Reklama

Reklama

Conchita w 20m2!

"Lubię obie swoje natury, ale ta cecha zmienia się w mgnieniu oka" - Conchita Wurst w 20m2. Piosenkarka spektakularnie wygrała Eurowizję w 2014 roku i od tamtej pory nie daje o sobie zapomnieć. Sławę zawdzięcza nie tylko sile swojego głosu, ale również swojemu kontrowersyjnemu stylowi. Nazywana jest kobietą z brodą i medialną królowa Austrii. Conchita Wurst to kolejna międzynarodowa gwiazda, która przekroczyła próg kawalerki Łukasza.

Choć jej prawdziwe imię to Thomas Neuwirth, przybrany pseudonim artystyczny wydaje się bardziej odpowiadać prawdziwemu obliczu artystki. Przyjechała na nagranie od razu po wylądowaniu w Polsce. W wywiadzie Conchita opowiedziała m.in. o swoim sukcesie, szacunku do siebie i dwóch skrajnych osobowościach, które w niej drzemią. 

Pewna stacja radiowa grała jej utwór 48 razy z rzędu. "Tak, to było świetne. Wygrałam Eurowizję i ciągle byłam w Kopenhadze i dostaliśmy informację od jednej ze stacji radiowych z Austrii, że będą grać mój utwór aż odbiorę telefon. Więc zaczęli rano, ja musiałam wrócić do Austrii, miałam konferencję prasową itd. i dopiero późnym popołudniem odebrałam od nich telefon. Chcieli tylko pogratulować. A ja przeprosiłam słuchaczy, że musieli słuchać ‘"Rise Like a Phoenix" raz za razem".  

Reklama

Łukasz zapytał, co powiedziałaby osobom, które jej nie akceptują. "Nie musicie mnie akceptować, musicie szanować, że tu jestem. Oczywiście chcę być akceptowana, bo ja swym zachowaniem nikogo nie krzywdzę i szanuję wszystkich. Te dwie zasady wpoili mi rodzice jeśli chodzi o bycie dobrym człowiekiem. Nie wolno ci nikogo krzywdzić i musisz szanować i być uprzejma. To moje zasady" - powiedziała.

Na pytanie co by w sobie zmieniła odpowiedziała: "Chciałabym być bardziej cierpliwa. Bo nienawidzę czekać. To się zmienia momentalnie. Tom, jest bardzo leniwy. A ja lubię, jak się dzieje. Lubię działać i jak już jestem umalowana, to jestem gotowa do działania. Wtedy nie chcę czekać, chcę robić. A kiedy muszę czekać, to coś podpiszę, bo coś muszę robić".

Łukasz zapytał również, o bardziej przyziemne, codzienne wydarzenia takie jak podróżowanie. "Nie podróżuję z przesiadkami bo to nie jest wygodne, więc przechodzę przez tę samą odprawę, co każdy, ale kiedy tak już się zdarza, i mam jakieś spotkanie tuż po wylądowaniu, to lecę w pełni przebrana i jeszcze nigdy nie miałam problemu"

Pod koniec wywiadu Łukasz zapytał czy Conchita lubi niespodzianki, poprosił ją o zamknięcie oczu i w 60 sekund zamienił kawalerkę w klub ze sceną na której finalnie zaśpiewała swój ostatni singiel Firestone, a do kawalerki wbiegło 2 tancerzy, aby urozmaicić występ. Dodatkowo były światła, lasery, dymiarka, konfetti, wszystko po to, aby ta wizyta była wyjątkowa.


   


Styl.pl/materiały prasowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy