Reklama

Reklama

Ukrainki w armii: Jeśli kobieta chce walczyć, to nikt jej nie powstrzyma

Ukraińcy walczą w obronie swojego kraju, stawiając opór rosyjskim wojskom. W obliczu zagrożenia inwazją ze strony sąsiedniego mocarstwa, pod koniec ubiegłego roku zmieniono zasady przyjmowania kobiet do wojska. Teraz w szeregach ukraińskiej armii walczy według szacunków ok. 20 proc. kobiet. Ukrainki od tygodni zapowiadały, że będą bronić swojego kraju i walczyć o przyszłość najbliższych.

Coraz więcej Ukrainek w armii

- Albo zabijesz wroga, albo wróg zabije twoje dziecko - mówi 51-letnia Marta Juzkiw, naukowczyni i żołnierka rezerwy ukraińskiej armii. Zanim doszło do eskalacji wojny w Ukrainie, kobieta co sobotę jeździła do swojej jednostki, aby szkolić się ze strzelania, obsługi punktów kontrolnych i obrony strategicznych budynków.

Podobnie jak tysiące innych Ukrainek nie zamierza w obliczu zagrożenia stać bezczynnie. Wraz z dozbrajaniem rosyjskich sił na granicach państwa, specjaliści do spraw obrony narodowej przewidywali trwającą obecnie inwazję i eskalację wojny. Gotowość do walki zaczęli zgłaszać też zwykli obywatele Ukrainy.

Reklama

Pod koniec 2021 roku władze zmieniły przepisy dotyczące komisji wojskowych. W konsekwencji wezwania do stawienia się na kontrolach otrzymały także kobiety. Do tej pory wojsko ukraińskie wspierały panie wykonujące głównie zawody medyczne.

Teraz listę rozszerzono, dodając do niej między innymi księgowe, kucharki, kelnerki, dziennikarki, kobiety z branży budowlanej i finansowej oraz fotografki. Według przedstawicieli sił zbrojnych wymienione profesje przysłużą się podczas obrony kraju.

Już w 2016 roku w ramach ukraińskiego programu modernizacji wojskowej, kobiety mogły obejmować stanowiska bojowe. Hanna Maliar, wiceminister obrony Ukrainy wskazuje, że w obliczu zagrożenia eskalacją wojny z Rosją nastąpił wzrost liczby żołnierek. Teraz kobiety stanowią ponad 20 proc. siły zbrojnej.

- W siłach zbrojnych przybywa kobiet, co jest dziś znaczące dla obronności kraju. W 2014 r. odsetek Ukrainek w siłach zbrojnych wynosił zaledwie 6,5 proc. Dziś na Ukrainie liczba kobiet służących w siłach zbrojnych sięga prawie 22,5 proc. - podkreśla Ljubow Humeniuk, główna specjalistka Departamentu Edukacji Wojskowej, Nauki, Polityki Społecznej i Humanitarnej Ministerstwa Obrony.

Kobiety na ochotniczki

Zmiana polityki angażowania kobiet do sił zbrojnych nastąpiła dzięki lobbingowi ukraińskich weteranek, takich jak Olena Bilozerska, snajperka, która w latach 2014-2016 służyła jako wolontariuszka w wielu punktach zapalnych na wschodzie Ukrainy. 

- W pierwszych dwóch latach wojny mężczyźni na linii frontu byli bardzo zaskoczeni, gdy zobaczyli żołnierkę - mówi w filmie dokumentalnym "Niewidzialny batalion", który zapoczątkował szerszą dyskusję na temat roli kobiet w ukraińskiej armii.

Bilozerska uczyła się swoich umiejętności strzeleckich w lasach pod Kijowem. Kiedy po raz pierwszy pojawiła się na froncie, jej koledzy zastanawiali się, czy nie jest lekarzem. Nie przyjmowali do wiadomości, że kobieta może walczyć z nimi w wojnie. Dziś żołnierze doskonale znają Olenę, a jej reputacja dotarła nawet do wojsk rosyjskich.

Olena Bilozerska podkreśla, że Ukraińcy przyzwyczaili się już do kobiet walczących na pierwszej linii frontu. Jej zdaniem to ochotniczki zgłaszające się na służbę wojskową w obronie kraju przyczyniły się do tej istotnej zmiany w ukraińskiej armii. Ochotnicy służą na froncie z wyboru.

Ich determinacja sprawia, że dowódcy chętniej zatrzymują ich w swoich szeregach, niezależnie od płci. - Każdy dowódca wiedział, że jeśli ma kobietę, która chce walczyć na pierwszej linii frontu, a on jej na to nie pozwoli, straci bardzo zmotywowaną wojowniczkę, która pójdzie do innej jednostki. Jeśli kobieta chce walczyć, to nikt jej nie powstrzyma - dodaje Bilozreska.

Nie zawsze jednak dowódcy doceniają swoje żołnierki. Dziennikarze z "The Christian Science Monitor" rozmawiali pozycji Ukrainek w wojsku z Darią - jedną z sześciu kobiet wśród 30 mężczyzn stacjonujących wówczas w wojskowym centrum szkoleniowym w Desnie, w północnej Ukrainie. Kobieta prosiła przełożonych, aby przenieśli ją na pierwszą linię frontu. Ci jednak nie chcieli się zgodzić. Zdaniem Darii powodem tej sytuacji są utrzymujące się stereotypy na temat kobiet w wojsku.

- Najczęściej mówi się, że kobiety są słabe i wymagają specjalnego traktowania. Kobiety nie mogą pozwolić sobie na chwilę słabości. Jeśli mężczyzna się poddaje, to dlatego, że jest mu ciężko. Jeśli kobieta się poddaje, to dlatego, że jest kobietą - dodaje Daria.

Waleczne, odważne i zdeterminowane

"The Christian Science Monitor" opisało również historię Nadii Babych, żołnierki pełniącej wartę na punkcie kontrolnym w pobliżu miasta Zołote we wschodniej Ukrainie. Region ten od lat jest pogrążony w konflikcie z Rosją.

Nadia ma dwójkę dzieci, ale mimo tego chce bronić kraju przed morderczymi mackami rosyjskich wojsk. W ciągu ostatnich pięciu lat Babych osiągnęła stopień starszego sierżanta i urodziła najmłodszą córkę. Uważa, że jej motywacja do służby nie różni się od tej, która kierują się w boju mężczyźni.

- Kobiety mają takie same powody, aby wstąpić do wojska. Wszyscy chcemy utrzymać nasze terytorium w całości oraz odzyskać wolność dla siebie i najbliższych - mówi Nadia. Męscy towarzysze całkowicie akceptują jej obecność w szeregach.

Niedawno internet obiegły zdjęcia byłej miss Ukrainy, pozującej w wojskowym uniformie i broni. Anastasia Lenna po wygranej w konkursie piękności Miss Grand Internarional 2015 pracowała jako modelka i menedżer do spraw public relations w Turcji. Postanowiła jednak wrócić do kraju, żeby walczyć ramię w ramię z rodakami przeciwko rosyjskiej inwazji.

"Każdy, kto przekroczy granicę Ukrainy z zamiarem inwazji, zostanie zabity" - napisała pod jednym ze swoich postów na Instagramie. Udowadnia swoim obserwatorom, że kobiety są równie potrzebne w ukraińskiej armii, co mężczyźni. Oprócz zdjęć w pełnym umundurowaniu Anastasia przekazuje dezorientujące wroga informacje od wojsk terytorialnych, w których pokazuje, w jaki sposób obrzucać koktajlami Mołotowa pojazdy militarne.

Iryna Josypenko, medyczka wojskowa walczyła już z rosyjskimi wojskami podczas ataku z 2014 roku. Postanowiła ponownie wrócić do wojska, żeby uczyć ochotników ewakuowania rannych i przeprowadzania podstawowej pomocy medycznej.

- Już w 2014 roku zauważyłam, że Ukrainki są gotowe służyć w wojsku i bronić swojego kraju - mówi Iryna. Podkreśla jednak, że czasem żołnierki wyśmiewane są nie tylko przez starszych kolegów po fachu, ale także internautów, komentujących ich postawę w mediach społecznościowych.

- Starsze pokolenia mówią, że wojna to nie miejsce dla bab. Nie słyszę tego jednak od służących teraz w wojsku, co jest pocieszające i daje perspektywę na lepszą przyszłość kobiet w wojsku. Cieszę się, że widzę kobiety, które mówią, że wstępują do wojska, by ratować swój kraj. Takie kobiety są najskuteczniejszymi żołnierzami - mówi Josypenko.

***

Zobacz także:

"Nie fotografuj, nie publikuj w Internecie”. Czego nie dodawać w trakcie wojny?

"Rodzina zadzwoniła o 6 rano. Wszyscy płakaliśmy". Reakcje Ukraińców na wojnę

Jeśli nie możesz otworzyć domu, otwórz serce


Styl.pl
Dowiedz się więcej na temat: ukraina-rosja | żołnierz ukraina

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy