Reklama

Reklama

Valentine's day

                       To już 4 lata odkąd zobaczyłam jego uśmiech i odniosłam wrażenie, że świat przewrócił mi się do góry nogami. Poznaliśmy się w ostatniej klasie Liceum . Aleksander - bo tak miał na imię, był nowym uczniem i wzbudzał zainteresowanie wszytskich kobiet. Nic dziwnego, skoro był wysoki, miał połyskujące czarne włosy jak nowiutkie, dopiero co wypolerowane z największą dokładnością ferrari. Jego oczy, czarne jak noc, zawsze tajemnicze patrzyły w moją stronę, lecz usta pełne i krwiste nigdy się nie odzywały. Nie potrafiłam zrozumieć jego toku myslenia i do tej pory jego osoba jest dla mnie zagadką. Wiem jedno, w każde walentynki od tamtego pamiętnego dnia dostaje od niego bukiet wspaniałych czerwonych róż z liścikiem: ,, Ja w dalszym ciągu uważam, że był to najwspanialszy dzień w moim życiu".

Reklama

                    Schemat wypadków w takich sytuacjach jest do przewidzenia. Siadam na kanapę i ryczę jak dziecko, któremu nie dało się cukierka, zastanawiając się dlaczego nie próbuje nawiązać ze mną kontaktu. Po jakimś czasie i tak dochodzę do wniosku, że nie ma sensu niszczyć niesamowitych wspomnień.

                   Dokładnie co do jednej minuty, 4 lata temu w dzień zakochanych po zajęciach z wychowania fizycznego jak zawsze szłam pod prysznic dać upust swoim obolałym mięśniom. Po kilkunasto minutowym relaksie, owinełam się w ręcznik i biegiem ruszyłam w stronę szatni. O tej porze było już tam tylko pusto, ale nie tym razem. On tam stał, naprzeciwko mnie i gapił się jak na posąg Dawida w jakimś muzeum. Poczułam jak nogi uginają się pode mną a język odmawia posłuszeństwa. Na wpół rozebrany ruszył w moją stronę, jego ciało - idealne w każdym calu oraz wilgotne jeszcze włosy sprawiły że moje pożądanie wzrosło tak szybko jak ceny w sklepach. Podeszedł tak blisko, że czułam jego oddech. Serce waliło mi jak młot, kręciło mi się w głowie a do tego zesztywniałam jak metalowy pręt. Niezdolna do jakiegokolwiek ruchu czekałam aż coś się stanie. I stało się...

                 Uniósł mnie do góry łapiąc za pośladki i przycisnął do szafki z takim pożądaniem w oczach o jakim dawno marzyłam. Wbił swoje usta w moje a mnie jedynie na co było stać to ciche jęknięcie. Pieścił moje ciało językiem, robił to powoli a ja z niecierpliwością wyczekiwałam punktu kuluminacyjnego. To były tortury, o które mogłabym błagać godzinami. Jego język wędrował po szyi do piersi, następnie z brzucha do ud, a kiedy dotarł w to miejsce poczułam się jakbym osiągneła stan nirwany. Jednak nie zatrzymał się tam na dłużej. Miał co do mnie inne plany. Byłam już tak wilgotna, że soki spływały mi po udach i jedyne o czym myslałam to maksymalnym uniesienie. Spojrzal mi w oczy, uśmiechnął się niczym słońce do kwiatów i wszedł we mnie. Łzy skrajnych emocji spłynęły mi po policzkach. Nie zważając na to Aleksander nie przestawal. Wchodził we mnie rytmicznymi i głębokimi ruchami aż oboje zmęczeni i szczęśliwi opadliśmy na siebie napawając się chwilami spędzonymi razem.

                   Tamtego dnia widziałam go poraz ostatni. Zniknął jak książę z bajki nie udzielając żadnych odpowiedzi. Zostawił po sobie słodki smak i co roku przypomina o tym, że jednak sytuacjia z bajki miała miejsce w realnym świecie.

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy