Reklama

Reklama

Pisarz - słonica

Mówi, że chodzi z książką w ciąży, jak słonica. Wszystko co się dzieje wokół niego w tym czasie staje się dla niej pożywką. Eric- Emmanuel Schmitt jak nikt inny potrafi pisać o sprawach trudnych: miłości, śmierci, samotności. Autor "Małych zbrodni małżeńskich" przekonuje, że trzeba przeżyć życie z wszystkimi jego ułomnościami. I zachować optymizm.

Agnieszka Łopatowska, Styl.pl: Jak pan się czuje na scenie?

Eric- Emmanuel Schmitt: - Wcale nie na swoim miejscu.

A przecież to nie debiut...

Eric- Emmanuel Schmitt:- Jestem autorem dramatycznym. Żeby napisać sztukę, trzeba mieć pewien rodzaj kompleksu. Kompleksy wyzwalają pewną energię. Nie lubię pokazywać się na scenie, ale uwielbiam jak aktorzy wcielają się moje postaci. Uwielbiam mieć inne ciało, mówić innym głosem niż mój. To są właśnie kompleksy autorów dramatycznych.

Saad Saad, bohater pana najnowszej wydanej w Polsce powieści "Ulisses z Bagdadu" mówi, że pisarze są szarlatanami, którzy sprzedają nam świat, którego tak naprawdę nie ma, jest znacznie lepszy od rzeczywistego. A pan niekoniecznie pokazuje go z najpiękniejszej strony...

Reklama

Eric- Emmanuel Schmitt: - Nie chcę mówić o rzeczach bardzo poważnych, poruszających, problematycznych, ponieważ chcę kochać życie takim, jakim jest. To znaczy kochać życie z całym jego bólem i z jego nieszczęściami. Bo nie da się żyć obok nich, trzeba je przeżyć. Nawet w najbardziej mrocznej sytuacji szukam światła. Nie jestem pesymistą. Jestem optymistą. Uważam, że życie powinno być w pełni przeżyte, a istota ludzka potrafi być wspaniała. Nie boję się wchodzić do ciemnego pokoju, bo wiem, że tak czy owak odkryję w końcu światło.

Gdyby nie było złych doświadczeń, nie docenialibyśmy dobrych...

Eric- Emmanuel Schmitt:- Oczywiście, musi być cień, żeby mogło być światło. Nie jestem za modelem mądrości polegającym na wycofywaniu się z życia. Być mądrym to nie znaczy patrzeć z boku na swoje życie niczym wygnaniec. Być mądrym znaczy poślubić życie wraz z całym jego bólem, chaosem, rozczarowaniem, zawirowaniami. Chodzi o to, by się udało w tym wszystkim znaleźć równowagę.

Czyli jest pan też potwierdzeniem teorii ojca Saada, który mówi, że Francuzi sprawiają wrażenie racjonalnie myślących, a są bardzo uczuciowi.

Eric- Emmanuel Schmitt: - Nie wiem, czy opisałem Francuzów, ale jestem pewien, że opisałem siebie. Faktycznie Francuzi lubią rozum, retorykę, logikę i racjonalizm, ale w głębi są tacy jak inni ludzie - to znaczy, że u źródeł ich zachowania są wartości, pasje, zaangażowanie. Wewnętrzna uczuciowość przybiera na zewnątrz postać racjonalizmu.

Na ile w pańskiej twórczości ważna jest filozofia?

Eric- Emmanuel Schmitt: - Skończyłem studia filozoficzne, później wykładałem filozofię na uniwersytecie. Można powiedzieć, że filozofia to mój fach, natomiast pisanie nie jest zawodem. Wszystko, co piszę, ma swoje korzenie w filozofii. Nawet jeśli piszę prozę, sztuki teatralne, opowiadania, to zawsze za tym stoi refleksja filozoficzna, która jest inspirowana opisywaną historię. Wszyscy każdego dnia uprawiamy filozofię. Od rana do wieczora stawiamy sobie pytania.

- Niekoniecznie tylko my, filozofowie profesjonalni, zadajemy pytania. Cały nasz dzień jest nimi przeplatany. Dla mnie najdoskonalszą formą filozofii jest to, co odzwierciedla życie. W scenografii teatralnej, w powieści, ale z ludźmi z krwi i kości zawsze będzie można odnaleźć sytuację filozoficzną.

Książka "Ulisses z Bagdadu" opowiada historię uciekiniera z Iraku po interwencji Stanów Zjednoczonych. To pierwsza z pana książek, która zajmuje się kwestiami społeczno-politycznymi.

Eric- Emmanuel Schmitt: - Zapytano mnie kiedyś, kim są bohaterowie naszych czasów? I to, co mi przyszło na myśl, to obraz emigrantów, wygnańców, których nigdy nie pokazuje się jako bohaterów, wręcz przeciwnie - negatywnie. Brudnych, zarośniętych, zaniedbanych, wychodzących ze skrytek pod ciężarówkami, z luków bagażowych samolotów... Więc nie pokazuje się ich jako bohaterów, choć w istocie nimi są. Ryzykują swoje życie po to, żeby przeżyć, żeby pracować i wysyłać pieniądze swoim rodzinom.

- W tej książce mówię przede wszystkim o Europie, choć piszę też o Iraku, Egipcie, Syrii. Ale mówię o tym odnosząc się do mitu o Ulissesie. Podróż Ulissesa odbyła się 2800 lat temu. Mój bohater Saad Saad odbywa podobną podróż do pierwszego wielkiego podróżnika w dziejach literatury. Spotyka Syreny, znaczy kobiety, które przybyły jako syreny - rockowe piosenkarki. Spotyka Cyklopa, z którym przekracza granice. Spotyka wszystkie postaci z podróży Ulissesa, ale w naszym współczesnym świecie.

- Celem dla mnie jest pokazanie różnicy między światem Ulissesa i światem dzisiaj. W świecie antycznym Ulissesowi wystarczyło wrócić do domu, żeby ponownie odzyskać tożsamość. Odyseja to powrót do Itaki. W Itace odnalazł siebie. W dzisiejszym świecie, aby być sobą, musimy wyjechać.

Na kolejnej stronie przeczytasz teorię o słonicy w ciąży z książką - zapraszamy

Mówi pan, że książka powstaje najpierw w głowie. Już w technicznym procesie pisania powstaje jej pierwsze i ostatnie zdanie, a między nimi przeplata pan sieć pajęczą. Jak wygląda tkanie tej sieci i ile zajmuje?

Eric- Emmanuel Schmitt:- Mam wrażenie, że jestem drzewem. I na gałęziach tego drzewa siadają ptaki. Przylatują, siadają, niektóre przysiadują na kilka sekund, inne zostają. Są jeszcze inne, które decydują się na pozostanie i zakładają gniazda.

- Kiedy zakładają gniazda, to ja zaczynam pisać książkę. Noszę ją w sobie jak słonica. Jak kobieta ciężarna swoje dziecko. Tylko jak to słonica - dłużej. I w tym momencie wszystko, co przeżywam, jest pożywką dla mojej książki. Wszystkie spotkania, wszystkie rozmowy żywią książkę, którą noszę wewnątrz. W dniu, w którym osiąga ona dojrzałość, rodzę ją i zaczynam pisać. To już idzie bardzo szybko.

Wiem, że każdy rodzić kocha wszystkie swoje dzieci, ale muszę zapytać czy do któregoś z nich jest pan szczególnie przywiązany.

Eric- Emmanuel Schmitt:- To okropne, o co pani mnie pyta. W książce, która się teraz pojawiła we Francji opisuję historię ojca, który jest marynarzem na statku i kapitan powiadamia go, że jego córka nie żyje. On nie reaguje. Kapitan powtarza: "pańska córka nie żyje". On się pyta: "a która, bo mam ich cztery". Wraca do domu nie wiedząc de facto która z córek umarła.

- Mam 25 dzieci - w postaci sztuk teatralnych i powieści. W teatrze mam duży sentyment do niewydanych jeszcze w Polsce "Wariacji enigmatycznych". Oglądam ją, oglądam i dziwię się, że to ja napisałem tę sztukę. Zapominam, że jestem jej autorem. Na moim koncie jest też książka bliska mojemu sercu - "Oskar i Pani Róża", która jest jakby dyktowana przez 10-letniego, chorego chłopca. To jest tekst, który wręcz przechodzi przeze mnie znajdując we mnie dobre miejsce.

Pana sztuki są wystawiane w 50 krajach świata. Które z nich zrobiły na panu największe wrażenie?

Eric- Emmanuel Schmitt:- Kiedy jestem w teatrze, raczej nie interesują mnie sztuki, tylko ich widzowie i aktorzy na scenie. To co mnie naprawdę interesuje to różnice między Polakami, Finami, Japończykami, i to co was od siebie odróżnia. Zdaję sobie sprawę, że nie można być taką samą kobietą, takim samym mężczyzną na scenie w każdym miejscu.

- Nie wyraża się pragnień między ludźmi w taki sam sposób w różnych miejscach świata. Nie wyrażamy tak samo smutku. Dystans między ludźmi jest różny w zależności od nacji. Kiedy oglądam moje sztuki, robię notatki, żeby poprzez nie zrozumieć widzów. Żeby poczuć głębię tego, co nas odróżnia.

Moja sztuka objawia mi to, czym wy jesteście, kim jest Niemiec, Anglik, Włoch, Japończyk, Turek.

- W istocie jestem złym widzem. Bo to co mnie interesuje, to to, co jest różne. W teatrze największym moim szczęściem jest moment, że zapominam, że to ja napisałem tę sztukę. Ponieważ są aktorzy, reżyseria jest świetna i staję się ponownie widzem jak każdy inny. I kiedy zapominam, że jestem jej autorem, jestem bardzo szczęśliwy. Dopiero pod koniec uświadamiam sobie: "a, to ja napisałem tę sztukę". Uwalniam się od tego, co napisałem.

Zajął się pan również inną dziedziną, czyli filmem. Wiem, że pańskie plany filmowe są jeszcze dość rozległe...

Eric- Emmanuel Schmitt: - Nakręciłem dwa filmy "Odette Toulemonde" i "Oskara i Panią Różę". Chciałem odpocząć od pisania książek. Kino jest dziedziną wyczerpującą. Myślę, że nakręcę jeszcze film, który będzie oparty na jednej z moich powieści, która chyba jeszcze nie została tutaj wydana - "Sumo, który nie może przytyć". To jest historia młodego człowieka, który chce zostać zawodnikiem sumo, mistrzem japońskiej sztuki walki. Wiecie, że do tego trzeba ważyć co najmniej 120 kilo. I ten chłopiec ma problem z przytyciem, nie jest w stanie osiągnąć tej wagi. I to absolutnie nie jest autobiografia...

Tę postać zobaczymy na ekranie, a czy pojawiły się już jakieś postaci, o których będziemy mogli niedługo przeczytać?

Eric- Emmanuel Schmitt: - Jak jestem w ciąży z książką, to nie robię sobie USG. (śmiech)



Rozmawiała: Agnieszka Łopatowska
Tłumaczenie: Joanna Wilkońska

Dziękuję za pomoc w realizacji wywiadu dr. Wojciechowi Gilewskiemu

Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje