Reklama

Reklama

"Święto Miłości"

"Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego..." -"I nie potrzebuje Walentynek", dorzuciłby św.Paweł, gdyby przyszło mu żyć w dzisiejszych czasach.


To przecież jasne, że Ci prawdziwie zakochani, czy też zwyczajnie zaprzyjaźnieni, nie potrzebują własnego święta, by wyrażać miłość.
Robią to na każdego dnia, w zaciszu swoich mieszkań, na ławce w parku, podczas szkolnej przerwy.

"Jak Ci minął dzień?" pyta żona męża, posyłając mu zatroskane spojrzenie znad sterty nieumytych naczyń.

Przed supermarketem przygarbiony staruszek wyrywa ciężką siatkę z rąk poślubionej 50 lat temu kobiety, "Daj,ja poniosę"...

W tym samym czasie gdzieś na końcu świata, a może zaraz za rogiem, gruba dziewczynka dzieli się  z  piegowatą przyjaciółką pączkiem, choć sama pochłonęła by ze trzy bez mrugnięcia okiem.

Gdzieś w którejś szkole chłopcy w szatni piją wespół jedną butelkę oranżady.

W centrum Warszawy starsza Pani ustępuje miejsca w autobusie młodej bladej twarzy mówiąc: "Ja też byłam kiedyś w ciąży, siadaj, moja panno".

Chłopcy pod blokiem parskają na widok Maryśki w berecie: "Patrzcie! Idzie ta wariatka z siódemki",
a ona przemyka chyłkiem, marząc tylko o tym, by nagle stać się niewidzialną...
-"Zamknijcie się, ****, głąby"  nie przebiera w słowach łysy, który o Maryśce myśli nie tylko wtedy, gdy ją widzi, a na jej twarzy pojawia się nieśmiały uśmiech.
Łysy chłonie go niczym wino w kartonie.

"Reszty nie trzeba" mruga do parkingowej Pan z teczką, a jej, na przekór paskudnej pogody robi się jakoś cieplej.

Reklama

Jakaś dziewczynka macha pod krzesłem nogami zastanawiając się, czy Krzychu z tylnej ławki gapi się na nią i czy zauważył, że ma dzisiaj warkocze. A jeśli tak,dlaczego jeszcze nie pociągnął?

Miłość jest wszędzie. Wielka, lub nie, poważna lub śmieszna, czasem zupełnie niedorzeczna.
Uwielbiam ją podglądać i wiem, że zwykłe z pozoru gesty mówią więcej niż czerwone róże, białe misie i bombonierki w kształcie serduszek.
Wystarczy mieć otwarte oczy i słuchać między wierszami.

Ale czy same Walentynki to coś złego? Uważam,że nie.
O ile każdy poprzedni i następny dzień jest dla nas równie ważny w celebrowaniu miłości.
O ile znamy i kochamy naszą drugą połówkę na tyle, że powrót do domu z kiczowatą maskotką nie wchodzi w rachubę.
O ile nie musimy pytać nikogo, co w ogóle kupić, bo jeśli ktoś inny miałby wiedzieć lepiej, co ukochanego cieszy,
to już ponieśliśmy porażkę.

Panowie nie dajcie się ponieść rutynie, słuchając kolegów: "Daj jej kwiaty, przecież wszystkie baby to lubią".
Wasza kobieta nie ucieszy się z tego, że dostanie to, co wszystkie.
Ona chce być wyjątkowa.
Panie, nie kupujcie sobie seksownej bielizny pod pretekstem prezentu dla niego, chyba, że naprawdę to lubi i będzie w niej chodził.
I nie ulegajmy stereotypom. Zakochane misiaczki na sklepowych wystawach i pulsujące serduszka to profanacja miłości,
bo każde uczucie jest wyjątkowe, ma swoją historię, temperament i styl.
Nie odbierajmy mu tego, na Boga, karteczką z serduszkiem i gotowym tekstem, białym króliczkiem i czerwoną różą.
Bądźmy oryginalni, jak to uczucie, które nas połączyło. Wtedy 14 luty będzie prawdziwym świętem miłości, jednym z 365 w roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy