Reklama

Reklama

Wakacyjne inspiracje

Dlaczego urlopowe postanowienia często ulatniają się wraz z powrotem do pracy? W czym tkwi przyczyna i jak temu zaradzić?

 

I tak co roku... Dwutygodniowy urlop nad polskim morzem. Póki co, pogoda sprzyja (dzięki Bogu!)… No dobrze, nie wliczając ulewnego deszczu wczorajszego popołudnia. Odpoczywam na tarasie w błogim cieniu parasola z książką w ręku, z przysłowiowym „drinkiem z palemką” w drugim. Jednym słowem: słodkie „nicnierobienie”. Nie myślę o niczym: ani o problemach, ani o obowiązkach, a już na pewno nie o powrocie do codzienności. Tylko snuję sobie plany. Plany… zupełnie nie wiążące, ale takie do których moje myśli systematycznie wracają. Otóż po powrocie do wielkomiejskiej rzeczywistości chciałabym… Właśnie, i tu lista się nie kończy: zacząć naukę hiszpańskiego, może w przyszłym roku odwiedzę Barcelonę, a może jednak odświeżyć dawno zapomniany rosyjski, zapisać się na kurs dogoterapii lub języka migowego, zgłosić się na wolontariat, tym razem do schroniska dla zwierząt, rozpocząć pracę nad jakimś ciekawym projektem, poszukać dorywczej pracy, która może nie pomnożyłaby zysków, ale przyniosła dużo satysfakcji. A i jeszcze sport. Poranny jogging czy wieczorna joga? Albo pole dance, ostatnio taki modny (zerknę w Internecie na przystępne cenowo zajęcia). No tak, ale przy tym wszystkim powinnam zacząć oszczędzać jeśli w przyszłym roku chcę wyruszyć zagranicę. I przysięgam, że będę zdrowo się odżywiać. Żadnych ciast, słodyczy, pustych kalorii. Pielęgnować przyjaźnie i rodzinne relacje. Przy tym od czasu do czasu przeczytać książkę z nieskończenie rosnącego  stosu obok nocnego stolika.

Reklama

 

 

 I tak oto przez moją głowę przemykają wakacyjne inspiracje. Jednak ile z nich przerodzi się w postanowienia, a ile z tych postanowień rzeczywiście zostanie wdrążonych w życie? Jestem przekonana, że każdy z nas snując wakacyjne plany, postanowienia, po powrocie z urlopu zderza się z codziennością z taką siłą, że postanowienia znikają bez ślady i dadzą o sobie znać przyszłego lata.

 

 

Środkiem zaradczym jest realna ocena swoich możliwości, czasu i energii, jakie możemy poświęcić postawionym przed sobą nowym zadaniom oraz strat, bo przecież coś za coś: albo dobry kryminał do poduszki albo wieczorny trening jogi, albo angielski albo rosyjski. Tylko przy tym wszystkim uważajmy, by nie zaniedbać naszych rodzinnych relacji, obowiązków związanych z innymi, z nauką i pracą. Należy dobrze określić priorytety. Wierzę, że akurat w tym jesteśmy nieomylni.

 

 

Póki co, cieszmy się piękną pogodą i długo wyczekiwanym urlopem. Zbierajmy siły i życzmy sobie determinacji w wakacyjnych postanowieniach.

 

 

PS: Co ranek wychodzę na króciutką trasę z kijkami nordic walking. Mam nadzieję, że za dwa tygodnie w tych porannych wyjściach zmieni się tylko sceneria. Trzymajcie kciuki!

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy