Spis treści:
- Orzech tu, orzech tam
- Tylko gdzie ja położyłam ten orzech?
- Uwaga, ktoś patrzy!
- Grzyby? Poproszę, ale na później
- Każda wiewiórka ma swój sposób
- Najlepszy kąsek? Trzeba dobrze schować
Orzech tu, orzech tam
Wiewiórki nie wkładają całego jesiennego dobytku do jednej wielkiej spiżarni. Byłoby wygodnie, ale też trochę ryzykownie. Wystarczyłby jeden sprytny złodziej i po zapasach. Zamiast tego chowają jedzenie w wielu różnych miejscach. Orzech może wylądować pod warstwą liści, żołądź w ziemi przy korzeniach, a kolejny smakołyk jeszcze gdzieś indziej.
Takie rozproszone zapasy mają sporą zaletę. Jeśli ktoś odkryje jedną kryjówkę, pozostałe nadal są bezpieczne. Jest tylko jeden mały problem: później trzeba jeszcze pamiętać, gdzie się to wszystko pochowało.
Tylko gdzie ja położyłam ten orzech?
Można by pomyśleć, że przy tylu kryjówkach wiewiórka szybko straci rachubę. Tymczasem te małe rudzielce mają naprawdę niezłą pamięć przestrzenną. W odnajdywaniu zapasów pomagają im charakterystyczne punkty w otoczeniu, dzięki którym potrafią wrócić w okolice swoich skrytek.
Nie oznacza to jednak, że odnajdują każdy zakopany przysmak. O części swoich skarbów zwyczajnie zapominają. Dla wiewiórki to stracony obiad, ale dla lasu całkiem dobra wiadomość. Zapomniany żołądź czy orzech może wykiełkować i z czasem wyrosnąć na nowe drzewo. Można więc powiedzieć, że wiewiórki trochę przez przypadek zajmują się także sadzeniem lasu.
Uwaga, ktoś patrzy!
Dobra pamięć na nic się jednak zda, jeśli ktoś wcześniej dobierze się do zapasów. A chętnych na łatwy posiłek nie brakuje. Wiewiórcze kryjówki podpatrują między innymi sójki, które same świetnie znają sztukę gromadzenia jedzenia i potrafią skorzystać z okazji, gdy cudzy orzech znajdzie się w zasięgu dzioba.
Wiewiórki nie pozostają im dłużne. Jeśli podejrzewają, że są obserwowane, potrafią tylko udawać, że chowają jedzenie. Potencjalny złodziej zapamiętuje wtedy fałszywą kryjówkę, podczas gdy prawdziwy przysmak może bezpiecznie trafić gdzie indziej. Jak się okazuje, do zrobienia porządnych zapasów przydają się nie tylko pracowitość i dobra pamięć, ale też odrobina sprytu.
Grzyby? Poproszę, ale na później
Orzechy, żołędzie i nasiona to nie wszystko, co może trafić do wiewiórczej spiżarni. W menu znajdują się także grzyby, otwiera się w nowym oknie. I tutaj robi się naprawdę ciekawie, bo niektóre wiewiórki nie zjadają ich od razu. Zamiast tego je suszą!
Zebrany grzyb może zostać umieszczony na gałęzi albo w rozwidleniu konarów, gdzie ma szansę wyschnąć. Tak przygotowany przysmak można zostawić na później, kiedy o świeże jedzenie będzie trudniej. Żadnych suszarek, słoików ani kuchennych szafek. Wystarczy odpowiednia gałąź i trochę cierpliwości.

Każda wiewiórka ma swój sposób
Nie wszystkie wiewiórki podchodzą do zimowych zapasów tak samo. Wiewiórki Douglasa zamiast polegać na wielu małych skrytkach potrafią tworzyć duże magazyny, w których gromadzą przede wszystkim szyszki. Takie leśne spiżarnie mogą służyć im przez lata.
Jeszcze inne podejście mają wiewiórki Aberta, które właściwie nie zawracają sobie głowy robieniem zapasów. Pozostają aktywne przez cały rok i szukają pożywienia na bieżąco. Wygląda więc na to, że w wiewiórczym świecie nie ma jednej recepty na zimę. Jedne skrzętnie zapełniają spiżarnie, inne wolą żyć z dnia na dzień.
Najlepszy kąsek? Trzeba dobrze schować
Nie każdy znaleziony przysmak jest dla wiewiórki tak samo cenny. Przy robieniu zapasów znaczenie ma między innymi to, co właściwie udało się znaleźć i jak dobrze dany pokarm nadaje się do przechowywania. Najlepsze kąski warto więc ukryć szczególnie starannie.
Wiewiórki potrafią również przenosić jedzenie, jeśli uznają, że wybrane wcześniej miejsce nie jest wystarczająco bezpieczne. W końcu jesienne zapasy mają wystarczyć na trudniejsze dni, więc dobra spiżarnia powinna być nie tylko pełna, ale przede wszystkim dobrze ukryta.
I choć cała ta operacja może wyglądać jak chaotyczne bieganie od drzewa do drzewa, kryje się za nią całkiem przemyślana strategia. Trochę pamięci, trochę sprytu, sporo pracy i od czasu do czasu jeden zapomniany orzech, z którego za kilka lat może wyrosnąć drzewo. Całkiem dużo jak na dwie małe łapki.











