Reklama

Reklama

Kuba Błaszczykowski: Sukces go nie zmienił

Ma za sobą najlepszy sezon w karierze, ale za największe osiągnięcie uważa udane życie rodzinne. Jaki jest prywatnie słynny piłkarz, zdradzają SHOW jego znajomi.

Finał Ligi Mistrzów, angielski stadion Wembley. Prawym skrzydłem biegnie Kuba Błaszczykowski. Bez wysiłku mija przeciwnika. Precyzyjnie podaje do Roberta Lewandowskiego. Gol! Stadion szaleje. Polacy wygrywają Ligę Mistrzów, zostają bohaterami Borussii i idolami całego piłkarskiego świata. Czy taki obrazek to sen niepoprawnego optymisty? Już 25 maja może stać się faktem, bo Kuba Błaszczykowski (27) to obok Roberta Lewandowskiego najjaśniejsza gwiazda niemieckiej drużyny z Dortmundu.

"Najważniejsze bramki dopiero będę strzelał" - mówił Kuba przed mistrzostwami Europy. Chociaż nasza reprezentacja nie zawojowała Euro, sportowcowi należy wierzyć. Bo Kuba walczy o swoje marzenia od najmłodszych lat. I zdobywa to, czego pragnie, dzięki uporowi, konsekwencji i nieprzeciętnemu talentowi. A także wielkiej sile psychicznej. Bo trzeba naprawdę silnego człowieka, by podnieść się po tragedii, jaką piłkarz przeżył w dzieciństwie.

Reklama

Truskolasy to wieś oddalona o dwadzieścia kilometrów od Częstochowy. To tam urodził się przyszły gwiazdor Borussii. Najbardziej znanym mieszkańcem wsi był do niedawna Jerzy Brzęczek, reprezentant Polski w piłce nożnej, a prywatnie wujek Kuby i jego największy idol. Właśnie on zaprowadził siedmioletniego chłopca i jego starszego brata Dawida na pierwszy trening do częstochowskiego klubu Raków.

"Mieszkając za miastem, musiałem od dziecka pokonywać różne przeszkody, aby spełnić swoje marzenia. Choć miałem trudniej, nie poddawałem się. To nauczyło mnie wielkiej cierpliwości i konsekwencji w działaniu" - mówił w wywiadach piłkarz. Już po pierwszych zmaganiach na boisku świat poza nim przestał mieć dla chłopca znaczenie. Jego życie przebiegało według prostego schematu: szkoła, trening, powrót do domu późnym wieczorem. Potem m.in. ta rutyna pomogła mu uporać się z traumą po tragicznej śmierci mamy.

Zginęła na jego oczach od ran zadanych nożem przez ojca Kuby. Mężczyznę skazano później na piętnaście lat więzienia. "Nie jest łatwą sprawą stracić nagle oboje rodziców, kiedy ma się jedenaście lat. Dopiero po roku dotarło do mnie, co naprawdę się stało" - mówił zawodnik Borussii Dortmund w programie "Niepokonani" Krzysztofa Ziemca.

Kuba rzucił treningi w Rakowie Częstochowa i wydawało się, że długo będzie dochodzić do siebie. Przestał nawet rosnąć, w ósmej klasie mierzył zaledwie 152 centymetry. Z pomocą przyszli mu wujek Jerzy i babcia Felicja. To dzięki nim chłopak wrócił na boisko. "Musiałem dojrzeć i zacząć inaczej myśleć. (...) Ale piętno zostanie we mnie do końca życia" - mówi w wywiadach.


Skończył podstawówkę i trafił do Zespołu Szkół im. Bolesława Prusa w Częstochowie. Miał zostać mechanikiem. - To był bardzo grzeczny chłopak. Ale często zwalniał się z zajęć, tłumacząc się treningami lub zawodami. Koledzy z klasy usprawiedliwiali jego nieobecności, mówiąc, że jeszcze kiedyś o Kubie usłyszę. To tłumaczenie wydawało mi się podejrzane, bo w tamtym czasie moja córka była zawodową tenisistką i też często wyjeżdżała na turnieje, a szkoły nie opuszczała - opowiada SHOW Barbara Koćwin, która uczyła Kubę chemii.

Przyszły gwiazdor faktycznie nie poświęcał czasu nauce, za to na na boisku zachwycał szybkością, techniką i inteligencją. A zaległości w szkole trudno nadrabiać, gdy myśli zaprząta atrakcyjna blondynka...

Agata Gołaszewska była fanką futbolu. - Chodziła na mecze Rakowa. Pierwszy raz zobaczyła Kubę właśnie podczas meczu - opowiada SHOW Dominika Koćwin, przyjaciółka Agaty. Młodsza o cztery lata dziewczyna zawróciła piłkarzowi w głowie. Niemal codziennie odbierał ją z liceum. Przyjeżdżał własnym samochodem - jako jeden z najlepszych zawodników Rakowa zarabiał już niezłe pieniądze.

- Wtedy mało który chłopak miał auto - śmieje się Dominika. Na studniówce u Agaty w Liceum Ogólnokształcącym im. Romualda Traugutta Kuba był już gwiazdą. Przeszedł właśnie do Wisły Kraków i miał za sobą debiut w reprezentacji Polski. Pod szkołą czekali na niego paparazzi.

- Spotkaliśmy się z Kubą na tej studniówce, bo moja córka chodziła do klasy z Agatą. Żartowaliśmy nawet z czasów, kiedy był moim uczniem. Mimo że stał się znanym sportowcem, wciąż pozostał takim samym miłym chłopakiem - wspomina Barbara Koćwin.

Ale prawdziwa sława miała dopiero nadejść. W 2007 roku piłkarza "kupiła" Borussia Dortmund, jeden z najlepszych klubów w Niemczech. Pierwszą rzeczą, którą zrobił po transferze, była prośba o umieszczenie na koszulce klubowej zdrobnienia od imienia Jakub: "Napiszcie po prostu Kuba".

Sportowiec nie chciał dodawać swojego nazwiska, bo obawiał się, że będzie za trudne do wymówienia dla niemieckich kibiców. Potem błyskawicznie zdobył ich serca - został nawet wybrany najlepszym piłkarzem Borussii. Na trybunach często oklaskują go koledzy z Truskolasów, których zaprasza na mecze. - Pieniądze nie zmieniły Kuby. Byłam na jego ślubie z Agatą. Chociaż nie zabrakło znanych osób, najlepiej czuł się w towarzystwie starych przyjaciół - mówi Dominika Koćwin.

Oskar Maya

SHOW 11/2013

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje