Reklama

Reklama

SHOW - magazyn o gwiazdach

Jan Frycz: Aktorski geniusz

​Bandyta, szaleniec, amant, fajtłapa, uwodziciel... Jest tylko jeden aktor, który w każdej z tych ról wypada równie wiarygodnie.

"Uważam, że większość rzeczy zagrałem poniżej założeń. Miałem wiele artystycznych wpadek, niejednokrotnie czułem, że rozczarowałem reżysera. Ale często było odwrotnie. To ja czułem się oszukany. Piękne plany okazywały się utopią", wyznał kiedyś Jan Frycz (64). Właśnie święci triumfy za wybitną kreację szalonego i nieprzewidywalnego bandyty Daria w serialu HBO "Ślepnąc od świateł". A my przypominamy jego aktorskie i życiowe wzloty i upadki.

Aktorski falstart

Do szkoły teatralnej poszedł z przekory. "Pomyślałem: »To co? Mam tak jak ojciec wstawać o czwartej, wracać zmęczony o piątej, zupa, telewizor i może jakaś miłość? I to ma być całe moje życie?« Mimo że ojciec tego nie pochwalał, złożyłem papiery", wspomina w jednym z wywiadów. Studia były pięknym okresem oczekiwania na świetlaną artystyczną przyszłość. Gdy jako adept sztuki aktorskiej, marzący o wielkich kreacjach przybył do Warszawy, właśnie ogłoszono... stan wojenny. "Kiedy zobaczyłem wozy pancerne na ulicach, pomyślałem: »Akurat teraz?«. Proszę mi wierzyć, nie myślałem o Polsce, tylko myślałem: ››Dlaczego kiedy ja zaczynam?‹‹. Zamknęły się wrota kariery. Przez trzy lata mówiliśmy wiersze w kościołach", opowiada z uśmiechem.

Reklama

Wkrótce młody aktor podpadł władzy - odmówił ubekowi, który zaproponował mu udział w filmie o "przyjaźni polsko-radzieckiej", co miało wielki wpływ na jego dalszą pracę. "Usłyszałem: »No wie pan, możemy tak załatwić, że pan już w żadnym filmie nie zagra«", wspominał w jednym z wywiadów. Dopiero gdy związał sie z Teatrem Narodowym, potem Teatrem Polskim, przyszły pierwsze zawodowe sukcesy. Młody, obiecujący aktor został dostrzeżony. Z jego aparycją, świetną dykcją i pięknym głosem, drzwi do wielkiej kariery wreszcie stanęły przed nim otworem.

Koleje miłości

Pierwszy raz ożenił się w wieku 22 lat z aktorką, Grażyną Laszczyk. "Byłem na drugim roku studiów i zdarzyło się...", wyznał kiedyś z rozbrajającą szczerością. Małżeństwo rozpadło się krótko po tym, jak na świat przyszła córka pary, Gabriela. Drugie małżeństwo z Agatą Frycz trwało dłużej, bo aż kilkanaście lat. Owocem tego związku jest piątka dzieci. Aktor, kursujący w tamtych czasach między Krakowem, gdzie mieszkał z rodziną, a Warszawą, gdzie pracował, większość czasu spędzał poza domem. Dzieci, jak wyznała kiedyś jego córka Olga, widywały go sporadycznie. I właściwie nie znały.

Wkrótce jego małżeństwo zaczęło się sypać. W końcu para podjęła decyzję o rozwodzie. Po latach pytany o fiasko dwóch związków, aktor odpowiada dość smutno: "Trudno powiedzieć dlaczego. Dziś myślę już o tym spokojnie. W obu przypadkach rozwód był bez orzeczenia o winie, jednak zawsze to życiowa porażka. Po prostu nie dobraliśmy się. Byliśmy niedojrzali, obowiązki nas przerosły". Trwały związek zbudował dopiero z trzecią żoną, Małgorzatą, z którą związał się kilkanaście lat temu. Ponoć to ona namówiła męża, by odbudował swoje relacje z dziećmi. "Coraz bardziej mi rodzinne życie smakuje", mawia dziś aktor. I chwali się, że po latach wreszcie udało mu się zbliżyć do dzieci.

Kilka tygodni temu córka Olga, z którą miał wyjątkowo skomplikowaną relację, urodziła swoje pierwsze dziecko. A dziadek nie posiada się ponoć z radości.

Falowanie i spadanie

Nigdy nie zaliczył spektakularnej zawodowej klęski. Ale jak sam przyznaje, zdarzyło się, że produkcja, w której wziął udział, była poniżej jego oczekiwań. Z pewnością miał na myśli m.in. film "Wyjazd integracyjny", za który został "uhonorowany" filmową antynagrodą, czyli Wężem, przyznaną mu w kategorii "występ poniżej godności". Krytykowano go także za rolę w filmie "Weekend". Co ciekawe, w tym samym roku nominowano go do prestiżowego Orła za świetną kreację w "Różyczce". Otrzymał go też kilka lat wcześniej za filmy "Pręgi" i "Pornografia".

Może pochwalić się kilkunastoma nominacjami do innych filmowych laurów. Choć grywał w ckliwych komediach romantycznych (jak "Nigdy w życiu") i serialach, od lat konsekwentnie odmawia udziału w tasiemcach i tandetnych operach mydlanych. A dziś, mając ugruntowaną pozycję zawodową, żartuje, że na początku kariery miał pecha do dobrych filmów. "Adam Michnik przed laty mnie zapytał: 'To pan jest aktorem, który zagrał w tym chu...m filmie?'" Chodziło mu o 'Wierne blizny' ", żartował w jednym z wywiadów.

Zły, brzydki, wspaniały!

Od kilku dni święci triumfy za genialną kreację, którą stworzył w serialu "Ślepnąc od świateł". Nieobliczalny bandyta, którego tam gra, poraża, zachwyca i przeraża jednocześnie. A Frycz pokazuje, czym jest prawdziwy aktorski kunszt.

Zobacz także:


Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy