Reklama

Reklama

Biologia nie jest binarna. Co definiuje naszą płeć?

Od czego zaczyna się konstrukt płci? /123RF/PICSEL

W podręczniku, który został wydany przez Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, transpłciowość oraz społeczność LGBTQ zostały umieszczone jako patologia obok narkomani, prostytucji i sekt. Dlaczego coś, co definiowane jest przez biologię wciąż nie znajduje tolerancji w społeczeństwie? O transpłciowości z perspektywy naukowej rozmawiamy z dr Maciejem Klimarczykiem, psychiatrą i seksuologiem, który wśród swoich pacjentów ma także osoby transpłciowe.

Katarzyna Drelich, Styl.pl: Czy można jednoznacznie określić, co definiuje naszą płeć?

Maciej Klimarczyk, psychiatra i seksuolog: - Jest wiele czynników definiujących płeć człowieka. Trzeba  zacząć od zrozumienia biologii, bo konstrukt płci zaczyna się właśnie od niej. Wszystkie kulturowe aspekty związane z tym, że kobiety robią makijaż, ubierają suknie, a mężczyźni nie powinni - związane są z  umową społeczną. Gdy rodzi się dziecko, określamy jego płeć tuż po urodzeniu na podstawie zewnętrznych narządów płciowych - czyli obecności lub braku członka. Ale to bardzo powierzchowna ocena. Jakie są inne czynniki?  Wyjściowym jest kariotyp, czyli zestaw chromosomów: 46 XY to mężczyzna, 46 XX to kobieta. Aby zarodek o konkretnym kariotypie męskim lub żeńskim przekształcił się w chłopca lub dziewczynkę, musi wpłynąć na niego bardzo wiele czynników podczas ciąży. Zaliczamy do nich, m.in. różne białka, zwane czynnikami transkrypcyjnymi, oraz hormony. Muszą one zadziałać w odpowiednim czasie i w odpowiednim stężeniu. Jeśli zadziałają za późno lub w zbyt niskim stężeniu, płeć nie wykształci się prawidłowo, czyli binarnie.

Reklama

- Kolejną determinantą określającą płeć są gonady: jądra i jajniki. Rodzą się jednak dzieci, które na skutek zaburzeń rozwoju płodowego posiadają zarówno jądro, jak i jajnik, lub też tkanka pojedynczej gonady jest obojnacza. Zatem i tu mamy do czynienia z niebinarnością. Kolejne determinanty płci to: wewnętrzne i zewnętrzne narządy płciowe. Zatem, gdy rodzi się dziecko z jakimiś zaburzeniami genetycznymi lub nieprawidłowościami w zakresie budowy gonad, lub wewnętrznych narządów płciowych, na początku możemy tego nie wiedzieć.

- Jednak najważniejszym narządem płciowym jest mózg. Nie ma wątpliwości w biologii medycynie, czy psychologii, że za odczuwanie płci nie jest odpowiedzialny członek, ani pochwa, tylko właśnie mózg i jego struktury. Tego, jak ukształtował się mózg noworodka, dowiemy się za kilka lub kilkanaście lat. Pracując z pacjentami transpłciowymi, zauważyłem, że wielu z nich podaje mi bardzo podobny i charakterystyczny wywiad podczas pierwszej wizyty. Najczęściej przychodzi do mnie pacjent w wieku 17-20 lat i mówi mi, że jest osobą transpłciową. Najczęstsze słowa, które słyszę, to: "odkąd pamiętam, byłem inny/inna", "nie interesowało mnie to, co inne dziewczynki lub innych chłopców". Natomiast w okresie dojrzewania, gdy ujawniają się trzeciorzędowe cechy płciowe (głos, muskulatura, owłosienie), wówczas problem narasta tak bardzo, że osoba taka zaczyna szukać pomocy.

O jakie konkretnie hormony chodzi, gdy mówimy o tym "biologicznym błędzie" w trakcie ciąży?

- Hormony i białka. Jest grupa białek, które nazywamy czynnikami transkrypcyjnymi. Jest ich wiele i każde odpowiedzialne jest za inny proces. Już w 6 tygodniu ciąży formuje się bipotencjalna pierwotna gonada, która może się różnicować w jądro lub jajnik. W obecności takich białek o specjalistycznych nazwach: SRY, SOX9, WT1 i in. - pierwotna gonada różnicuje się w jądro. Zobaczmy, jak wiele czynników musi być spełnionych, by to się stało. Jednocześnie formują się też narządy płciowe wewnętrzne: najądrza, nasieniowody lub jajowody i macica, oraz narządy płciowe zewnętrzne. Aby wykształcił się członek i moszna potrzebny jest hormon o nazwie dihydrotestosteron, powstaje on z testosteronu, ale czasem jego synteza też bywa zaburzona. Wtedy u dziecka nie wykształci członek, mimo, że będzie ono posiadać jądra.

- Te wszystkie procesy odbywają się w pierwszym trymestrze ciąży. Ale w biologii jest tak, że nie ma stu procent idealnych ciąż. Zawsze jest jakiś odsetek wad genetycznych i rozwojowych, dotyczy to również formowania się płci. Drugą kwestią są hormony, które oddziałują na mózg płodu. Na początku mózgi wszystkich płodów mają cechy żeńskie. Aby mózg płodów męskich się zmaskulinizował, do 12 tygodnia ciąży musi zadziałać na jego struktury odpowiedni hormon. Tym hormonem jest estrogen, czyli hormon żeński, więc biologia zrobiła nam tu mały psikus. Estrogen, przenikając do mózgu płodu, powoduje jego maskulinizację, czyli odpowiada za wykształcenie się męskiej tożsamości płciowej. U biologicznych kobiet to się nie dzieje, bo estrogeny łączą się z białkiem o nazwie alfa-fetoproteina i tworzą kompleks, który nie przenika do mózgu. Zatem tożsamość jest pochodną wielu procesów, które odbywają się w życiu płodowym. Nie jest to żadna ideologia, jak twierdzą niektórzy, tylko embriologia. 

- Biologia nie jest binarna, czyli nie nadaje wyłącznie dwóch cech organizmom w danym obszarze. Rodzą się ludzie z różnorakimi cechami pośrednimi: z sześcioma palcami, z rozszczepieniem podniebienia, z zarośnięciem odbytu, itp. Wówczas dzieci takie się operuje. Dziś w Polsce nikt nie hejtuje człowieka z sześcioma palcami, ale kiedyś tak było. Na przykład w średniowieczu chętnie przypisywało się takie nieprawidłowości działaniu demonów, urokom, itp. Nadal na Zanzibarze czy w Tanzanii osoby dotknięte albinizmem są prześladowane, zabijane, wierzy się, że obcięta ręka albinosa przynosi szczęście. A albinizm jest zaburzeniem genetycznym, polegającym na niewykształceniu się barwnika skóry - melaniny. Musimy zrozumieć to, że biologia zawsze będzie preferować różnorodność. Nie ma ludzi tylko wysokich i tylko niskich. Jeśli weźmiemy rozkład jakiejkolwiek cechy, to zawsze znajdziemy osoby o cechach pośrednich. Dokładnie to samo dotyczy płci i tożsamości płciowej. W tej kwestii biologia nie zrobiła wyjątku. Problem polega jednak na tym, że z powodu niewiedzy albo uprzedzeń niektórzy ludzie uznają, że tożsamość płciowa jest binarna, a proces kształtowania się jej biologicznie idealny w 100 % przypadków. Tak nie jest i nie jest to kwestia woli, wyboru, czy ideologii.  

- Wiele osób z powodu uprzedzeń zamyka się na merytoryczną dyskusję w tej kwestii. Nikt, kto uważa, że transpłciowość to ideologia, nie posłuży się argumentami, że "czynnik transkrypcyjny SRY lub inny powinien się pojawić w konkretnym tygodniu, by tożsamość płciowa wykształciła się prawidłowo". Dyskusja w takim przypadku zamyka się na poziomie przekonań, emocji, czasem inwektyw. Słyszę, że transpłciowość to lewacka ideologii. Tylko ja w gabinecie nie mam lewaka, ale pacjenta, człowieka, który czuje i szuka pomocy. Według współczesnej wiedzy nie ma wątpliwości, że to mózg jest głównym narządem płciowym. To mózg definiuje naszą płeć, tożsamość płciową, sposób odczuwania i wyrażania siebie. Ktoś, kto uważa się za mężczyznę nie zawdzięcza tego obecności członka, tylko budowie mózgu, który przed 12 tygodniem życia płodowego został poddany procesowi maskulinizacji.  

Na czym polega transpłciowość?

- Między innymi na tym, że ciało może mieć członek, ale mózg uważa to za błąd. Zawsze tak było, to nie jest wymysł dzisiejszych czasów. Na przykład przychodzi do mnie pacjent i fizycznie może mieć cechy męskie, ale czuje się kobietą, tak siebie odbiera, używa form żeńskich, bo tak czuje i od zawsze tak czuł, a dokładnie - czuła. Są też osoby niebinarne. Mam pacjentów, którzy mówią, że nie odczuwają płci, że są gdzieś pomiędzy. Że trudno im jednoznacznie się zdefiniować, wtedy mówimy o transgenderyzmie. Czy mam ich z tego powodu hejtować?

Na czym polega korekta metrykalnej płci? Czytaj na następnej stronie >>>

Czy transpłciowość może być uwarunkowana innymi czynnikami niż te, które zachodzą w życiu płodowym?

- Według współczesnej wiedzy medycznej transpłciowość jest zaburzeniem o podłożu biologicznym. Jeśli mówimy o tożsamości płciowej niezgodnej z budową ciała lub tożsamości płciowej niebinarnej, to wynika to z takiego, a nie innego ukształtowania mózgu w życiu płodowym. Transpłciowość nie jest kwestią wyboru, ani problemów psychologicznych, np. traumy.

Wówczas mówilibyśmy o zaburzeniu?

- Transpłciowość sama w sobie jest definiowana jako zaburzenie. Do 2018 roku uznawana była za zaburzenie psychiczne, teraz klasyfikuje się ją jako odrębne zaburzenie - dysforię płciową. Dlaczego uznajemy ją za zaburzenie? Ponieważ jest to stan klasyfikujący się do leczenia. A jak to leczyć? Jeśli osoba z żeńskim mózgiem i męskim ciałem chce odzyskać swoją tożsamość, to przecież nie zoperujemy jej mózgu, bo to nie będzie skuteczne. Nie wkręcimy się w mózg z intencją: "Teraz zmień tożsamość płciową na męską, bo masz penisa i jądra". Jest zgoła odwrotnie. Przychodzi pacjent i mówi: "Jestem transpłciową kobietą, czuję jak kobieta. Patrzę na moje męskie ciało i ono mnie brzydzi, ono nie jest moje". Tak to pacjenci postrzegają. Jakby się czuł mężczyzna, któremu kazalibyśmy ubrać się w suknię, szpilki, nałożyć makijaż i pójść tak na miasto? Mniej więcej tak, a w zasadzie znacznie gorzej czuje się osoba transpłciowa, która jest w nieswojej roli. To, co lekarz może zrobić, to w pierwszej kolejności postawić diagnozę, a następnie poddać ją leczeniu, które nie polega na przekonaniu jej do zmiany tożsamości płciowej, tylko na korygowaniu cech cielesnych tak, aby były zgodne z tożsamością płciową.

Taka diagnoza jest trudna?

- Jest złożona. Przede wszystkim my, jako lekarze, musimy się dowiedzieć, czy mamy do czynienia z transpłciowością, czy, np. z chorobą psychiczną. Trzeba być bardzo ostrożnym, żeby nie skrzywdzić pacjenta. Ta diagnostyka jest zatem skrupulatna, bo zalicza się do niej badanie przez seksuologa, psychiatrę i psychologa. Tylu specjalistów musi pacjenta zbadać i to czasem nie jeden raz. Na pierwszej wizycie nigdy nie powinno się włączać leczenia hormonalnego. Robimy najpierw badania laboratoryjne, badanie neuroobrazowe, czyli rezonans magnetyczny mózgu. A zatem sprawdzamy, czy są jakieś inne przesłanki, które mogą świadczyć o tym, że ten objaw, który pacjent zgłasza, może mieć inne podłoże.

- Po takiej dokładnej diagnostyce, gdy można już stwierdzić, że mamy do czynienia z osobą transpłciową, włączamy leczenie. Jest to leczenie, które trwa do końca życia. Polega ono, m.in., na tym, że podaje się pacjentowi odpowiednie hormony. Transpłciowa kobieta, czyli osoba, która ma cechy cielesne męskie, ale tożsamość płciową żeńską, przyjmuje hormony żeńskie (estrogeny) i blokery testosteronu. Natomiast transpłciowy mężczyzna - testosteron. Pod wpływem tego leczenia zmienia się ciało, które do tej pory było odbierane jako "nie moje". Pojawiają się pożądane cechy cielesne, u mężczyzn: owłosienie ciała, sylwetka męska, obniżony głos, u kobiet: odwrotnie: zanika niechciane owłosienie, zmienia się skóra, pojawia się talia, itp. Kolejnym etapem jest proces korekty płci metrykalnej.

Często zdarzają się takie korekty metryki?

- Tak. Jeżeli jest wydana diagnoza transpłciowości, to  prawie zawsze. Gdy pacjent zgłasza się do sądu z wnioskiem o korektę metryki, podaje dokumenty od seksuologa, psychiatry i psychologa, sądy nie robią tu problemów, orzekają na podstawie współczesnej wiedzy medycznej i dla dobra osoby zainteresowanej. Do tej pory nie spotkałem się z przypadkiem odmowy przez sąd skorygowania płci metrykalnej wśród moich pacjentów. Zmienia się wówczas imię, czasem też nazwisko i korygowana jest płeć metrykalna i numer pesel. Taka osoba funkcjonuje już jako pełnoprawna kobieta lub mężczyzna, zgodnie z tym, jak czuje jej mózg. I dopiero po orzeczeniu sądu można robić chirurgiczną korektę narządów płciowych. Przed takim orzeczeniem byłoby to przestępstwo.

A co dzieje się, gdy następują pierwsze efekty leczenia?

- Tu muszę się podzielić moim spostrzeżeniem, które potwierdza się na przestrzeni lat w mojej pracy jako psychiatry i seksuologa. Leczę różne zaburzenia: psychozy, depresje, stany lękowe. Nie ma bardziej usatysfakcjonowanego pacjenta, niż pacjent transpłciowy, który odzyskuje swoją tożsamość. To jest tak, jakby oddano nam coś, co natura odebrała nam na samym początku. Żaden pacjent depresyjny, lękowy nie ma tak ogromnej radości z leczenia, jak właśnie osoby transseksualne. Dla mnie, jako lekarza, to ogromna radość obserwować tak dużą satysfakcję z życia po procesie tranzycji. Te osoby są w stanie pogodzić się z faktem, że nie będą mogli mieć biologicznych dzieci, po to, by odzyskać własne "ja", którego los, a w zasadzie biologia, im nie dały. Są w stanie przyjmować hormony do końca życia, nie przeszkadza im to.

Z jakimi problemami muszą radzić sobie osoby transpłciowe na co dzień? Czytaj na następnej stronie >>>

Z jakimi zaburzeniami psychicznymi borykają się w trakcie i przed terapią osoby transpłciowe?

- Najczęściej z depresją. Osoby transpłciowe znacznie częściej niż w populacji ogólnej mają myśli samobójcze, a także dokonują prób samobójczych. Jedne z ważniejszych czynników ryzyka depresji to: brak akceptacji siebie oraz przewlekły stres. Osoby transpłciowe odczuwają jedno i drugie, a gdy dołożymy do tego brak akceptacji ze strony innych ludzi i hejt, to trudno się dziwić, że pojawia się depresja. Osoby transpłciowe odczuwają stres w wielu sytuacjach, które dla większości ludzi wydają się zwyczajne, np. przy okienku w banku - pacjentka opowiadała mi, że w dowodzie miała jeszcze wpisane, że jest metrykalnie mężczyzną, a wyglądała już jak kobieta, więc pracownicy banku się schodzili, komentowali, a ona musiała się tłumaczyć. Inne tego typu sytuacje to kontrole graniczne, rozmowa o pracę, a nawet badanie fizykalne przez lekarza. Najgorszy jest jednak brak akceptacji ze strony bliskich. Ale żeby nie było już tak pesymistycznie, ostatnio się to zmienia. Mimo hejtu ze stromy niektórych hierarchów Kościoła katolickiego i niektórych polityków, obserwuję, że rodziny coraz częściej akceptują swoje transpłciowe dzieci. Zauważam tu pewną prawidłowość - matki lepiej radzą sobie z zaakceptowaniem dziecka, ojcom przychodzi to trudniej.

Może to postrzeganie społeczne w końcu się zmieni i przestanie się mówić o transpłciowości jako o zjawisku kulturowym, skoro była ona nieodłączną częścią biologii od wieków.

- Aby się to zmieniło, w dyskusji należy posługiwać się argumentami naukowymi, medycznymi. W przestrzeni publicznej dyskusja o transpłciowości jest na bardzo niskim poziomie. Jeden z prominentnych polityków partii obecnie rządzącej podał taki argument przeciwko osobom transpłciowym: "jeśli ktoś uważa się za Napoleona, to nie znaczy, że nim jest". Przyrównał zatem tożsamość płciową do urojeń. Jest to argument żenujący, ponieważ transpłćiowość nie ma nic wspólnego z urojeniami. Urojenia to fałszywe, niekorygowalne sądy o chorobowym podłożu. Leczymy je lekami przeciwpsychotycznymi i często ustępują. Tożsamość płciowa niezgodna z budową ciała nie ma nic wspólnego z urojeniami. Leki przeciwpsychotyczne w tym przypadku nie pomogą, tylko pogorszą stan pacjenta. Zatem polityk ten albo jest kompletnym ignorantem albo celowo manipuluje opinią publiczną. Nie wiem, co jest gorsze. Różnicowanie się płci jest zjawiskiem biologicznym. A biologia nie jest binarna. Proszę mi pokazać jakąś cechę biologiczną, która jest binarna, czyli zerojedynkowa. Nie ma takiej cechy ani wśród ludzi, ani wśród zwierząt.

Ale znajdą się tacy, którzy leczenie chcieliby przeprowadzić przez zmianę postrzegania tożsamości płciowej. Czyli przekonać transpłciowego mężczyznę, który metrykalnie urodził się jako kobieta, żeby myślał o sobie rzeczywiście jak o kobiecie. Czy to w ogóle możliwe?

- To ja odwrócę pytanie i zapytam, czy gdyby ktoś nakazał pani powzięcie czynności, które doprowadziłyby panią do tego, żeby za miesiąc, rok, stałaby się pani mężczyzną - czy byłoby to możliwe?

Raczej nie.

- Dlatego każdy powinien się zastanowić, czy gdyby ktoś nakazał mu przyjmować leki albo zmuszał, by psychicznie zaczął odczuwać inną płeć, niż faktycznie odczuwa, to czy byłoby to możliwe? Odpowiadam, że niemożliwe. Powiem więcej, byłaby to tortura, która mogłaby doprowadzić do samobójstwa. Znamy takie przypadki w historii seksuologii. To umysł jest naszą tożsamością, ciało jest sprawą drugorzędną, a nie na odwrót.

W podręczniku, który został wydany przez Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, transpłciowość oraz społeczność LGBTQ zostały umieszczone jako patologia obok narkomani, prostytucji i sekt. Myśli pan, że jeszcze długo będziemy się borykać jako społeczeństwo z takimi krzywdzącymi stereotypami?

- W pierwszej kolejności chciałbym spytać osoby, które w tym podręczniku umieściły transpłciowość jako patologię: dlaczego tak uważają? A skoro już tak uważają, jak zamierzają postępować z osobami transpłciowymi? Odbierać im prawa obywatelskie? A może zmuszać do wyjazdu z kraju? Bo leczyć to one chcą się same. Zgłaszają się na leczenie i psychoterapię z wielką potrzebą zmiany. Jeśli będziemy traktować transpłciowość jak patologię społeczną, to przenosimy się na Zanzibar, gdzie albinosi są dalej prześladowani. Jestem lekarzem i nie chcę wchodzić w pyskówkę, bo interesuje mnie właśnie leczenie ludzi. Niektórzy uważają, że w szczepionkach są czipy.

- Brak wiedzy i głupota  są, niestety, nieodzowne w każdym społeczeństwie. Kiedyś uważano, że Ziemia stanowi centrum wszechświata, a gdy Kopernik ogłosił teorię heliocentryczną, to jego dzieło na kilkaset lat trafiło do indeksu ksiąg zakazanych . Pionierzy, którzy w XIX wieku zaczęli stosować znieczulenie przy porodach również byli uważani za heretyków. Zarzucano im działania przeciwko Biblii, gdzie jest napisane: "w bólach będziesz rodziła". Na cmentarzach kiedyś nie chowano samobójców, bo uważano ich za niegodnych katolickiego pochówku. Jeśli seksualność przestanie być tematem tabu, jeśli zaczniemy głośno mówić o traspłciowości, o orientacji seksualnej, będziemy mówić o naukowych faktach i przestaniemy tych tematów jako społeczeństwo unikać, to być może w końcu przestaniemy piętnować te osoby. Historia już wielokrotnie pokazała, że ludzie, którzy fanatycznie bronili jakichś uprzedzeń i zatykali usta nauce, nie mieli racji.

Zobacz także:

Modelka plus size mówi o samoakceptacji

"Szanowna Pani Dziekano". Po co nam feminatywy?

Seksualność Polaków. Jak pokonać lęki i uprzedzenia?

Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje