Reklama

Reklama

Dysleksja to nie wyrok

Jeszcze kilkanaście lat temu problem dysleksji traktowany był jak wymysł ucznia, który nie chciał się uczyć zasad ortografii. Dziś wiemy, że jest to o wiele szersze zagadnienie, a wczesna diagnoza dzieci z tzw. „specyficznym zaburzeniem uczenia się”, to klucz do ochrony ich przed bardzo poważnymi konsekwencjami dysleksji w przyszłości. O tym, czym de facto jest dysleksja, kiedy i jak powinna wyglądać jej prawidłowa diagnoza rozmawiamy z panią Joanną Ławicką, w-ce prezesem fundacji Prodeste oraz współtwórcą programu Eduteraputica Gimnazjum PWN – nowoczesnego narzędzia do diagnozy dzieci ze specyficznymi zaburzeniami uczenia się.

O dysleksji rozwojowej mówi się, że paradoksalnie jest to problem znany i jednocześnie nieznany. Jaka Pani zdaniem jest świadomość rodziców i nauczycieli w tej sprawie?

Joanna Ławicka: Obecnie sytuacja z pewnością wygląda nieco lepiej niż kilka, kilkanaście lat temu. Wciąż jednak dominuje przekonanie, że z diagnozą dysleksji należy wstrzymywać się do późniejszego okresu szkoły podstawowej. Poszczególne zaburzenia dyslektyczne postrzegane są wyłącznie jako zaburzenia procesów uczenia się. Tymczasem należy zdawać sobie sprawę, że u ich podłoża leżą nieprawidłowości rozwojowe, które rozpoczynają się we wczesnym dzieciństwie. Diagnozowanie ryzyka dysleksji u dziecka w wieku przedszkolnym, wczesna interwencja terapeutyczna mogłoby wielu dzieciom oszczędzić licznych niepowodzeń szkolnych i frustracji związanej z ciągłym poczuciem bycia gorszym od reszty uczniów.

Reklama

Czym zatem jest dysleksja rozwojowa?

Joanna Ławicka: Według obowiązującej w naszym kraju klasyfikacji chorób i zaburzeń ICD-10 dysleksja jest „specyficznym zaburzeniem uczenia się”. Warto jednak rozumieć problem szerzej
 – kryteria diagnostyczne odnoszą się niejako do efektów, nie do pierwotnych przyczyn zaburzeń, które mają charakter rozwojowy. Dziecko z dysleksją rozwojową już w okresie wczesnego dzieciństwa ma pewne określone trudności, które w przyszłości powodują zespół objawów nazywanych dysleksją rozwojową. Takie wczesne zaburzenia obejmują między innymi dysfunkcje sensoryczne (postrzegania, percepcji), problemy motoryczne czy nieprawidłowe planowanie ruchu. U wielu dzieci obserwuje się także zaburzenia lateralizacji. W efekcie wieloletniego nawarstwiania się deficytów, dziecko pomimo całkowicie prawidłowej inteligencji nie jest
w stanie prawidłowo uczyć się czytać, pisać czy liczyć.

O jakiej skali występowania problemu dysleksji wśród uczniów mówimy w Polsce?

Joanna Ławicka: W badaniach międzynarodowych mówi się o około 10%-15% uczniów. 4% to uczniowie
z bardzo głęboką dysleksją. Podobne wskaźniki przedstawiane są w badaniach profesor Bogdanowicz, która mówi o 10% uczniów w naszym kraju.

Kto jest odpowiedzialny za diagnozowanie dysleksji rozwojowych i w jakim wieku się je diagnozuje?

Joanna Ławicka: Pierwszym ogniwem diagnostycznym będzie szkoła. Dalej - specyficzne trudności w uczeniu się można zdiagnozować w Poradniach Psychologiczno-Pedagogicznych, zarówno publicznych, jak i niepublicznych. Bardzo ważne, żeby diagnoza przeprowadzana była przez zespół specjalistów, którzy oprócz sformułowania samej diagnozy będą w stanie określić dokładne przyczyny i rodzaj dysfunkcji.

Jakie objawy w zachowaniu dziecka powinny zaniepokoić rodziców i nauczycieli, a które mogą świadczyć
o dysleksji?

Joanna Ławicka: Na etapie szkolnym będą to trudności z nauką czytania, pisania i/lub liczenia
w powiązaniu z innymi objawami, takimi jak na przykład – zaburzenia lateralizacji, trudności
z orientacją w przestrzeni. W okresie przedszkolnym należy zwrócić uwagę na dzieci, u których słabo rozwijają się procesy percepcyjne – zarówno słuchowe jak i wzrokowe, dzieci z nieprawidłową orientacją w przestrzeni
i schemacie ciała, dzieci z opóźnionym rozwojem mowy czy obniżoną koordynacją wzrokowo-ruchową. Jakkolwiek, na tym etapie rozwojowym nie diagnozuje się dysleksji, można i należy diagnozować dziecko
w kierunku tzw. „ryzyka dysleksji”.

Czym skutkuje dla dziecka marginalizacja problemu – brak diagnozy oraz nieleczenie dysleksji?

Joanna Ławicka: Trudno powiedzieć o leczeniu dysleksji, która nie jest chorobą, lecz nieprawidłowością rozwoju. I jako taką można prowadzić terapeutycznie, minimalizując skutki i kompensując deficyty, jednocześnie dbając o obszary, w których można trwale poprawić funkcjonowanie dziecka. Brak terapii może
z wiekiem przynieść poważne konsekwencje, takie jak zaburzenia emocjonalne, nerwice, depresję oraz tzw. „zespół nieadekwatnych osiągnięć szkolnych”, kiedy to dziecko pomimo warunków i możliwości poznawczych osiąga znacznie niższe wyniki w szkole niż wynika to z jego potencjału. W efekcie grozi to poważnym ograniczeniem wyboru ścieżki zawodowej w życiu dorosłym.

Jak prawidłowo powinien przebiegać proces terapii?

Joanna Ławicka: Jak wspomniałam, obecnie szkoła jest ważnym ogniwem diagnostycznym ważne, by dysponowała ona odpowiednimi narzędziami, pozwalającymi przesiewowo sprawdzić, czy u danego ucznia występują objawy wskazujące na dysleksję. Podobnie wygląda kwestia terapii. Szkoła jest miejscem, w którym dziecko będzie uczestniczyć w różnego typu zajęciach wspierających rozwój i dlatego potrzebuje do tego odpowiednich narzędzi. Terapia powinna obejmować nie tyle trening pisania czy czytania, lecz pracę nad przyczynami trudności szkolnych. Ćwiczenie samych umiejętności szkolnych przyrównałabym do trenowania chodzenia po schodach z dzieckiem, które ma porażenie mózgowe. W efekcie takich ćwiczeń być może opanuje ono samą czynność w ograniczonym zakresie, lecz nie wpłynie to na poprawę napięcia mięśniowego czy nie rozluźni przykurczy. Podobnie dziecko z dysleksją – nieodpowiednia terapia, polegająca na ćwiczeniach umiejętności szkolnych spowoduje wieloletnie czasem opóźnienia w nauce i wspomniane wcześniej, emocjonalne skutki. Prawidłowo, proces terapii powinien obejmować pracę nad przetwarzaniem sensorycznym, percepcją, koordynacją wzrokowo-ruchową, pamięcią semantyczną i proceduralną, procesami uwagi oraz w wypadku dyskalkulii – myśleniem operacyjnym.

Jest Pani współtwórcą programu Eduterapeutica Gimnazjum. Dlaczego zdecydowała się Pani zaangażować
w ten projekt Wydawnictwa PWN.PL?

Joanna Ławicka: W chwili obecnej na rynku pomocy dydaktycznych i terapeutycznych jest niewiele narzędzi pozwalających skutecznie diagnozować i wspierać proces terapii dzieci ze specyficznymi trudnościami
w uczeniu się. Pomysł programu wydał mi się szczególnie obiecujący, ponieważ dawał możliwość rozwinięcia procedur o rzeczy, które bardzo trudno zrealizować w tradycyjnej terapii przy stoliku. Dodatkowo, program
w części diagnostycznej sam przelicza wyniki, co znacznie przyspiesza i ułatwia pracę nauczyciela, który
w efekcie dostaje przejrzysty obraz problemów dziecka w postaci profilu rozwojowego, do którego może odnosić wyniki kolejnych badań kontrolnych. Warto wspomnieć także, że z uwagi na dużą kompleksowość oprogramowania, istnieje możliwość wspierania za jego pomocą terapii także dzieci z innymi dysfunkcjami rozwojowymi, takimi jak zespół nadpobudliwości psychoruchowej czy Zespołem Aspergera. Dzięki temu, że nauczyciel sam decyduje o doborze ćwiczeń w odniesieniu do precyzyjnej diagnozy rozwojowej jest to narzędzie bardzo cenne w codziennej praktyce, niezależnie od samej nominalnej diagnozy dziecka.

Zatem dysleksja to nie wyrok?

Joanna Ławicka: W żadnym wypadku, jeśli tylko odpowiednio wcześniej się ją zdiagnozuje
i rozpocznie efektywną terapię.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Joanna Ławicka: Ja również dziękuję.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy