około 30 proc. więcej niż dwie dekady temu. (…) Dodatkowo w ciągu ostatnich 200 lat w Polsce wymarło 16 gatunków ptaków". Nasze zainteresowanie obserwacją ptaków nie przekłada się na starania w zakresie ochrony przyrody?
S. Ł.: - W pewnym stopniu się przekłada - tylko w tym roku udało się usunąć pięć gatunków z listy ptaków łownych w Polsce. Prawdą jednak jest, że skala tych sukcesów jest nikła w stosunku do zmian zachodzących w środowisku naturalnym. Niestety, panujący na świecie model gospodarczy żywi się surowcami, przestrzenią, światem natury, który ma za mało obrońców. Aktywizm nie jest łatwy, każdy, kto choć raz interweniował w jakiejś przyrodniczej sprawie, z dużym prawdopodobieństwem miał poczucie, że jest w swojej walce sam. To uczucie rozpaczliwe, bo towarzyszy mu przekonanie, że walczy się o coś słusznego, a nie ma instancji, do której można by się zwrócić. Dlatego ja bardzo namawiam, żeby ludzie jednoczyli się wokół kwestii związanych z ochroną przyrody, bo wspólnota daje siłę.
- Chociaż warto też zaznaczyć, że obserwowanie ptaków nie zawsze przekłada się na działalność społeczną. Nie wszyscy ludzie, którzy obserwują ptaki, są gotowi albo w ogóle chcą zajmować się aktywizmem.
Aktywizm nie jest dla każdego, ale przypuszczam, że można zrobić coś dla ptaków także bez angażowania się w zbiorowe działania.
S. Ł.: - Oczywiście, jest cały szereg dobrych, konkretnych zabiegów. Na przykład jeśli mamy kawałek ziemi, warto zostawiać jakiś jej fragment niezagospodarowany, by stał się ostoją dla przyrody. Jeśli w ogrodzie rosną niedziuplaste drzewa, warto powiesić na nich budki. To małe, ale ważne gesty. Zawsze zwracam też uwagę, że jeśli mamy sympatię do ptaków, nie możemy zapominać o innych organizmach. Sprzyjajmy przyrodzie, nie wyłączając z niej żadnego aspektu.
S. M.: - Ja myślę, że warto troszczyć się o naturę także z czysto egoistycznych względów. Troszczmy się o swoje ogrody, drzewa na osiedlu, przestrzeń wspólną tak, by móc korzystać z jej pozytywnego wpływu na nasze zdrowie i samopoczucie. Dbajmy o siebie również w ten sposób.
***
Każdy gatunek ma swoją opowieść. Od najmniejszych owadów po zwierzęta, które potrafią przebyć tysiące kilometrów, by wrócić do domu. Poznaj historie, które pokazują potęgę natury. Więcej na styl.interia.pl
***
Gdzie obserwować ptaki w pierwszy wiosenny weekend?
Głodni kontaktu z przyrodą? Świetnie się składa, bo w pierwszy dzień wiosny nie zabraknie okazji do zaspokojenia apetytu na naturę. By uczcić pierwszy wiosenny weekend organizacje non profit z całej Polski po raz kolejny organizują Społeczne Święto Lasu - kilkadziesiąt opartych na kontakcie z naturą wydarzeń, które odbywać się będą na terenie całego kraju. W tym roku impreza odbywa się pod hasłem "Las i psychika".
Skąd pomysł na taki motyw przewodni? "Powszechnie cierpimy dziś na zespół deficytu natury, którego ofiarą są także dzieci. Odpowiedzią na odcięcie od świata zewnętrznego i technologiczne przebodźcowanie nie są kolejne technologie, tylko żywe, niezapośredniczone doświadczenie kontaktu z przyrodą" - mówi Anna Treit, jedna z organizatorek wydarzenia.
W programie znalazło się blisko 80 wydarzeń, wśród których uwagę zainteresowanych obserwacją ptaków przyciągnąć powinny:
- Przez wiosenny las" - uważny spacer i wspólne obserowanie ptaków w Droginii nad Jeziorem Dobczyckim
- Noc sów w Rysim Lesie
- Ptasia Niedziela w rezerwacie przyrody Łęg nad Sweliną
- Ptasi spacer w lesie Zwierzynieckim
- Spacer rodzinny: Czy na Wolanach mieszkają sowy? (las na wolanach)
- Ptasim szlakiem wzwyż i w głąb - lasoterapia w Puszczy Białowieskiej
- Spacer "las i psychika" w Puszczy Niepołomickiej
- Spacer za ptasim śpiewem po Parku Leśnym Witkowice.
W programie znalazły się również kąpiele leśne, wspólne hamakowanie, spacery połączone ze sprzątaniem lasu, spacery do źródeł rzek, rodzinne gry terenowe, wyprawy w poszukiwaniu starolasu, joga, areterapia i wiele innych.
Szczegóły i pełną listę wydarzeń można znaleźć na stronie wspolnylas.pl. Wydarzenia są darmowe.











