Reklama

Reklama

Zaryzykowała w imię miłości

Zawsze wróżono jej dużą karierę. I uwierzyła, że praca da jej szczęście. Ale odnalazła coś ważniejszego...

Trudno jest się do niej dodzwonić, na towarzyskich imprezach też spotkać ją nie sposób. Ale na dobre zaniepokoić może dopiero fakt, że wielbiciele Ilony Ostrowskiej (37) od jakiegoś czasu nie mogą zobaczyć swej ulubienicy na deskach żadnego stołecznego teatru.

Ambitna i bardzo pracowita aktorka deklarowała przecież kiedyś, że scena to miejsce wyjątkowe, a teatr jest świątynią sztuki niezbędną aktorowi do rozwoju i twórczej inspiracji. A jednak zdarzają się momenty, gdy trzeba skierować swoje życie na nowe tory i nabrać dystansu. Uwierzyć, że istnieją wartości o wiele cenniejsze. Gdy trzeba zdecydować: ważniejsza jest moja kariera czy dobro najbliższej osoby? I ona wybrała.

Reklama

Zakończyła niedawno ponaddziewięcioletnią pracę w stołecznym Teatrze Współczesnym. I choć od jakiegoś czasu mówi się, że w swoim Teatrze IMKA zatrudnić chce ją Tomasz Karolak (40), pani Ilona na razie zadowala się rolą w serialach "Szpilki na Giewoncie" oraz "Bez tajemnic". Ten ostatni reżyserowany jest zresztą przez Jacka Borcucha (41), z którym jest w trakcie sprawy rozwodowej.

- Z Iloną mocno pracują nad tym, by pozostać w dobrych relacjach. Robią to dla dobra córeczki Miłki (5). Chcą, by miała spokojne, radosne dzieciństwo - mówi znajomy pary.

Pani Ilona bardzo kocha córeczkę. Rozumie, jaką cenę płacą dzieci za rozwód rodziców. Nie chce dopuścić, by Miłka na tym ucierpiała. - Pamięta, jakie problemy z dziećmi mieli jej znajomi, którzy się rozwiedli. Boi się, że rozstanie z Jackiem może odbić się na psychice małej. Wszystkie zajęcia aktorskie odłożyła na bok, cały czas spędza z dzieckiem. Na teatralne premiery przyjdzie jeszcze czas - zapewnia jej bliska znajoma.

IW

Świat i Ludzie 44/2011

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy