Reklama

Reklama

To dopiero początek

Lato to szkolne wakacje - lipiec i sierpień. Przynajmniej dla mnie. Wraz z rozpoczęciem sierpnia zwykle zaczynam mozolne odliczanie do niepopularnej daty pierwszego września. Choć nie powinnam tak mówić, bo to także urodziny Groszka. Tego roku jednak przegapiłam mój półmetek. Powodów było kilka – smętna pogoda, która trudno nazwać wakacyjną, czteromięsieczne bytowanie w domu i narodziny Gołębia.

Gołąb to od gruchania – dźwięki, które wydaje, gdy nie płacze. Może zostanie ornitologiem? Zieleń też go cieszy. Mnie cieszy jego egzystencja – zdolność wnikliwego patrzenia na śnieżnobiały sufit, uśmiechanie się do plamy na ścianie i radosne gruchanie. Zadziwiające, bo nigdy nie byłam osobą, którą wzruszają dzieci. Moja praca tylko to spotęgowała – prowadzę restaurację, która ma status przyjaznej dzieciom, czytaj: przyjaznej beztroskim matkom, które taranują sobie drogę wózkiem rozmiaru czołgu do obozu okupowanego przez ich uzbrojone w dziecięce zastępy psiapsiółki. Każdorazowo ‘pole bitwy’, przy którym stoczyły walkę ze swoją pociechą, przypomina zgliszcza po wybuchu bomby.

Reklama

Wracając do lata – w tym kraju o tej porze roku można  tylko powiedzieć ‘dobrze to już było’. Teraz czeka na nas pochmurne niebo, zimne wieczory i wietrzene noce. A mnie marzy się piknik pod gruszą, wiklinowy koszyk i kraciasty obrus... Hm, chyba raczej marzą mi sie lata siedemdziesiąte. Mam wrażenie, że to efekt uboczny chronicznego niewyspania, które Gołąb nieprzerwanie funduje mi przez ostatnie trzy miesiące. Tak bardzo wyczekiwałam  lata. Tego roku nawet nie zauważyłam gdy przemknął mi koło nosa jego punkt kulminacyjny. To nie tak, że żałuję. Raczej dziwię się, jak taka mała istota jest w stanie dokonać rewolucji w życiu w miare uporządkowanej trzydziestolatki. Lato może być juz w połowie. Ja jestem ledwo na początku mojej drogi.

A lato? Będzie też za rok, a wtedy go nie przegapię...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama