Reklama

Reklama

Okazy egzotyczne

Skąd się biorą składniki kremów i balsamów? Pomysły na nie najczęściej powstają w laboratoriach, a poprzedzają je wieloletnie badania naukowców. Ale bywa, że na trop superskutecznych substancji kosmetycznych wpadają... zawodowi podróżnicy albo zwykli turyści jak ty i ja.

Na jednej z konferencji prasowych dotyczącej ekokosmetyków globtroterka Beata Pawlikowska opowiadała, że dzięki egzotycznym wyprawom do puszczy amazońskiej wie, z jakich drzew powinna zbierać sok, żeby zapobiec dolegliwościom żołądkowym, a z jakich uzyska substancję do mycia włosów. Obserwując zwyczaje Indian, poznała też patent na strzyżenie włosów bez użycia nożyczek... Służy do tego bardzo ostra trawa, rosnąca w dżungli amazońskiej.

Wojciech Cejrowski w książce "Gringo wśród dzikich plemion" opisał działanie soku pewnej rośliny, którym w Ameryce Południowej smarują się indiańscy myśliwi, bo neutralizuje naturalny zapach ludzkiego ciała. Jest prawie tak skuteczny jak dezodorant.

Reklama

Ma tylko jedną wadę - kilka godzin po posmarowaniu skóra robi się czarna i pozostaje taka przez kilkanaście dni. Nie pomaga mydło ani pilingi. Zabarwiony sokiem naskórek musi się naturalnie złuszczyć... Barwna pamiątka z podróży. I dowód na to, że rośliny, które potencjalnie mogą stać się jednym ze składników nowego kosmetyku, może znaleźć każdy i wszędzie. Wystarczy mieć oczy szeroko otwarte.

Zwyczaje lokalne

Etnobotanicy z laboratoriów marki Dior do swoich wypraw po świecie przygotowują się profesjonalnie. Zanim wyruszą, robią screening, czyli szczegółowy przegląd wszystkich znanych i opisanych gatunków roślin z danego regionu. Wybierają z nich te, które mogą mieć właściwości kosmetyczne, i sprawdzają, gdzie dokładnie rosną. Już na miejscu obserwują, jak interesującą ich odmianę wykorzystują tubylcy. Dzięki temu na skraju jedwabnego szlaku - w Taszkiencie - odkryli jisten. Sokiem wyciśniętym z liści tej rośliny Uzbecy smarowali przesuszoną skórę. Kuracja zawsze pomagała, choć nikt nie wiedział, jak właściwie działa. Naukowcy postanowili rozwiązać tę zagadkę. Skrupulatnie przebadali jisten i odkryli, że ekstrakt z niego udrożnia akwaporyny, czyli kanaliki zapewniające przepływ wody z powierzchni skóry do jej głębszych warstw. Teraz jisten jest składnikiem wszystkich kremów z gamy Hydra Life Diora.

Ale czasem kosmetyczne działanie roślin można odkryć przez przypadek. Miąższ owoców rosnącego w Ameryce Południowej drzewa arnota zawiera intensywny pomarańczowożółty barwnik - biksynę. Indianie malują nim ciała do rytualnych obrzędów. Gringo barwią produkty spożywcze: margarynę i popcorn. Kosmetolodzy z laboratoriów Lancastera odkryli, że oprócz barwnika owoce arnoty zawierają dużo witaminy A, która przyspiesza regenerację skóry. I dodali je do nawilżającego olejku po opalaniu.

Specjaliści marki Yves Rocher zainteresowali się rosnącym w Afryce drzewem moringa, wśród tubylców znanym bardziej jako "cudowne drzewo". Dlaczego? Mieszkańcy afrykańskich wiosek pastą z rozgniecionych ziaren moringi oczyszczają niezdatną do spożycia wodę. Ten naturalny system filtracji został opisany niedawno w czasopiśmie naukowym "Current Protocols in Microbiology" (Bieżące raporty z badań mikrobiologicznych).

Jak działa? Wrzucona do naczynia z wodą pasta przyciąga i wiąże zanieczyszczenia, a potem razem z nimi opada na dno. Wystarczy zaczerpnąć wodę z powierzchni i pić bez obaw. Kosmetolodzy mieli nadzieję, że ekstrakt z nasion moringi zamknięty w kosmetykach równie skutecznie oczyści skórę z nagromadzonych toksyn.

Nic z tego. Okazało się, że w kremach działa zupełnie inaczej. Zawarte w ziarnach peptydy odbudowują uszkodzone komórki i chronią skórę przed wolnymi rodnikami. Odkryty przypadkiem antyoksydant jest już w serum Cure Solutions Yves Rocher.

Kuchnie świata

Zatrucia żołądkowe Inkowie leczyli ziołowymi herbatkami z liści boldo. Oto powód, dla którego wiecznie zielonym krzewem z Ameryki Południowej zainteresowali się kosmetolodzy z laboratoriów Bioderma. Ich badania dowiodły, że wyciąg z liści boldo równie skutecznie eliminuje znajdujące się na powierzchni ciała, więc wykorzystali go w balsamie Atoderm PP stworzonym dla skóry atopowej, wyjątkowo mało odpornej na działanie bakterii.

W Azji odpowiednikiem boldo jest chrzan japoński. Jego utarty korzeń - znana wielbicielom sushi pasta wasabi - to w Japonii od dawna panaceum na niestrawność. Co piekielnie ostry dodatek do surowej ryby robi w kosmetykach? Działa skutecznie i łagodnie.

Specjaliści z marki Biologique Recherche wyciąg z japońskiego wasabi oczyścili z substancji drażniących i zaserwowali w... preparacie pod oczy. Nie podrażnia, nie uczula, za to intensywnie pobudza krążenie, dzięki czemu zmniejsza opuchnięcia i cienie pod oczami.

W tym samym kremie jest też inny egzotyczny składnik. W Ameryce Południowej, a dokładniej w Peru, rośnie sacha inchi - roślina, która przypomina nasze winogrono, ma niewielkie owoce z drobnymi ziarenkami. To z nich wytłaczany jest najbogatszy w nienasycone kwasy tłuszczowe olej na świecie. Zdaniem koneserów - najsmaczniejszy i najzdrowszy. Można go dodawać do sałatek albo do kosmetyków, jeśli ma się wykazać pielęgnacyjną mocą.

W kremie pod oczy Biologique Recherche superolej pomaga odbudować i nawilżyć skórę, wzmacnia jej naturalny system ochronny, zabezpiecza przed utratą wilgoci. Kucharze i kosmetolodzy korzystają czasami z tych samych składników. Ale każdy używa ich według innych przepisów.

Składniki rytualne

Czasem interesujący składnik kosmetyczny udaje się wyśledzić w przeszłości... Archeolodzy przypadkiem odkryli recepturę starożytnej odżywki do włosów. Dokładny przepis na kosmetyk podany był na papirusie Ebersa, który spisano około XVI w. p.n.e. Starożytni uczeni w trudne do ułożenia włosy zalecali wcierać olejek z cibory, potocznie zwanej papirusem.

To dobry trop - potwierdziły współczesne badania. Bo olejek zawiera mnóstwo kwasów tłuszczowych i lipidów, które wypełniają, odbudowują i wygładzają łuski włosów. Porady z czasów faraonów wykorzystali kosmetolodzy marki Klorane - stworzyli serię preparatów do pielęgnacji włosów z wyciągiem z cibory.

Stary czy nowy traktat medyczny to jednak nauka, a nie czary-mary. Choć na trop składników kosmetycznych można wpaść nawet podczas obrzędów magicznych. Dowód? Aframon madagaskarski. Afrykańscy szamani stosują go w rytuałach wudu, bo napar z liści tej rośliny działa pobudzająco i szybko przywraca siły witalne. Te same właściwości aframonu wykorzystano w kremach z linii Blask Nawilżenia Solutions marki Avon stworzonych do suchej i pozbawionej blasku cery. Natomiast szamani z wyspy Fidżi leczyli trudno gojące się rany, łuszczycę, a nawet łysienie olejkiem kamami, pozyskiwanym z nasion owoców drzewa ati, przez tubylców uznawanego za święte. Przeciwbólowe i przeciwbakteryjne działanie olejku sto lat temu jako pierwsi odkryli pracujący na Fidżi francuscy biolodzy. Ale dopiero od niedawna wykorzystywany jest w kosmetykach.

U nas możesz się przekonać o jego skuteczności, używając szamponów szwedzkiej marki REF. Czekamy na więcej preparatów, bo to składnik ze sporym potencjałem.

Wykorzystując tradycyjne receptury, można stworzyć całą markę kosmetyczną. Przykład? Preparaty Orientana zawierają wyłącznie substancje stosowane w medycynie azjatyckiej. W składzie większości kremów i balsamów jest owies tybetański. Naukowcy odkryli, że ta odmiana ma dużo białka i przeciwutleniaczy, pobudza metabolizm skóry i wspomaga produkcję kolagenu. A propos odkryć kosmetycznych. Szukasz ciekawego zajęcia na wakacje?

Izabela Nowakowska

Twój STYL 07/2011

Twój Styl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje