Reklama

Reklama

Lody z masłem orzechowym i curry

​Kilka tygodni spędzonych w San Francisco należało do najsmaczniejszych w moim życiu. Dzięki anielskiemu sercu moich znajomych Kasi i Adama mieszkałam w ich domu na Mission tuż obok słynnej Tartine, więc na śniadanie jadłam kanapki na najlepszym chlebie, na obiad opychałam się taco lub burrito, a kolację często jadałam na trawie w parku Dolores.

Ach, to był dobry miesiąc. Jednak najlepiej z tego pobytu wspominam właśnie lody. Oprócz tego, że można tam znaleźć mnóstwo lodów wegańskich i że wszystkie robione są z najlepszych składników, to lodziarnie ścigają się w tworzeniu nowych, nieprzyzwoicie pysznych połączeń, co tydzień ogłaszając mrożone objawienie. A moim ukochanym okazał się właśnie smak masła orzechowego i curry.

Składniki

  • 2 puszki mleczka kokosowego
  • 8 łyżek masła orzechowego
  • 1⁄2 szklanki cukru trzcinowego
  • 1⁄2 łyżeczki przyprawy curry
  • 1⁄2 łyżeczki soli morskiej
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej lub ryżowej

Reklama

1. Do średniego rondelka włożyć wszystkie składniki poza mąką i podgrzewać na średnim ogniu, co jakiś czas delikatnie mieszając. Kiedy płyn będzie ciepły, dodać mąkę i dokładnie wymieszać trzepaczką oraz podgrzewać dalej, do momentu aż zacznie bulgotać. Wtedy wyłączyć ogień.

2. Masę lodową przelać do pudełka na lody i odstawić do całkowitego wystudzenia, a następnie schować do zamrażarki. Przez 4 godziny co pół godziny wyjmować pudełko i mieszać zamarzającą masę łyżką, zaczynając od brzegów, tam gdzie zamarza najszybciej. Im lepiej i dokładniej będzie pomieszana masa, tym lepsze wyjdą lody. Po wyjęciu z zamrażarki pozostawić na 15 minut w temperaturze pokojowej, a potem zjadać - można prosto z pudełka i bez żadnych dodatków.

Mieszanie lodów jest dość uciążliwe, ale to właśnie od tego kroku zależy ich puszystość. Jeśli macie naprawdę mocny blender, możecie trochę oszukać i skrócić ten proces o połowę - wystarczy, że zamrożone lody wyjmiecie, poczekacie kwadrans, a następnie pokroicie w kostkę i rozdrobnicie blenderem. Mówiąc szczerze, ja z reguły wybieram tę opcję.

Przepis pochodzi z książki "Nowa Jadłonomia" Marty Dymek


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje