Reklama

Reklama

​Mela Koteluk: Być kobietą - wymagające zadanie!

Mela Koteluk - wokalistka, wielbicielka poezji Baczyńskiego, natury i wolności. "Drzewa to chmur zgęszczenia" - śpiewa w swoim najnowszym klipie, nagranym z zespołem Kwadrofonik w Bieszczadach. Nie bez powodu właśnie teraz i właśnie tam.

Katarzyna Droga, Styl.pl: W marcu ukazał się twój najnowszy klip do utworu "Drzewa" z albumu "Astronomia poety. Baczyński". Lubisz drzewa, są dla ciebie ważnym symbolem?

- Odkąd sięgam pamięcią, drzewa oddziaływały na moją wyobraźnię. Urodziłam się w województwie lubuskim, które jest najbardziej zalesionym obszarem naszego kraju, tam las stanowi ponad połowę terytorium! Gdy byłam dzieckiem, wgapiałam się w majestatyczną starą lipę rosnącą przed domem moich dziadków. Kiedy dziadek był kilkuletnim chłopcem, zamieszkiwały ją sowy. Na gałęzi jabłoni czytałam pierwsze książki, wierzyłam też, że jedno z leśnych drzew jest siedzibą królowej wszystkich pszczół. (śmiech)

Reklama

- Drzewa zawsze mnie fascynowały, szczególnie motyw korzenia i korony, który po latach wkomponowałam w piosenkę "Dlaczego drzewa nic nie mówią". Wybrałam ją na pierwszy singiel mojej debiutanckiej płyty i, co ciekawe, dzięki temu prowokującemu tytułowi zrozumiałam coś niezwykle istotnego na temat relacji człowiek - drzewo: że można nawiązać z drzewami więź, że drzewa mówią do nas i trzeba tylko wyostrzyć wewnętrzne zmysły, by usłyszeć ich głos. A ponieważ w życiu wszystko jest cyklem, drzewo świetnie oddaje fazy odradzania się, kwitnienia, owocowania i zamierania, by ponownie się odrodzić. To mocny symbol życia chyba we wszystkich kulturach.

Wasz klip kręcony w Bieszczadach ma swoje społeczne tło. Na co chcesz zwrócić uwagę ludzi, jaką strunę poruszyć?

- Tak, nieprzypadkowo wybraliśmy "Drzewa" na drugi singiel akurat teraz. Słowa napisane przez Baczyńskiego w 1941 roku znów są aktualne, ważne w świetle dzisiejszych wycinek drzew i dowodzą tego, że był poetą - wizjonerem. Chcieliśmy tym wyborem nagłośnić problem dewastacji przyrody, która dzieje się na naszych oczach.

- Na okoliczność premiery klipu niezależny dziennikarz Robert Rient napisał tekst "Drzewa i ich dowody życia", który opublikowaliśmy na swoich stronach. Zachęcamy w ten sposób do wspierania organizacji pozarządowych, które działają na rzecz ochrony dziedzictwa przyrodniczego, są to między innymi: Inicjatywa Dzikie Karpaty, Obóz dla Puszczy, Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze czy Kolektyw Wilczyce. Grupy te żądają zaprzestania wycinki w ponad stuletnich drzewostanach w otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego, właśnie tam, gdzie powstały zdjęcia do naszego klipu w reżyserii Andrzeja Stepouisa.

- Planeta daje nam jasno do zrozumienia, że czas skończyć z dewastacją środowiska naturalnego, bo inaczej nie przetrwamy. Prawo stanowione przez ludzi musi iść w zgodzie z uniwersalnym prawem naturalnym. System jest sposobem, w jaki się organizujemy i ma wspierać życie, lecz jeśli nie działa on w sposób prawidłowy, trzeba system zmienić. Postanowiliśmy z zespołem Kwadrofonik uderzyć w dzwon ze swojej strony. Jeśli tak uda się wyhamować mechaniczną piłę przed ścięciem choćby jednego drzewa, będziemy szczęśliwi. My, dorośli, musimy dziś wziąć odpowiedzialność za rzeczywistość, w przeciwnym razie ześlemy na nasze dzieciaki zagrożenia na niespotykaną dotąd skalę. Nie jest to wiedza tajemna, naukowcy od lat bębnią, że czas na zmianę kursu. 

Natura jest też ważna dla ciebie prywatnie. Co z niej czerpiesz i gdzie najchętniej przebywasz?

- W kontakcie z naturą najlepiej się regeneruję, to doskonałe remedium na natłok informacji, które atakują z każdej strony i które ciężko nawet zweryfikować co do ich prawdziwości. Leżąc nad jeziorem, pod drzewem albo włócząc się po lesie, wskakuję na inne fale, znikają przeciążenia i stres. W ostatnim roku dużo czasu spędziłam nad Bałtykiem, dobrze się czułam słysząc ten jednostajny szum morza, ale uwielbiam też górskie wędrówki - wtedy czuję, że żyję. 

A energia miasta? Są miasta ważne twoim życiu?

- Energia miasta sprzyja mi okresowo, gdy praca wymaga ode mnie wskoczenia na wysokie obroty - wtedy miasto daje mi wiatr w skrzydła, ale tylko w kontrolowanej dawce. Przez ponad trzy lata mieszkałam w Londynie, lubię odwiedzać Nowy Jork w październiku, ale moim miastem, w którym znam najwięcej kątów i najbardziej przetarłam szlaki, jest Warszawa, do której przeprowadziłam się w 2002 roku. Mam też sentyment do Sulechowa, miasta mojego pochodzenia, które dopiero teraz zaczynam coraz lepiej rozumieć - takie mam wrażenie.

Czego przeszłość uczy Melę Koteluk - czytaj na następnej stronie >>>

Powstanie warszawskie i poezja Baczyńskiego są głównym motywem twojego ostatniego albumu. Czego uczy przeszłość? 

- Chcąc nie chcąc, człowiek nie żyje w oderwaniu od przeszłych doświadczeń, nasze współrzędne są determinowane przeszłością i warto mieć z nią kontakt. Historia przede wszystkim uczy, że lubi się powtarzać, tak to czuję. Nad płytą "Astronomia poety. Baczyński" pracowaliśmy z Bartkiem Wąsikiem w bardzo specyficznym czasie, podczas wiosennej kwarantanny w zeszłym roku. Im więcej było dezorientacji w związku z pandemią, tym bardziej inspirowało nas jasne oblicze Baczyńskiego. On tak samo, w czasie warczącej rzeczywistości, łapał się życia pisząc o miłości, wolności, naturze, wszechświecie. Człowiek w takich momentach paradoksalnie odbija w stronę nadziei. To ciekawy instynkt...

- Dawno temu, gdy byłam młodsza, zaczynałam studia i wydawało mi się, że pozjadałam wszystkie rozumy, myślałam, że najważniejsze co mogę dla siebie zrobić to wyrwać się ze wszelkich zależności i wtedy wszystko w moim życiu będzie okej. I gdy już pozornie miałam tę niezależność w garści, zrozumiałam, że to tak nie działa. Zaczęła się przede mną otwierać zupełnie inna perspektywa - że żyjemy w wiecznej zależności od innych, od rodziny pochodzenia, od historii miejsca, w którym jesteśmy. To był dość przełomowy próg mojej dorosłości, bo jednocześnie wymagał scalenia tych refleksji z tematem wolności osobistej, która dana jest każdemu z natury i nikt nie musi nam przyznawać do tego żadnych specjalnych praw...

- A propos wolności, dostajemy z Kwadrofonikiem ogromny feedback na temat utworu "Wolność" - ze względu na okoliczności, w jakich znajdujemy się już ponad rok. W czasie, gdy nasza wolność zostaje miarowo zawężana, tekst Baczyńskiego świetnie przypomina o tym, czym wolność jest. Warto sobie ten temat co jakiś czas odświeżyć.

Wolność to "robić po swojemu", wartość, która od lat powraca w twoich wywiadach. Udaje ci się ją zachować, żyć po swojemu?

- To moim zdaniem kluczowa sprawa, bo działanie wbrew sobie wcześniej czy później przyniesie opłakane skutki. Życie w zgodzie ze sobą wymaga zaangażowania, bo czasami trzeba ochronić swoją prawdę i być wiernym swojej drodze. To jest opowieść o zaufaniu do samego siebie i słuchaniu wewnętrznego głosu. 

Czy kobieca intuicja pomogła ci w życiu? 

- Słuchanie intuicji to jest zawsze dobry pomysł. Intuicja, dystans i poczucie humoru to jest podstawa. 

Widziałam na twoim profilu zdjęcie z babcią Eleonorą, wspomnienie prababci Marii. Czy kobiety w rodzinie dają sobie siłę? 

- Miałam sporo szczęścia, bo od rodziny zawsze dostawałam wsparcie, zarówno od kobiet, jak i od mężczyzn. W ewolucji własnej jako kobiety musiałam w pewnym momencie wziąć pod lupę linię kobiet w mojej rodzinie, żeby złapać szerszy kontekst.

- Co do mojej prababci Marii, zmarła kilka dni przed moim urodzeniem, a więc minęłyśmy się o włos! Urodziła się 1 listopada 1917 roku i miała roczek, kiedy 28 listopada 1918 roku Polki otrzymały równe z mężczyznami prawa wyborcze. Byłam w szoku, że to było tak niedawno, kompletnie nie zdawałam sobie sprawy, jak świeżym zjawiskiem jest ta historia. I że to wcale nie działo się to w erze prekambru! 

Tylko sto dwa lata minęły odkąd kobiety w Polsce uzyskały równouprawnienie, niestety mamy marzec 2021 i znów walczymy o swoje prawa. Czego powinnyśmy sobie życzyć?

- Sprawa kobiet pokazuje opresyjność systemu, który nie ma już racji bytu i jest do zmiany. Mówimy tu o podstawowych prawach człowieka, wolności na poziomie wyznania, płci czy orientacji psychoseksualnej. Wracają poważne dyskusje, buduje się jakaś nowa tożsamość i ja w to wierzę, a jednocześnie zdaję sobie sprawę, że proces ten nie będzie bułką z masłem. 

- Czego życzę nam, kobietom? Na początek, abyśmy więcej czasu spędzały razem, by zrozumieć lepiej wspólne kobiece doświadczenie, bo czasami ciężko zauważyć coś u siebie i łatwiej odkryć to w drugiej osobie. Potrzebujemy wzmacniać nasze wewnętrzne struktury i najlepiej zacząć od własnego podwórka. A poza tym jestem dumna z kobiet i cieszę się, że jestem jedną z nich. To wymagające zadanie, ale niosące mnóstwo satysfakcji nieporównywalnej z niczym.

Rozmawiała: Katarzyna Droga

***

Zobacz również:

Rozlicz PIT online już teraz lub pobierz darmowy program

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL