Reklama

Reklama

Byłem lekkoduchem, przeprosiłem Boga

Radosław Pazura jest przystojnym mężczyzną, doskonałym w rolach amantów i twardzieli. Jednak w realnym życiu ceni sobie wartości rodzinne i duchowe.

Przyznaje, że w młodości był lekkoduchem. Gdy przeżył straszny wypadek samochodowy w 2003 r., jego życie uległo kompletnej zmianie. Otworzył się na Boga. Teraz Radosław Pazura (42) jest spełnionym mężczyzną, zakochanym bez pamięci w... dwóch kobietach: córeczce Klarze (4) i żonie Dorocie Choteckiej (45). W nowym serialu telewizyjnym pt. "Linia życia" gra świetnego lekarza.

Pańska mama będzie szczęśliwa?

Radosław Pazura: -To prawda. Marzyła, żebym zagrał lekarza albo księdza. I właśnie dostałem rolę doktora w serialu pt. "Linia życia".

Reklama

Ludzie w białych ubraniach pewnie źle się panu kojarzą?

- Przeciwnie. Lekarz budzi we mnie bardzo dobre skojarzenia. Ortopeda traumatolog Piotr Piekarczyk, który składał mnie po wypadku samochodowym w 2003 r. został moim przyjacielem. Był nawet świadkiem na moim ślubie.

To co najgorsze już za panem. Teraz jest pan szczęśliwym mężem i ojcem małej Klary...

- Tak, w styczniu skończyła 4 lata. Niedawno poszła do przedszkola. Nadal jednak co rano tupta do nas do łóżka, żeby nas wyściskać.

I pewnie ma różne wymówki, żeby tylko nie pójść do przedszkola?

- Nie. Bardzo dobrze zaakceptowała przedszkole. Myśmy ją wcześniej przygotowali do tego. Posłaliśmy ją do takiego "jakby przedszkola" przed prawdziwym przedszkolem.

I rośnie na aktorkę?

- Rzeczywiście przejawia talenty aktorsko-reżyserskie. Ze wskazaniem na te drugie. Jakiejkolwiek by zabawy nie wymyśliła, to po prostu nas reżyseruje, "musiś inaciej to powiedzieć, musiś to zrobić tak". Ma też umiejętności aktorskie: świetnie moduluje głos, udaje czarownicę, wilka.

Tworzycie z żoną udane, szczęśliwe małżeństwo. Jak to osiągnęliście?

- Otworzyliśmy się na Pana Boga. Odkryliśmy, że tędy droga i staramy się pracować nad tym, żeby ten związek cały czas budować, żeby miłość, która jest między nami, a wierzymy, że ona jest, była tą prawdziwą Bożą Miłością.

Czy to wypadek tak otworzył pana na Boga? Widział pan wtedy światło, słyszał głos?

- Takich znaków nie miałem. Odczułem działanie Pana Boga poprzez analizowanie siebie. To jest bardzo trudne, ale jeżeli człowiek otworzy się na Niego i będzie cierpliwym, pokornym, to w pewnym momencie może odczytać Jego działania i Jego wolę. Pan Bóg jest cierpliwy. W moim przypadku jego cierpliwość trwała dziesiątki lat, zanim się otrząsnąłem.

Czy był pan złym człowiekiem?

- Byłem lekkoduchem. Na szczęście doszło do tego, do czego doszło, nastąpiła przemiana i mogłem wszystko wyznać Bogu, przeprosić.

Przemawia przez pana silna wiara. Może zatem da pan radę rodzicom szukającym recepty na szczęśliwe życie rodzinne?

- Ja nie jestem od dawania rad. Mogę tylko powiedzieć co ja myślę. Uważam, że trzeba się otwierać na Pana Boga i szukać siebie prawdziwego w Jego obliczu. Bo my często udajemy kogoś innego.

Modlicie się wspólnie z córeczką?

- Staramy się. Córcia nieraz nam przypomina, że trzeba się pomodlić. Ona zaczęła czuć, że to jest potrzebne i stało się to jej nawykiem, tak jak mycie zębów. I z tego się bardzo cieszę.

Michał Wichowski

Świat i Ludzie 9/2011

Świat & Ludzie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje