Reklama

Reklama

Nikt nie wróżył jej szczęścia w miłości

​Jako nastolatka miała mnóstwo kompleksów: że jest gruba i nieładna. Zamykała się w sobie i czuła się niedoceniana. Wybrała więc szkołę teatralną, by zmierzyć się ze słabościami, coś sobie udowodni

- Jeszcze raz potwierdziła się stara zasada, że introwertycy odblokowują się na scenie, ukrywając za rolą swoje kompleksy - twierdzi Kinga Preis (40). Choć nie wygląda, jest choleryczką. Czasem coś szybciej powie niż pomyśli, a potem tego żałuje. Dlatego cieszy się, że upust temperamentowi może dać w swoim zawodzie. A potem po prostu wrócić do domu.

- Nie przenoszę swoich ról na życie, bo szybko potrzebowałabym pomocy psychoterapeuty - śmieje się. Nie jest z tych, którzy przejmują się upływem czasu. - Widzę, co się dzieje z moimi oczami, twarzą, szyją. Ale to proces naturalny, więc to mnie specjalnie nie boli. Boli jednak, kiedy tyję. Półtora roku temu rzuciłam palenie, a paliłam przez 21 lat ponad paczkę dziennie. No i teraz jest mnie o 15 kilogramów więcej. I nie mam na to usprawiedliwienia. Trzeba o siebie dbać, ćwiczyć jogę, tai-chi. Dla mnie najlepszym relaksem jest nurkowanie. Fascynuje mnie wspaniały podwodny świat i cisza, dzięki której mogę się skoncentrować - mówiła trzy lata temu.

Reklama

Teraz może być z siebie dumna. Zrzuciła kilkanaście kilogramów i wygląda olśniewająco. Z Piotrem Borowcem, operatorem filmowym i synem Antonim (14) tworzą wspaniałą rodzinę, choć nikt nie wróżył jej szczęścia. Jej mama miała żal, że związała się ze starszym o dziesięć lat mężczyzną, który miał już żonę i dziecko...

- Najbardziej cementują złe chwile. Kiedy powinie się nam noga, wówczas się nawzajem sprawdzamy. Jeśli razem przejdziemy trudne momenty i możemy nadal na siebie patrzeć, to takie próby najwięcej dają związkowi dwojga ludzi. Najbardziej dramatyczne chwile dużo bardziej zbliżyły mnie do Piotra niż te, kiedy sobie ćwierkamy. Gdy się załamuję, Piotr mnie wspiera. Pracowaliśmy ze sobą dwa razy, ale nie mieliśmy dobrych wspomnień. Jednak on patrzy na mnie bardziej jak mąż niż artysta. Tego nie da się przezwyciężyć - wyznaje aktorka.

Jest wrażliwa, więc nie czyta recenzji na swój temat. Chociaż niektóre plotki przyjmuje z humorem. - Serial to rodzaj stabilizacji. Cieszy mnie ta popularność, jaka spotyka gospodynię księdza Mateusza. Z drugiej strony bawi też to, że zgubienie kilku kilogramów przypisuje się mojemu rzekomemu romansowi z Arturem Żmijewskim. Przyjmuję to jako folklor serialowy - śmieje się pani Kinga.
MP

Rewia
Dowiedz się więcej na temat: Kinga Preis

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje