Reklama

Reklama

Kobiety Lwice

Od pierwszych stron pokochałam Scarlett O'Hara. Coco Chanel jest źródłem mojej nieustającej inspiracji. Madonna - królowa muzyki, a od ostatniego występu podczas finałowego meczu Super Bowl, oficjalna cesarzowa, od lat fascynuje mnie swoją postawą. Przez lata śledziłam bohaterki ,,Sex and the City", bo i one nie poddawały się ulepionym schematom. Natomiast od ostatniego pokazu Haute Couture Wiosna/Lato 2012 w cudownym hotelu Shangri-La w Paryżu, do grona uwielbianych przeze mnie kobiet, dołączyła Eva Minge.

Siła kobiet nie zna granic, lecz tylko nieliczne potrafią się do niej przyznać, nią emanować. Łatwiej jest tkwić w narzuconych konwenansach, niż podążać swoją drogą.

Gabrielle Chanel (19.8.1883 - 10.1.1971) była nieustraszona. Dokładnie wiedziała czego chce, a już na pewno, czego nie chce. Sierota, rzucona w wir życia bez żadnych przywilejów czy dogodności, dzięki swojej sile i determinacji stworzyła nieśmiertelne imperium. Imperium Mody. Świat elegancji, piękna i luksusu. 

Co czuła Madonna kiedy w wieku niespełna 20. lat stanęła w tłumie Nowego Jorku, po odbyciu pierwszej w życiu podróży samolotem? Co musiała czuć w tym gigantycznym mieście, w którym znalazła się zupełnie sama, zdana tylko na siebie i do tego mając zaledwie $35 w kieszni? Sama twierdzi, że wyjazd do NYC był najodważniejszą rzeczą jaką w życiu zrobiła. Choć wydaje mi się, że wypowiedź ta jest nazbyt skromna, mimo, że skromność na szczęście Madonny atutem nie jest. To co zrobiła było po prostu niewyobrażalnie fenomenalne. Jak się okazuje im większy skok na szeroką wodę, tym większy sukces można odnieść. Pod warunkiem, że  ma się odwagę płynąć. Jedno jest pewne: Madonna królowała, króluje i cesarzować będzie. 

Reklama

Kto nie zna historii Scarlett O'Hara? Fikcja czy rzeczywistość? Nie ma to najmniejszego znaczenia. Kto raz się z nią zetknął, tego życie już nigdy nie będzie takie jak wcześniej, a przynajmniej moje przestało być. 

,,Sex and the City'' okazało się natomiast takim pomnikiem dla niekonwencjonalnych kobiet XXI wieku. Współczesny symbol niezależności i życia według własnej, nieprzymuszonej woli, zgodnie z indywidualną wizją i z dala od tego co wypada lub wypadać powinno.

I tak od lat zafascynowana motywem silnej kobiety, 25 stycznia bieżącego  roku około godziny 19.00 w przecudownym hotelu Shangri-La, czekając na pokaz Evy Minge, minęłam się z nią na marmurowych schodach, wyściełanych drogimi dywanami, które oświecane światłem kryształowych żyrandoli, wyglądały jeszcze bardziej imponująco. Ale w całym tym blasku to właśnie pani Minge wywarła na mnie największe wrażenie. Dystyngowana, elegancka, bijąca dumą, ale i niesamowitą energią oraz pewnością siebie. To kwintesencja cech, za które szanuję kobiety wyjątkowe. Eva Minge to także jedyna polska projektantka, która nie boi się wyzwań i która nie boi się świata, za co ją świat, w tym przede wszystkim Paryż, podziwia. I ja się do tego przyznaję.

Dziękuję wszystkim wyjątkowym kobietom za to, że nie boją się być wyjątkowe.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje