Rozwód przestaje być dramatem? "Myślę, że naprawdę jest co świętować"
Kiedyś rozwód oznaczał dramat i tabu. Dziś coraz częściej kończy się tortem, szampanem i tańcem do rana. Moda na imprezy rozwodowe, która przywędrowała do nas ze Stanów Zjednoczonych, budzi ogromne emocje - od oburzenia po entuzjastyczne "nareszcie wolna!".

Każdy powód do świętowania jest dobry?
Jako społeczeństwo lubimy okazje do świętowania. Narodziny dziecka, ślub, urodziny, imieniny - powodów do organizacji przyjęć i spotkań w gronie przyjaciół, rodziny i współpracowników nie brakuje, a jeśli nawet - wystarczy sobota. Bo to "imieniny kota". Nawet nie o sam fakt trunków serwowanych podczas takich spotkań chodzi, a o poczucie wspólnoty. Lubimy potańczyć, poszaleć, znaleźć pretekst, by się pobawić i tyle. Dyskusje i wątpliwości, a także spore podziały wzbudzają natomiast imprezy przed właściwym wydarzeniem (bociankowe - czyli przyjęcie dla przyszłej mamy) lub na zakończenie jakiegoś etapu w życiu.
Choć o imprezach rozwodowych stosunkowo rzadko mówi się u nas głośno, zaczyna to być coraz nośniejszy temat. Wątpliwości co do celebracji rozstania się z życiowym partnerem nie brakuje. Przeciwnicy krzyczą: "To powód do zastanowienia się nad sobą i ogromne nieszczęście, a nie impreza", zaś zwolennicy wytaczają argumenty z pogranicza życia i śmierci: "Dlaczego w takim razie stypa nie jest żadną kontrowersją? Przecież tu też nie ma żadnych powodów do wspólnego świętowania przy trunkach i sporej liczby gości".
"Nareszcie wolna" - torty, szarfy i palenie sukni

To jeden z tych tematów, który będzie budził dyskusję. Ale w czasie jej trwania nie przestaną wydarzać się: palenie sukni ślubnych o zachodzie słońca na plaży, ujmowanie w ofertach "party rozwodowego" tuż obok wieczoru panieńskiego, oraz coraz wymyślniejsze i zabawne ozdoby na tort. Formuła hucznego świętowania końca małżeństwa jako powodu do radości, zamknięcia za sobą drzwi i rozpoczynania nowego rozdziału w życiu mimo wszystko trafia do sporego grona. Skoro świętujemy fakt, że w kalendarzu pojawia się nasze imię, to czemu by nie wznieść toastu po orzeczeniu sądowym?
Statystyki mówią, że w Polsce co trzecie małżeństwo kończy się rozwodem. Nagłówki co jakiś czas straszą: "Coraz więcej rozwodów w Polsce. Skąd ta fala rozstań?". Przyczyn z pewnością jest wiele, choć odnosząc się ponownie do statystyk, bo to one ujmują najpełniej zjawisko, najczęstszymi powodami składania pozwów są "niezgodność charakterów" oraz zdrada. Zwykle małżeństwa kończą kobiety, a konkretnie te mające za sobą paręnaście lat związku. Najczęściej są to panie tuż przed 40. i zaraz po 50., które brały ślub, mając niewiele ponad 20. I to one najczęściej zatrzymują po rozwodzie dzieci przy sobie. Tyle z twardych danych. Czy ta liczność upadłych związków zapoczątkowała imprezy rozwodowe? Bardzo możliwe. Każdy chyba słyszał słowa: "połowa małżeństw w Ameryce kończy się rozwodem". Powtarzają się w serialach, filmach, rolkach. To właśnie Stany są kolebką świętowania sądownego rozwiązania związków małżeńskich. Tak jak Halloween i w niektórych polskich domach Święto Dziękczynienia - zachłyśnięci kolorowym życiem Amerykanów, przejmujemy od nich tradycje i powody do wzniesienia kieliszka. Tym tropem poszła nawet sama Doda, a zdjęcia z jej imprezy rozwodowej obiegły jakiś czas temu internet.
Rozwodowy biznes kwitnie

Biznes się kręci. Firmy cateringowe, cukiernie, wynajem samochodów z szoferem, wynajem kompleksów spa i sklepy z akcesoriami na każdą okazję - wszyscy mają już w ofercie imprezy rozwodowe. Torty ozdobione lukrem w krwistej czerwieni, napisami "nareszcie wolność", z ręcznie robionymi figurkami stojących nad grobem współmałżonka panien młodych, imprezobusy z szampanem i głośną muzyką, które przewożą do klubów żądne wrażeń rozwódki ze swoimi przyjaciółkami, szarfy "nareszcie rozwiedziona".
Dla jeszcze odważniejszych w zaplanowanej w każdym detalu imprezie może znaleźć się palenie sukni ślubnej o północy - w kontrze do oczepin. Na jednym z filmików promocyjnych polskiej firmy widzimy krąg roześmianych kobiet na plaży po zmroku, jedna z nich - ubawiona, świeżo rozwiedziona blondynka zalotnie przykłada do kusej mini swoją suknię ślubną, otwiera szampana, po czym rzuca kreację na mokry piach, żeby podpalić ją i przy dźwiękach muzyki odtańczyć z koleżankami zakończenie swojego małżeństwa.
Jest w tym element oczyszczenia, rytuału odcinającego od tego, co było. Zwłaszcza wśród kobiet zdaje się być to potrzebne, by w pełni wolna iść dalej przez życie. Ale formatów świętowania rozwodu jest wiele i choć trudno w to uwierzyć, istnieją imprezy rozwodowe wspólne dla rozstających się par. Sami mężczyźni także chcą zaszaleć - ich rozwodowe imprezy najczęściej przypominają wieczór (znów) kawalerski: klub go-go, ozdoby sugestywnie kojarzące się z krągłościami kobiet i spora ilość napojów wyskokowych.
"Porąbany pomysł" kontra "Jest powód do świętowania"

Zapytałam rozwodników o to, co myślą na ten temat. Wszyscy znają trend. Choć w większości są mu przeciwni, nie wszyscy wykluczają uczestniczenie w imprezie rozwodowej swoich przyjaciół, gdyby zostali na taką zaproszeni.
Filip, choć nie ma jeszcze czterdziestki, rozwiódł się już wiele lat temu. Młodzieńcza miłość nie przetrwała próby czasu. Mimo że to już kompletnie zamknięty rozdział, nie wyobraża sobie urządzać balangi w klubie z tego powodu. - Kompletnie porąbany pomysł. Można się rozstać w zgodzie, nawet w przyjacielskich stosunkach, ale czy to powód do świętowania? Mimo wszystko rozwód jest dowodem na to, że coś "nie pykło". Tu trzeba usiąść i się zastanowić nad sobą, a nie imprezować - mówi.
Podobnie uważa Katarzyna. Jej rozwód poprzedziły bardzo przykre i trudne okoliczności, tym bardziej więc przekonana jest, że to odwrotność powodu do zabawy. - Takie imprezy są słabe, bo co tu świętować? - pyta gorzko. Ale gdyby miała trafić na taką uroczystość jako gość, to jest w stanie sobie to wyobrazić. - Ale to nie mogłaby być "impreza rozwodowa", a raczej "nowy początek". A każda z zaproszonych kobiet musiałaby przyjść z jakimś swoim kolegą singlem i wtedy to ja to widzę. Moja koleżanka jest w trakcie rozwodu i już jej zapowiedziałam, że uczcimy to wspólnym wylotem do ciepłych krajów - śmieje się.
Jacek rozwiódł się ze swoją żoną dwa lata temu, ale nie byli ze sobą od czterech. Z tego związku mają synka, zatem sposób patrzenia na rozwód jako okazję do zabawy jest nieco inny, właśnie ze względu na dziecko. - Świętuje się sukces, a czy rozwód można nazwać sukcesem? Pozostaje jeszcze kwestia dzieci, które na pewno to przeżywają i mają patrzeć jak rodzice świetnie się bawią w momencie gdy im raczej nastroje nie dopisują? Czy to ma być impreza, która ma pokazać drugiej stronie jak bardzo się cieszymy? Jakby nie było, kiedyś wybraliśmy tę osobę i to był nasz wybór. Moje zdanie na ten temat jest takie: w swoim gronie jak najbardziej, ale robienie z tego szopki w stylu wesela - jestem na nie - podsumowuje.
Co przeszłam w swoim małżeństwie, wiem tylko ja i odzyskanie wolności jest dla mnie radością na podobnym pułapie co wesele.
Natalia rozwiodła się półtora roku temu, po długiej i męczącej batalii w sądzie. Jak sama przyznaje - temat rozwodu przestaje być w Polsce tabu, co ją cieszy. Dzięki temu przez cały nieprzyjemny czas od sprawy do sprawy miała wsparcie bliskich osób, które postanowiła docenić, organizując imprezę po usłyszeniu wyroku. - Zdaję sobie sprawę z tego, jak to jest widziane przez wiele osób, ale moja impreza rozwodowa była też "odparowaniem" po wszystkim tym, co przeszłam. A że całe moje grono najbliższych z rodziny i przyjaciół było w tym zamęcie ze mną, uznałam że należy nam się chwila szaleństwa. Uważam, że było co świętować. Byliśmy w klubie, piliśmy szampana, tańczyliśmy. Przyjaciółka, która była świadkiem na moim ślubie zamówiła mi tort-niespodziankę. Było na nim serce z datą orzeczenia rozwodowego i figurka panny młodej z łopatą. Było zabawnie, miło. Nie widzę w tym absolutnie nic złego, wszystkim nam było to potrzebne - twierdzi.
Jeśli powrócimy na chwilę do statystyk, to w skali poziomu głębokiego stresu spowodowanego konkretnymi wydarzeniami, rozwód plasuje się w top 3, tuż obok śmierci bliskiej osoby. I biorąc to pod uwagę, zawsze będziemy podzieleni w ocenie na tych, którzy stres muszą zagłuszyć i odreagować i tych, którzy potrzebują ciszy i czasu na przetrawienie.
A co wy myślicie o imprezach rozwodowych?