Reklama

Reklama

Dla urody trzeba cierpieć? Niektórzy byli zdolni dla niej umrzeć

Bolesna depilacja, aby na ciele nie został żaden psujący gładkość skóry włos, opuchnięte stopy po całym dniu chodzenia w szpilkach, przeraźliwy ból wywołany liposukcją — współczesne kobiety potrafią dużo wycierpieć dla urody. Nie one jedne, bo już nasze prababki i ich prababki potrafiły zrobić wiele — okaleczyć się, a nawet zaryzykować życie, aby stać się piękniejszymi.

Poprawia mikrokrążenie, wygładzone skórę i czyni ją bardziej promienną — najlepszy radioaktywny krem

Po okryciu przez Marię Słodowską-Curie i Piotra Curie radu, świat oszalał na punkcie tego radioaktywnego pierwiastka. Szybko zauważono, że powoduje on na skórze efekt, o którym dzisiejsze makijażystki mówią - glow. Producenci kremów, pudrów, mydeł, szamponów, odżywek do włosów i past do zębów, postanowili to wykorzystać, dodając do swoich kosmetyków promieniotwórczy składnik. Radem "uszlachetniano" także masła, czekolady, papierosy, prezerwatywy, produkty dla dzieci, farby do ciała oraz do malowania różnych przedmiotów. Panowało powszechne przekonanie, że rad wygładza zmarszczki, poprawia krążenie i niezwykle pozytywnie wpływa na zdrowie. Nie trzeba było wielu lat, by osoby, które liczyły na magiczną moc pierwiastka, przekonały się, że przynosi on nie urodę, a śmierć.

Reklama

Porcelanowobiałą skórę zyskasz dzięki kąpielom z dodatkiem arszeniku

Śnieżna biel skóry przez wiele wieków uchodziła za ideał piękna — była bowiem domeną szlachcianek, które nigdy pracą na słońcu się nie skalały. Im bledsza była skóra, tym niewiasta piękniejsza. Kobiety poszukiwały więc wymyślnych metod, by uzyskać alabastrową cerę. Sposobem okazał się arsen i jego popularna postać — dziś kojarząca się z trucizną, którą z lubością podawali mordercy swoim ofiarom w książkach Agathy Christie — arszenik.

Jedną z właściwości silnie trującego arsenu jest niszczenie czerwonych krwinek. Dlatego kąpiele w wodzie z jego dodatkiem, z których korzystały Czeszki w II połowie XIX wieku oraz pudry z arszenikiem, które na rynku pojawiały się już od XVII wieku, mogły być niezwykle skutecznym sposobem na alabastrową cerę. Ceną, którą musiały zapłacić, stosujące je kobiety były: uszkodzenie układu nerwowego, nerek, krwotoki, ślepota, bielactwo, arsenowe rogowacenie skóry, a ostatecznie — śmierć. 

Idealny kształt głowy i czaszki? Mama zadba o wszystko!

Współczesne Koreanki szaleją na punkcie twarzy w kształcie serca do tego stopnia, że wykonują operację plastyczne, by uzyskać wymarzony wygląd. Poprawa kształtu twarzy i czaszki nie jest jednak współczesnym pomysłem. Robili to już Aztekowie, Inkowie i Majowe. Żyjąc wśród nich, w czasach przed Kolumbem uważalibyśmy, że pociągła, długa twarz i ładny kształt czaszki to szczyt piękna. O pociągający wygląd swoich pociech w starożytnych czasach dbały matki — już od pierwszych chwil życia miały zwyczaj ciasnego obwijania głów dzieci pasmami materiału i kamieniami bądź deseczkami, by uzyskać idealną formę. Na cmentarzyskach ludów prekolumbijskich odkrywano szkielety z celowo zdeformowanymi w dzieciństwie czaszkami, które miały kształt cylindrów, stożków, a nawet koniczyn! Niekiedy robiono to nie tylko ze względów estetycznych — miał to być znak rozpoznawczy plemienia, symbol godności i wyższości nad innymi czy element rytuału religijnego.

Medycyna estetyczna ludów Ameryki Środkowej i Południowej wydaje się ekstremalna? Okazuje się, że tego typu deformacje zdarzały się na całym świecie. Nawet przodkowie Polaków je stosowali. W 1929 r. odkryto we wsi Złota koło Sandomierza szkielet mężczyzny sprzed 5 tysięcy lat z celowo zdeformowaną w dzieciństwie czaszką. 

Złoty lotos, czyli najbardziej pożądana żona

Obwiązywanie głów dzieci, aby zdeformować ich czaszkę to zwyczaj stary praktykowany przed tysiącami lat, jednak podobna forma deformacji jeszcze do niedawna była stosowana w Chinach. Gdy mała dziewczynka kończyła 3 - 8 lat, mama obmywała jej nogi w ziołowym naparze, a następnie podwijała palce pod stopy i bardzo ciasno bandażowała. Zabieg powtarzany był co kilka dni przed długie lata. W efekcie palce stóp łamały się, pięta przesuwała do przodu, a środkowa część stopy wyginała ku górze. Wreszcie stopa umierała, kobiety nie mogły już normalnie chodzić, a poruszenie się sprawiało im ból - ale stawały się piękne.

Dlaczego to robiono? Ideał piękna mówił, że kobieca stopa nie może mieć więcej niż 12 centymetrów. Matki krępowały nogi swoich córek, bo tak zwane złote lotosy — czyli kobiety z najmniejszymi stópkami były najbardziej pożądanymi żonami. Bandażowanie stało się sposobem, aby podnieść status społeczny córki. 

Nie da się jasno określić kiedy Chinki zaczęły krępować stopy. Legenda mówi, że po raz pierwszy zrobiła to Yao Ning konkubina cesarza Li Houzhu w X w., aby móc zaprezentować mu wspaniały taniec. Małe kroki Ning sprawiły, że jej pokaz był o wiele wdzięczniejszy i władca zakochał się w niej bez pamięci. Inne konkubiny zazdrosne o pozycję Yao Ning także zaczęły krępować stopy. Zwyczaj początkowo praktykowany przez arystokratki z czasem został przejęty przez wszystkie warstwy społeczne i towarzyszył chińskim dziewczynkom przez milenium! Tysiąc lat “zabijania stóp".

Bolesny rytuał rozpoczynano między trzecim, a ósmym rokiem życia dziecka. Wielu rodziców poczytywało go za swój obowiązek. W Chinach istniało nawet przysłowie:  "Jeśli dbasz o syna, nie pobłażaj mu w nauce, a jeśli dbasz o córkę, nie pobłażaj jej ze stopami". Zabieg wykonany niepoprawnie mógł spowodować paraliż i zanik mięśni. Jeśli w rany wdało się zakażenie — dziewczyna mogła umrzeć. Szacuje się, że 10% populacji chińskich kobiet umierało właśnie z tego powodu. Niezależnie natomiast od poprawności wykonanego zabiegu, zdeformowana noga u każdej kobiet wywoływała ból i uniemożliwiała normalne stawianie kroków. W efekcie złote lotosy stawały się mniej mobilne i zależne od mężczyzn. Zdarzało się nawet, że prawie nie opuszczały domów.

Po raz pierwszy o konieczności zaprzestania tego procederu wspominano już za czasów dynastii Song w XIII w. Od XVII wieku praktykę krępowania stóp zwalczała mandżurska dynastia Qing, ale zakaz okazał się być martwym prawem, bo kobiety się do niego nie stosowały. Przez kolejne wieki pojawiały się w Chinach głosy, że należy zaprzestać procederu, oficjalnie został zakazany w 1912 r. za czasów Chińskiej Republiki, jednak skutecznie udało się go wyeliminować dopiero w Chińskiej Republice Ludowej, gdzie za krępowanie nóg groziła kara śmierci. Ostatnie znane przypadki tej praktyki pochodzą z lat 60 i są jednie pojedynczym przykładami. 

Co ciekawe ze względu na zakaz zaczęły zanikać niektóre sporty i artystyczne formy tańca, bo kobiet mające stopy w normalnym rozmiarze nie były w stanie wykonywać ruchów w taki sposób, w jaki robiły to tancerki czy zawodniczki ze skrępowanymi kończynami. Aby rozwiązać ten problem i ocalić część kultury od zapomnienia, tworzone są specjalne rodzaje "protez", ze stopami w małych rozmiarach, które ubierają adeptki szkół, by móc prawidłowo wykonać taniec. 

Wiecznie młody wygląd? Nie możesz zapomnieć o regularnej maseczce z krwi

Elżbieta Batory siostrzenica króla Polski Stefana jest chyba najbardziej opętaną wizją piękna postacią historyczną. Miała podobno torturować młode dziewice i prawiczków, aby upuszczać z nich krew i kąpać się w niej. Takie makabryczne ablucje miały zapewnić jej wieczną młodość. Krwawą Hrabinę z Čachtic oskarżano także o picie krwi, paranie się czarami i udział w orgiach. Ponoć nie popełniała ona zbrodni sama, ale miała pomocników, którzy jej asystowali. Duże wątpliwości budzi skala przestępstw, o które została oskarżona Elżbieta Batory, dlatego część węgierskich historyków uważa, że wszystkie te pomówienia padły w wyniku spisku Habsburgów, którym nie w smak była mocna pozycja Batorych.

Używanie krwi jako eliksiru młodości wydaje się makabryczne i nieludzkie? Tymczasem w XXI wieku kobiety i mężczyźni, którzy chcą zatrzymać procesy starzenia się skóry, korzystają z pomysłu Elżbiety. Mowa o wampirzym liftingu czy też wampirzych maseczkach. Zabieg polega na pobraniu krwi od klienta, oddzieleniu jej składników, a następnie z pomocą mezoterapii wstrzyknięciu w skórę na twarzy i w innych miejscach. Krew jako życiodajny płyn ma odżywiać, rozjaśniać i odmładzać cerę. Kłopot w tym, że takie zabiegi wykonany w niesterylnych warunkach i przez nieuważnych pracowników, niesie ze sobą ryzyko zarażenia HIV oraz wirusowym zapaleniem wątroby. Skóra po takim zabiegu jest też bardziej narażona na infekcje. Choć trzeba przyznać, że wiele mówi się o zaletach wampirzych maseczek, to nie zmienia faktu, że jest w nich coś upiornego i nie chodzi tutaj tylko o wygląd twarzy po ich wykonaniu.

***

Zobacz również:

Domowa maseczka z winogron. Nie uwierzysz w efekty!

Urodowe triki z PRL. Hity i kity

Starzenie się dolnej części twarzy. Zdrowotne przyczyny

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: piękno | historia | ciekawostki historyczne | uroda

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy