Reklama

Reklama

Made in China: Ile naprawdę kosztują niebieskie jeansy?

Ulice Xintangu, chińskiego miasta znajdującego się w prowincji Guangdong pokrywa błękitny pył. Drobinki oblepiają podniszczone budynki, zasypują drogi i codziennie spadają na głowy tamtejszych mieszkańców. Płynąca przez Xintang rzeka Dong Jiang ma granatowo-bordowy kolor. Od dawna nie ma w niej ryb. Zamiast nich można "znaleźć" ołów, miedź i całe masy kadmu. Xintang to światowa stolica niebieskich jeansów.

Niebieskie jeansy pasują do wszystkiego. Są uniwersalne, wygodne, zawsze modne i - jak określił to Calvin Klein - ultra seksowne. Spodnie wykonane z denimu to najchętniej wybierany podczas zakupów produkt tekstylny na świecie. Gdy nie wiemy, co na siebie założyć, decydujemy się właśnie na jeansy. Dokładnie tak samo postępuje większość mieszkańców naszej planety. Codziennie. 

Dana Thomas w publikacji "Modopolis. Dlaczego to, co nosimy, ma znaczenie" zaznacza, że przeciętny mieszkaniec Ameryki ma w swojej szafie 7 par jeansów. Co roku kupuje 4 następne, powiększając swoją "kolekcję". 40 proc. jeansów sprzedawanych w Stanach Zjednoczonych pochodzi z Xintangu.

Reklama

Zobacz również: Jak kupować i nosić jeansy w zgodzie z ekologią?

800 tys. par jeansów w jeden dzień. Imponujący wynik?

Xintang to chińskie miasto położone w prowincji Guangdong, które słynie z produkcji spodni jeansowych na szeroką skalę. To właśnie tu powstaje ponad 60 proc. jeansów z metką "made in China". Szacuje się, że jedna na trzy pary jeansów sprzedawanych na całym świecie jest produkowana właśnie w Xintang. Na pierwszy rzut oka statystyki produkcji są imponujące. Co roku ponad 220 tys. pracowników z tamtejszych fabryk produkuje około 300 milionów artykułów jeansowych. Powstaje tu zatem ponad 800 tys. par spodni dżinsowych dziennie. Nic dziwnego, że miasto nazywane jest "światową stolicą jeansów".

Xintang jest właściwie samowystarczalny. Maszyny w tamtejszych fabrykach pracują na okrągło. Wydają z siebie głośny turkot i pomagają. Bo w starodawnych pracowniach nadal większość pracy wykonuje się ręcznie. Tutejsi pracownicy tkają, szyją, kroją, barwią, piorą, ścierają i pakują tysiące par jeansów przeznaczonych głównie na eksport. Działają w wielkim skupieniu. Rekordziści są w stanie w minutę "obrobić" około sześciu par spodni. I tak w kółko.

Wypłata? Większość informacji dotyczących zarobków pracowników pochodzi z początku obecnego stulecia. Niezależna organizacja non-profit China Dialogue w 2013 roku donosiła, że fabryki oferują członkom załogi średnio 2000 juanów miesięcznie (325 dolarów amerykańskich,  a więc w przeliczeniu niecałe 1500 złotych). Chociaż za niektóre, bardziej ryzykowne prace można było zgarnąć 5000 juanów (815 dolarów amerykańskich, a w przeliczeniu ponad 3500 złotych). Mieszkańcy mimo "kuszących" pensji nie chcą pracować w gigantycznych pracowniach tekstylnych. Miasto pustoszeje, a fabryki zapełniane są w większości pracownikami tymczasowymi. Wszystko przez warunki, jakie panują w Xintangu.

10 tys. litrów wody i 3 kg chemikaliów

Stolica niebieskich jeansów nie nadaje się do życia. Mieszkańcy w rozmowach z mediami  z sentymentem wspominają lata 90-te. Wówczas w Dong Jiang, która wpływa do Rzeki Perłowej, można było się kąpać. Dzieci chętnie pluskały się z przeźroczystej wodzie, a dorośli spacerowali wzdłuż brzegów. To jednak już  przeszłość.

Potem ze względu na coraz bardziej modny offshoring (przenoszenie procesów produkcyjnych za granicę) - Xintang stanął przed "wielką szansą". Pierwszą farbiarnię przemysłową otworzono w wiosce Dadun. Później pojawiły się kolejne, a razem z nimi także inne fabryki związane z obróbką jeansu. Dziś jest ich około 3 tys. Produkcja nadal rośnie lawinowo.

Razem z rozwojem przemysłu włókienniczego w Chinach wzmagało się zanieczyszczenie konkretnych terenów. Tutejsze fabryki zużywają ponad dwa i pół biliona litrów wody rocznie. Aby wyprodukować jedną parę jeansów potrzeba średnio około 10 tys. litrów wody i 3 kg chemikaliów. Xintang od  początku nie radził sobie z neutralizacją ścieków - brakowało profesjonalnych i odpowiednio przystosowanych oczyszczali. Niejasne regulacje prawne lub ich całkowity brak sprawiały, że tamtejsze fabryki i farbiarnie uwalniały strumienie odpadów przemysłowych wprost do wód. Dong Jiang,  który jeszcze trzy dekady temu stanowił centrum lokalnej rozrywki, dziś odstrasza. Smród wydobywający się z dopływu Rzeki Perłowej jest nie do zniesienia. Woda ma kolor atramentu.

Zobacz również: Katarzyna Zajączkowska: Wszystkie problemy świata znajdują odzwierciedlenie w branży mody

W listopadzie 2010 r. Greenpeace prowadził badania mające ustalić,  dlaczego w rzece płynącej przez Xintang życie zamarło. Pobrane przez organizację próbki wykazały, że wody pełne są metali ciężkich. Znaleziono w nich cząsteczki ołowiu, miedzi i kadmu. Ilość niektórych pierwiastków przekraczała "standardy jakości środowiska" o ponad 100 proc.

Kurz w Xintang ma niebieski kolor. Cena sukcesu

Woda niszczy uprawy mieszkańców,  których domy znajdują się w pobliżu koryta. Powietrze w "światowej stolicy jeansów" śmierdzi siarką. Rowy przepełnia granatowa substancja. Również powietrze jest zanieczyszczone. Kurz w Xintang ma niebieski kolor. Drogi i jezdnie pokryte są lepkimi cząsteczkami w modnym odcieniu indygo.

"Po tym, jak przez kilka miesięcy pracowałem w pralni tkanin, zdałem sobie sprawę, że farbowanie i pranie wymaga użycia dużej ilości chemikaliów. Miejscowi mówili mi, że ludzie, którzy długo pracują w tej pracy, nie mogą mieć dzieci" - tłumaczył China Dialogue rozmówca, których chciał pozostać anonimowy. W mieście nie brakuje również osób,  cierpiących z powodu podrażnień skóry czy przewlekłych infekcji płuc.

Zobacz również: Ekomiłość. Jak się kochać dla planety?

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: jeansy | fast fashion

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy