Reklama

Wolę żyć krótko, ale intensywnie!

Choć jej specjalnością są skandale, czasami bywa refleksyjna.

Taka była, gdy zaangażowała się w akcję poszukiwania szpiku dla byłego narzeczonego. Nam z rozbrajającą szczerością opowiada o swoich kłopotach.

Ostatnio życie pani nie oszczędzało. Jak sobie pani z tym radzi?

Dorota Rabczewska: - Nie da się ukryć, że byłam w złym nastroju. Jeśli kobieta rozstaje się ze swoim mężczyzną, trudno jej biegać po łące i wąchać kwiaty. Ale postanowiłam nie myśleć o tym, zamknąć się przed złymi emocjami. Nawet w trudnych sytuacjach biorę z życia same pozytywy.

Reklama

Teraz też tak było?

- Tak! Niesamowitą dla mnie wartością jest to, że gdy Adam (Darski - przyp. red.) zachorował, udało mi się pomóc wielu ludziom, dla których - tak jak dla niego - jedynym ratunkiem był przeszczep szpiku kostnego.

Skoro mówimy o kłopotach zdrowotnych, to kręgosłup też pani nie oszczędza...

- Na razie jakoś daję radę. Moim ekstremalnym sportem jest... noszenie szpilek. Jestem uzależniona od adrenaliny, więc nie odmawiam sobie tego. Każdy, kto skacze ze spadochronem, chociaż nie wiem ile razy by się poturbował, nadal będzie skakał.

- Lubię życie intensywne i chociaż wiem, że jestem bardzo chora, i wiem, że się z tego nigdy nie wyleczę, to nie zamierzam żyć biernie ani spokojnie.

Dlaczego?!

- To byłoby wbrew mojej osobowości! Wolę żyć krótko, ale intensywnie, mieć świetne wspomnienia, które pomogą mi przetrwać lata, jakie być może przyjdzie mi

spędzić na wózku...

Liczy pani na pomoc bliskich?

- Na pewno tak. Dom rodzinny powinien dawać siłę do tego, by iść śmiało w świat i go podbijać. Wykorzystuję to, czego nauczyli mnie rodzice. Uczę się na błędach, swoich i cudzych. Może dlatego zawsze spadam na cztery łapy.

Patryk Grząbka

Rewia 39/2011

Rewia
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy