Reklama

Reklama

Żona zaradna

My kobiety jak zostajemy żonami, matkami to wkurzamy się na mężów, że nam nie pomagają, że wszystko zostawiają na naszej głowie. Jednak jak dzieci dorastają (w tym wypadku synowie), to przekazujemy im te stereotypy, jakimi są kobieta = gospodyni domowa, mężczyzna = głowa rodziny.

My kobiety jak zostajemy żonami, matkami to wkurzamy się na mężów, że nam nie pomagają, że wszystko zostawiają na naszej głowie. Jednak jak dzieci dorastają (w tym wypadku synowie), to przekazujemy im te stereotypy, jakimi są kobieta = gospodyni domowa, mężczyzna = głowa rodziny.

 

Kiedyś, dawno temu w moim rodzinnym domu było tak, jak pewnie w większości polskich domów. Mama nie pracowała, zajmowała się dziećmi, gotowała, sprzątała, robiła zakupy... później to się zmieniło. Mama poszła do pracy, następnie na studia i się skończyło. Tata musiał się przywyknąć do robienia zakupów i pilnowania dzieci - ja raczej byłam już na tyle duża, że nie miał ze mną problemów. Pozostałe czynności po mamie spadły na moją głowę. Dlatego już jako nastolatka zmagałam się z typowymi obowiązkami gospodyni domowej.

Reklama

 

 

Kobieta jest wielowątkowa, nie podlega to dyskusji i wiemy to nie od dziś. Co inteligentniejszy mężczyzna potrafi to głośno przyznać. Kobieta jedną ręką prasując zabawia dziecko, drugą ręką gotuje obiad, a w głowie układa listę zakupów. A do tego wszystkiego jeszcze jest szczęśliwa i uśmiechnięta. Jaki facet byłby do tego zdolny? Znam takich, którzy mają w domu tylko jeden obowiązek, np. sprzątnięcie łazienki (raz na 2 tygodnie) lub skoszenie trawnika (raz na 2 tygodnie), a i tak trzeba za nimi chodzić i im przypominać. Dlaczego oni uważają, że jak kobieta nie pracuje to nie musi o niczym myśleć, że nie zaprząta sobie głowy poważnymi sprawami? Myślę o tym kiedy pójść z dzieckim na kolejne szczepienie, kiedy warto wyjąć zimową garderobę z pawlacza, o tym, żeby odebrać kurtkę od czyszczenia, o tym co na obiad, a także o tym, że mężowi powinnam liczyć kalorie. Także mam sporo na głowie, pomimo, że nie chodzę do pracy to jestem w pracy.

 

 

Są jednak kobiety, które bardzo się buntują przeciwko takiemu męskiemu myśleniu i motywują swoich partnerów do udzielania się w domowych obowiązkach. Jestem jak najbardziej za! Nie rozumiem tylko kobiet, które wyzywają na facetów, że nic nie robią i nie pomagą, tylko przeszkadzają, a jednak nie gonią ich do roboty, cały czas wyręczając ich w tych pracach. I tak rośnie kolejne pokolenie facetów, którzy z domu wynoszą, że to kobieta jest od sprzątania i gotowania.

 

 

Mi osobiście nie przeszkadza fakt, że jestem kurą domową - nazywam fakty po imieniu. Jednak nie pozowlę na to, żeby moje dzieci (zwłasza synowie) nie potrafili docenić mojej "domowej"pracy. Każdy w domu powinien mieć swoje obowiązki.

 

 

Poza tym, że utrzymywanie domu, opieka nad dziećmi wypełnia mi cały dzień to do tego wszystkiego staram się nie wypaść z gry i dokładam sobie dodatkowych obowiązków, tym razem bardziej pod kątem zawodowym. Niby nie praca, ale płacą, czyli jednak :) sprzedaż kosmetyków. Skorzystałam, sprawdziłam, polecam.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy