Reklama

Reklama

Komunie 2021. Czy leci z nami pilot?

Rodzice dzieci komunijnych wznoszą modły. Nic w tym dziwnego, w końcu pierwsza komunia święta to jeden z najważniejszych dni w życiu katolika. W tym roku jednak do klasycznych intencji dołączają dwie dodatkowe. Pierwsza: żeby mimo pandemicznego chaosu uroczystość udało się zorganizować. Druga: żeby wraz z gośćmi do domu nie zapukała policja.

Rząd, od początku pandemii trzymający Polaków w niepewności, i tym razem okazał się mistrzem suspensu. Na środowej konferencji minister zdrowia oznajmił, że aktualne ograniczenia dotyczące zgromadzeń pozostają w mocy: dopuszczalny limit osób w kościołach to jedna na 20 metrów kwadratowych, dopuszczalny limit gości w domach to organizatorzy plus pięciu gości. Padła co prawa optymistyczna zapowiedź, że rozważane jest luzowanie zasad dotyczących spotkań, ale szczegółów dowiemy się w przyszłym tygodniu. Czy owo luzowanie obejmie wszystkie województwa? Szczegóły w przyszłym tygodniu. Czy będzie wiązało się z otwarciem restauracyjnych ogródków? Szczegóły w przyszłym tygodniu. Przyszły tydzień to najwcześniej 26 kwietnia. Komunie ruszają pierwszego maja.

Reklama

W komunikatach władz sprawa majowych uroczystości przedstawia się więc mgliście. Gdyby jednak ktoś o ich organizację zapytał rodziców, otrzyma o wiele konkretniejsza odpowiedź. Komunie będą, a oni są gotowi na każdą ewentualność. 

Robię. Nie patrzę na nic

W facebookowej grupie "Pierwsza Komunia Święta-forum" pani Monika (termin uroczystości wyznaczony na pierwszego maja) pyta, co z liczbą gości, bo przecież już rodzice chrzestni i dziadkowie przekraczają dozwolony limit. Nastroje w komentarzach dość buntownicze. "Ja robię, nie patrzę na nic". "Jak nie otworzą restauracji to robię w domu i mam w d... ich zakazy", "Poszły zaproszenia. 38 osób i nie mam zamiaru nic zmieniać" - piszą matki. Pojawiają się też odwołania do sprawiedliwości społecznej: "W Auchan, Lidlu i Biedronce limitu nie widzę", "Teraz był pogrzeb artysty. Ludzi, a ludzi..." oraz do rachunku prawdopodobieństwa "Po domach przecież policja chodzić nie będzie".

Równolegle do problemów okołosanitarnych rozważane są i inne kwestie. Czy koczek nadal w modzie? Czy ktoś może podesłać zdjęcia dekoracji stołu? Jakie upominki dla rodziców chrzestnych? Można by rzec, normalne, internetowe, okołokomunijne życie. Nic dziwnego - chaos chaosem, a maj coraz bliżej.

Jak mówi Magdalena Bauza, mama Mileny, w przypadku ważnego wydarzenia zawsze warto mieć plan B. Jednak na komunię AD 2021 przydałoby się rozpisać wersje do C, a może i dalej.

 - Nasz plan A został opracowany dwa lata temu i przewidywał obiad w restauracji. Teraz wdrażamy plan B, czyli catering z tej samej restauracji do domu. Nie wiadomo jednak, czy nie trzeba będzie sięgnąć po plan C, czyli czekamy dalej, bo dziś na spotkaniu z księdzem, mamy zdecydować o ewentualnym przesunięciu komunii na inny  termin - tłumaczy. 

Magdalena dodaje, że oprócz pytań dużych (o miejsce i termin) są też pytania małe, choć nie mniej kłopotliwe. Czy restauracja przywiezie jedzenie, czy też ma jechać po nie sama? Gdzie ma przyjąć gości? W domu mało miejsca, na tarasie niepewnie, bo co, jeśli ktoś złośliwy zadzwoni na policję? Czy ma kupować talerze, sztućce, kieliszki? Gdzie ma je kupować, skoro sklepy są zamknięte?

 - Moim wymarzonym planem jest przeniesienie komunii na końcówkę czerwca - mówi.  Może do tego czasu ktoś opanuje ten bałagan.

 Czytaj dalej na następnej stronie >>>

Klienci idą w namioty

Plany awaryjne opracowują nie tylko rodzice, ale i przedsiębiorcy, głównie z branży gastronomicznej. Pieczołowicie przygotowywane z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem oferty eleganckich obiadów w zabytkowych wnętrzach o personalizowanej dekoracji, trzeba było przekształcić w usługi mobilne i elastyczne.   - Nie notujemy drastycznego spadku liczby zamówień w stosunku do lat ubiegłych. Jesteśmy w stanie przygotować tyle komunii co zwykle, tyle, że z dowozem do domu. Goście otrzymują takie same potrawy jak na miejscu, chociaż nie ma się co oszukiwać - mimo największych starań danie na wynos nigdy nie będzie takie samo jak to, ułożone na talerzu przez szefa kuchni - tłumaczy Andżelika Dzikowska z wrocławskiego Hotelu Patio.

W lepszej sytuacji  od zmuszonych do odwoływania stacjonarnych imprez i pospiesznego modyfikowania oferty restauracji, są firmy cateringowe.  - W tym roku klienci zdecydowanie stawiają na tę opcję - mówi Daniel Wojtak z firmy Catering-Krakow.  - Tylko dzisiaj do południa mieliśmy pięć telefonów z zapytaniami o oferty, do kalendarza jesteśmy w stanie wpisywać tylko ostatnie, niewielkie zamówienia.

Klienci zamawiają nie tylko jedzenie. Jak mówi przedstawicielka jednej z firm cateringowych z Małopolski, popularnością cieszy się "obsługa totalna", w ramach której do domu komunijnego dziecka przyjeżdża nie tylko jedzenie, ale też stoły, talerze, a nierzadko i namiot, pozwalający ukryć biesiadę przed wścibskimi oczami sąsiadów.

Trzeba jednak dodać, że choć ambicje rodziców są spore, a im bliżej wydarzenia, tym rozmach przyjęcia mniejszy. - Początkowo zamówienia opiewają zwykle na ok. 30 osób. Potem jednak ta liczba spada do kilku, kilkunastu osób - mówi Dzikowska.  - Ludzie orientują się, że ich mieszkania nie pomieszczą większej liczby biesiadników, pozostali w nadziei na słoneczną pogodę organizują swobodniejsze imprezy w ogródkach Zdarza się też,  goście sami anulują zaproszenia w obawie przed zakażeniem - dodaje Wojtak.

Dlatego w tym roku kluczem do sukcesu jest elastyczność.  - W maju mam do obsłużenia 38 komunii, a rodzice mogą wprowadzać zmiany w zamówieniach niemal do ostatniego momentu - mówi menadżerka jednego z podkarpackich hoteli.  - Jak mam od nich wymagać deklaracji, jeśli wszyscy są jak dzieci we mgle?

Kobieta dodaje, że takie wyjście do klienta okazało się dobra strategią.  - W tym roku rodzice są świetni, pełen spokój. W tamtym roku była panika -  dodaje. -  Może jakoś się z tym chaosem oswoili ?

Dla kontrastu, wielkim poszkodowanym pandemii zdają się być cukiernicy. W ich lokalach, jeśli telefony dzwonią. to z zapytaniem, czy można "zamówić mały torcik z tygodniowym wyprzedzeniem".  - W tym roku nie będzie nawet personalizacji. Jeden typ tortu komunijnego: biały ze standardową dekoracją. Najwyżej dopiszemy imię dziecka - mówi Rafał z krakowskiej cukierni, specjalizującej się w tortach artystycznych.  -  Jeśli w ogóle będzie co dopisywać. Zwykle kalendarz miałem zapełniony na początku kwietnia. Teraz mamy koniec, a ja zamówienia mogę policzyć na palcach jednej ręki.

Ojcze nasz do laptopa

Anna z Bielska-Białej, mama Klaudii, mimo tego, że jest wierząca, wolałaby, żeby w tym roku komunii w ogóle nie było. A może właśnie dlatego.  - Dzieci w ogóle nie są przygotowane. Moja córka zdała katechizm wcześniej, kiedy jeszcze lekcje odbywały się stacjonarnie, ale wielu jej rówieśników było przepytywanych online, czyli po prostu czytało z kartki - tłumaczy. - Nie było wspólnych nabożeństw, święcenia medalików i książeczek, prób przed uroczystością, tego wszystkiego, co tak naprawdę powinno być istotą przygotowania do sakramentu.

U Klaudii próby mają ruszyć wkrótce, u Mileny zaś prób zaś nie będzie w ogóle.  - Dzieci idą na żywioł. Wiele z nich nie chodzi na co dzień do kościoła, więc nie do końca wiedzą, kiedy mają klęknąć, usiąść przeżegnać się. Zresztą, o czym my rozmawiamy. Wiele z nich nie widziało nawet na żywo księdza, który ich do tej komunii przygotowuje - mówi Magdalena.

"Komunia na żywioł" brzmi jak idealna okazja do wpadek. Na szczęście w niektórych parafiach nie zobaczy ich nikt poza księdzem.  - Mamy mały kościół, a proboszcz bardzo restrykcyjnie przestrzega obostrzeń. W święta wpuścił tylu wiernych, na ilu pozwalały przepisy, zamknął drzwi, a pozostałym kazał słuchać mszy na zewnątrz. Kto wie, czy w przypadku komunii nie zrobi tak samo - mówi Katarzyna spod Krakowa, mama Szymona i dodaje, że według jej obliczeń, rodzice do kościoła już się nie zmieszczą.

W świetle tych opowieści, organizacja komunii w maju rzeczywiście zdaje się być dość niefortunnym pomysłem. Może więc rozsądniej byłoby przełożyć uroczystość na czas, gdy pandemia nieco zelżeje? Decyzja należy do proboszczów, którzy przy jej podejmowaniu mają kierować się zaleceniami biskupów diecezjalnych i opiniami rodziców. O ile w ubiegłym roku komunie masowo przekładano na wrzesień, o tyle w tym duchowni mniej ochoczo podchodzą do zmiany terminów. Metropolita katowicki, arcybiskup Wiktor Skworc, zalecił organizację komunii w najbliższym czasie. Jak głoszą wydane przez niego w ubiegłym roku, ale wciąż pozostające w mocy wytyczne: "Odkładanie i planowanie uroczystości komunijnej dla części lub całej grupy dzieci na bliżej nieokreśloną przyszłość nie będzie służyło duchowemu dobru dzieci".

W efekcie proboszczowie kombinują, planują uroczystości w kilku turach, z przerwą na wietrzenie kościoła, organizują dodatkowe msze w soboty, usadzają dzieci po dwoje, góra  troje w ławkach, apelują, by nie gromadzić się przed kościołami w celu wykonywania pamiątkowych fotografii.

Czytaj dalej na następnej stronie >>>

Co najmniej dwie i pół koperty

700 do 2 tys. złotych, jeśli wierzyć internetowym forom, tyle w tym roku należy włożyć do koperty wręczanej komunijnemu dziecku. Do zapłaty kary za organizację, przekraczającego limit osób przyjęcia komunijnego, trzeba byłoby by mieć co najmniej dwie i pół koperty. I to z tych grubszych. O ile policyjny mandat to koszt 500 zł, o tyle sankcje nakładane przez sanepid są o wiele bardziej dotkliwe i mogą  wahać się od 5 do 30 tys. złotych. Przekonali się o tym nie raz kontrolowani przez służby restauratorzy i właściciele klubów fitness.

Czy rodzice dzieci komunijnych mogą spodziewać się podobnych interwencji? Odpowiedź, jak w przypadku większości dotyczących komunii pytań, brzmi: nie wiadomo. Policja, pytana o plany związane z majowymi uroczystościami,  odsyła do Sanepidu, ten zaś podaje dość ogólną odpowiedź: - Ograniczenia przeciwepidemiczne wynikają z  rekomendacji Rady Medycznej i są ujęte w formie Rozporządzenia Rady Ministrów. Policja, inspekcja sanitarna i inne służby reagują na sygnały o ich łamaniu, zgodnie ze swoimi kompetencjami   -  tłumaczy rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Jan Bondar.

Rodzice "policji na komunii" trochę się obawiają. Strach nie jest u nich jednak dominującym uczuciem. Gdyby stworzyć ranking okołokomunijnych emocji, w pierwszej trójcie trzeba by ustawić zmęczenie, żal i złość.   - Wydaje się, że dla władz to w ogóle nie jest temat. Chyba zapomnieli o dzieciach komunijnych - mówi Magdalena Bauza. - Księża zaś koncentrują się wyłącznie na religijnej stronie uroczystości, mówią, że to co później, obiad, spotkanie, nie jest ważne. Moim zdaniem jednak jest. Dla części rodzin komunia to pierwsza od długiego czasu okazja, by pobyć razem.

Dodajmy - pobyć razem bez lęku.  - Jeśli pogoda dopisze, chciałabym zorganizować przyjęcie w ogrodzie - mówi Anna.  - My i dzieci przeszliśmy już Covid, dziadkowie są zaszczepieni,  podobnie jak większość cioć i wujków. Czego mamy się obawiać? 

W obliczu tego chaosu najspokojniejsi wydają się być sami zainteresowani. Choć komunijne dzieci zwykle ekscytuje się perspektywą sukienki, prezentów i przyjęcia, w tym roku nie przejawiają ani entuzjazmu ani rozczarowania. Im już w tej pandemii wszystko jedno.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje