Reklama

Reklama

Mój szef mnie wykorzystuje

Nie docenia, źle płaci, pomija przy nagrodach. Traktuje z góry, kradnie pomysły, a kiedy protestujesz, daje do zrozumienia, że nie jesteś niezastąpiona. Co możesz zrobić?

Moja koleżanka się martwi. Rok temu mała agencja reklamowa, w której pracowała od dwunastu lat, została połknięta przez korporacyjnego giganta. Urszula zamiast jednego kluczowego klienta ma teraz dwóch. To oznacza, że ma pod sobą dwa zespoły. Nie wyrabia się. A najgorsze, że jej projekty są odrzucane przez dział obsługi klienta. Potem do akcji wkracza jej szef, poprawia projekt opracowany przez dział Urszuli i... to on dostaje pochwały, jej praca przechodzi niezauważona.

- Połączyliśmy się z firmą, która wybrała nas ze względu na nasze niesztampowe podejście. Wszystko im się podobało. Teraz słyszę: "Ulu, tak nie robimy, sorry, to się nie nadaje". Po czym szef przejmuje projekt i go "ratuje" . On zbiera laury, ja nic z tego nie mam. Coraz częściej myślę, że może się wypaliłam. I mam żal, że człowiek, z którym pracowałam od lat, robi mi takie numery.

Reklama

Ula nie chce zmieniać pracy. Z pensji spłaca pożyczkę i pomaga bratu, który mieszka w rejonie, gdzie pracy nie ma, a też ma kredyt. Bardzo przeżyła okres wypowiedzeń, odeszła połowa ludzi. Jej udało się zachować etat. Ale po krótkim poczuciu wygranej zaczęła popadać w coraz większy dołek. Nie znosi kierowniczki obsługi klienta. I nie może patrzeć na swojego szefa. Z badań CBOS wynika, że aż dla jednej trzeciej Polaków (29 proc.) fajna praca to najważniejszy element udanego życia. Nawet życie rodzinne jest dla nas mniej istotne w tym kontekście. Aż 24 proc. osób deklaruje, że w ich miejscu zatrudnienia są przypadki szykanowania przez przełożonych. Bardzo to przeżywamy. 96 proc. z nas uważa, że takie zachowanie nie może być niczym usprawiedliwione.

Kawa na ławę

- W firmach bywają różne standardy pracy czy elementy kultury organizacyjnej - przypomina mi Wacław Kisiel-Dorohinicki, trener kadr i doradca zawodowy, kiedy pytam go, jak pomóc Urszuli.

Tłumaczy: - Gdy łączą się dwie firmy, dominująca narzuca swoje procedury. Miejsce pracy się nie zmienia, ale większość zasad - owszem. Pierwsza rzecz to poznać te zasady. Powinny one zostać zakomunikowane nowym pracownikom, ale nie zawsze ma to miejsce. Dlatego pierwszym krokiem Uli powinno być zdiagnozowanie, czemu przepadają jej projekty. Musi porozmawiać z szefem. Może on macza w tym palce? A może chodzi o odmienny standard realizacji zadań?

Ula boi się rozmowy. Wcześniej przyjaźnili się z szefem. Teraz czuje, że są po dwóch stronach barykady. A co, jeśli odpowie: twoje projekty są słabe i nie ma już dla ciebie miejsca? Pytam o opinię psycholog biznesu i coacha menedżerów Izabelę Kielczyk, która prowadzi warsztaty "Stawiaj granice w pracy".

- Ludzie boją się walczyć o siebie - stwierdza. - Boją się postawić. Mówią: "Nie chcę psuć atmosfery, bo uznają mnie za lenia, moje notowania spadną". Tymczasem to ci, którzy stawiają granice, mają wyższe notowania. Jeśli mam przekonanie, że inni dopuszczają się w stosunku do mnie nadużyć, to trzeba im to powiedzieć. Tyle że trzeba też przygotować się na konsekwencje. Ktoś może zareagować gniewem. Zablokować dalszą karierę. Albo powiedzieć: mam tysiąc osób na twoje miejsce. Co odpowiesz? Na ile możesz sobie pozwolić?

Izabela Kielczyk pociesza: - Najczęściej takie czarno-białe myślenie - albo będę harować, albo mnie wyrzucą - jest nieobiektywne i typowe dla osób przeciążonych. Wizja, że są tylko te dwa wyjścia i każde jest okropne, powstrzymuje przed podjęciem działania. A pomiędzy tymi dwiema opcjami jest mnóstwo rozwiązań. Ula idzie do szefa. Mówi, że czuje się niedoceniona, że nie jest w stanie lepiej wykonywać swojej pracy, bo jest jej za dużo. Pilnuje się, aby nie usprawiedliwiać się zbyt wylewnie, tak jak przeszkolił ją coach. Pyta wprost, co jest nie tak z jej projektami. Mówi, że jest zła, gdy szef przedstawia je później jako swoje. W odpowiedzi słyszy, że w korporacjach po prostu jest tyle pracy. Że grają w jednej drużynie, więc nie ma znaczenia, kto "przepchnie" projekt. I że to jej wina.

Musi popracować nad komunikacją. Za bardzo się złości, zraziła do siebie szefową obsługi klienta. To dlatego jej pomysły dopiero po wygładzeniu ich przez szefa zyskują uznanie. "Ja cię chronię, a nie wykorzystuję", słyszy. Jest zaskoczony, że Ula czuje się niedoceniana. Przecież nie pozwolił jej zwolnić. Ceni ją. Obiecuje dodatkowego pracownika. Ula widzi, że nie jest do odstrzału. Tylko nadal nie jest pewna, czy może ufać szefowi. Boi się iść wyżej, aby walczyć o swoje - przecież szef powiedział, że postrzegają ją jako konfliktową.

Agnieszka Kozakiewicz, psycholog i trenerka współpracująca z serwisem Gowork.pl, mówi: - Pójście na skargę "o grzędę wyżej" to ostateczność. Ale dobrą okazją do wyrażenia swojej opinii są oceny pracownicze. Każdy podlega tu ocenie, weryfikuje obszary do dalszego rozwoju. To moment, by podkreślić to, co wnosimy do firmy, i podzielić się wątpliwościami.

Porównaj się

Wacław Kisiel-Dorohinicki radzi spojrzeć na nasz problem w szerszym kontekście i porównać się z osobami, które zajmują się tym samym co my na podobnych stanowiskach w innych firmach. To da rozeznanie, czy rzeczywiście ktoś nas wykorzystuje. Może inni pracują podobnie, ale ty odczuwasz dyskomfort, bo dopiero wdrażasz się do nowych obowiązków? Może tak właśnie wygląda w tej firmie podział zadań szef - podwładny lub sposób przygotowywania projektu?

Dobrze też zgłębić aspekty swojego zawodu - jakie obowiązki, kompetencje, umiejętności wchodzą w jego zakres? Tak zwany opis profesji (stworzony przez konkretne grupy zawodowe) można znaleźć na branżowych stronach, portalach poświęconych kwestiom zawodowym oraz w "Przewodniku po zawodach" wydanym przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.

- Jeśli spędziło się w jednej firmie kilkanaście lat, to patrzy się na swoją profesję i stanowisko przez pryzmat tylko jednego pracodawcy - tłumaczy Wacław Kisiel-Dorohinicki i dodaje: - Znając swój zawód, możemy dostrzec unikatowe cechy, jakimi dysponujemy, z których można uczynić atut, "perełki" wyróżniające nas spośród innych. Na przykład kreatywność i umiejętność łamania standardów. Nie każdy to potrafi.

Warto poczytać, pomyśleć, bo może się okazać, że lepszy dla nas będzie zawód pokrewny. Nie zawsze dostrzegamy, że pomiędzy niektórymi profesjami istnieje możliwość łatwego przejścia. Przykład: pod względem kompetencji, zarówno technicznych, jak i miękkich, grafik komputerowy i fotograf to zawody pokrewne, w których do realizacji zadań potrzebne są te same umiejętności.

Urszula konsultuje się ze znajomą. Jest zaskoczona, bo tamta ma jeszcze więcej na głowie. Jednak szef koleżanki nie ma w zwyczaju "ratowania" jej projektów... W tajemnicy Urszula zaczyna robić backupy wszystkiego, czym się zajmuje. Umawia się na kawę ze znienawidzoną szefową obsługi klienta, która zwykle odrzuca jej projekty. Udaje się trochę przełamać lody. Dopytuje, jak powinna przygotowywać prace. Słyszy, że najważniejsze jest dopasowanie się do schematów, potem jest miejsce na odrobinę szaleństwa. - A ty pracujesz na wariata - mówi jej kierowniczka. - To cenna rada - dziękuje jej Urszula, starannie ukrywając złość.

Zwolnij

Dodatkowym powodem frustracji Uli jest jej mąż. Czuje się wykorzystywana podwójnie. Ona wraca z pracy i sprawdza dzieciom lekcje, odkurzając równocześnie mieszkanie. A mąż po pracy zamyka się w pokoju i gra pół godziny na perkusji, żeby się wyluzować. Co roku wyjeżdża na tydzień z kolegami. Ostatnio gdy był na wakacjach, córki zachorowały.

- Stawałam na głowie, żeby znaleźć opiekę. Po nocach kończyłam projekt. Nie muszę dodawać, że się nie spodobał. I że szef na kolejnym spotkaniu "sprzedał" go jako swój. Kiedy mąż wrócił, zrobiłam mu awanturę. Za wyjazd, za moje niepowodzenia, za wszystko - opowiada. Zamiast przeprosin usłyszała: - To z tobą jest coś nie tak. Zwolnij. Czy ty walczysz w tej pracy o złote kalesony? Idź do jakiegoś specjalisty.

- Jeśli czujesz się wykorzystywana w pracy i niewiele możesz z tym zrobić, zadbaj o czas po pracy. Nic tak nie odejmuje stresu jak hobby niezwiązane z nią - radzi Izabela Kielczyk. I wyjaśnia, że chodzi o tzw. konstruktywne leniuchowanie: - Nikt nas tak nie wykorzystuje jak my sami. Dlatego trzeba zacząć od siebie. Zamiast się złościć na męża, wziąć z niego przykład. Zapisać się na zumbę, zacząć biegać. Człowiek nie żyje tylko pracą. Psycholożka podkreśla, że ważna jest elastyczność: - Mam zasadę, że nie odbieram telefonów w weekend. Ale są klienci, którzy właśnie wtedy chcą się kontaktować. Mogę decydować: idę na ustępstwo czy rezygnuję ze współpracy. W przypadku korporacji nie ma tego wyboru, nie my wybieramy klientów. Ale można odbierać tylko te najważniejsze telefony.

Jak znaleźć czas? Specjaliści polecają połączenie starej przypowieści z nowoczesną techniką. Przypowieść mówi, że gdy do naczynia mamy wsypać piasek, a potem wsadzić do niego kamienie, one już się nie zmieszczą. Ale jeśli zaczniemy od włożenia kamieni, na piasek znajdzie się miejsce. Te kamienie to nasze priorytety, a piasek - mniej ważne sprawy. Kisiel-Dorohinicki podkreśla: - Ważne, by ustalić z szefem listę priorytetów w pracy. To pozwala skoncentrować się na tych zadaniach, których nie można odpuścić.

Ula odbywa pierwszą wizytę u coacha. Spisuje listę "kamieni". Wśród nich znajdują się nie tylko priorytety z pracy, ale też dla niej samej. Ma zadbać o siebie. Konkretnie: znaleźć dietetyka i zacząć biegać. Nie może patrzeć na siebie w lustrze. Nowoczesna technika w postaci elektronicznego kalendarza z "przypominajkami" nie pozwala jej pominąć wpisanych punktów. Znajduje dietę, zaczyna biegać dwa razy w tygodniu. Aby nie stresować się tym, że wychodzi wcześniej niż dotąd, biega rano. Gdy zakłada adidasy, czuje, że tego było jej trzeba.

Agnieszka Kozakiewicz poleca: - Kilka razy w tygodniu dobrze jest zrobić coś, co wybije nas z rutyny. To może być nowa droga do pracy, nieznana potrawa, przeczytanie artykułu nie z branży. Mała odskocznia a naprawdę odcina od zmartwień zawodowych.

Co robić, gdy czujesz się niedoceniany? Czytaj na następnej stronie!

Czemu pomagasz?

Takie pytanie zadaje jej coach, gdy Urszula mówi, że dzięki pensji może pomagać rodzinie. Tuż po tej sesji ma ochotę zadzwonić do brata i oświadczyć, że odtąd muszą sobie zacząć radzić sami. Ale daje sobie wieczór na przemyślenie.

- Chęć poświęcania się dla rodziny tkwi głęboko w osobowości. To dlatego, że dostajemy nagrodę w postaci różnych "głasków": jesteśmy ważni, dobre z nas dziecko, rodzina nas ceni - mówi Izabela Kielczyk. Ma wielu pacjentów, którzy przez lata pomagają krewnym: - Bardzo dużo czasu zajmuje zrozumienie, że czym innym jest doraźna pomoc, a czym innym stała opieka, branie za kogoś odpowiedzialności. Czy ta osoba na pewno nie poradzi sobie sama? A może tylko przyzwyczaiła się na ciebie stale liczyć?

Ula odkrywa, że pomaganie rodzinie jest dla niej ważne. Czuje się świetnie jako "ta, która sobie radzi", "ta, która ma wielkie serce". Nie chce się z tego wycofać. Ale rodzinna analiza uświadamia jej, że w pracy powtarza ten wzorzec. Kanadyjski psycholog Brian DesRoches zaobserwował, że w pracy odtwarzamy role, które przyjęliśmy w życiu rodzinnym. W książce pt. "Your Boss Is Not Your Mother" (Nie traktuj szefa jak matki) dowodzi, że jeśli ktoś był prymusem, w pracy też taki będzie. A jeśli był "pomagaczem", to i w pracy będzie pomagać. Nie każdemu jest z tym źle.

Dla niektórych poczucie bycia potrzebnym to bardzo ważny motyw podejmowanych działań. Ale warto zdawać sobie z niego sprawę. Ludzie często wykorzystują innych nie ze złośliwości. Jeśli ktoś bez szemrania podejmuje się nowych obowiązków, to po prostu dostaje kolejne. Jeśli nie oponujemy, będziemy wykorzystywani. Szczególnie że gdy w branży jest więcej ludzi niż miejsc pracy, pojawia się swego rodzaju przyzwolenie na to, aby dać się wykorzystywać.

Walcz o siebie

Człowiek przeciążony zaczyna źle wykonywać obowiązki. Czuje się gorszym pracownikiem, partnerem, rodzicem. Potrzebuje więcej pochwał, bo jego samoocena pikuje. Co więcej, poczucie, że inni nas wykorzystują, bierze się często stąd, że nie umiemy upomnieć się o swoje, a w wyniku tego nie jesteśmy doceniani i tych pochwał nie dostajemy. Trzeba się nauczyć pokazywać, co firma nam zawdzięcza. Agnieszka Kozakiewicz radzi: - Jeśli ktoś inny prezentuje twój projekt, "wproś" się na prezentację. Podkreśl swój wkład, z czego konkretnie jesteś zadowolona. To nie przechwalanie się, tylko informacja.

Izabela Kielczyk dodaje: - Szczególnie kobiety boją się wyjść na chwalipięty. Tymczasem w korporacji trzeba być dobrym "sprzedawcą" samego siebie. Kobiety raczej skupiają się na tym, czego nie zrobiły lub co zrobiły źle. Mówią: "Okej, zdobyłam klienta, ale gdybym zdobyła większego...". Jeśli szef nie widzi naszych dokonań, można pójść do niego po nagrodę. Ale z konkretami: "Zrobiłam to i to, należy mi się premia" (ale uwaga, nie mówmy nigdy: "Należy mi się, bo Z też dostał", to fałszuje naszą motywację).

Do nagrody warto podchodzić elastycznie. Szef mówi: "Nie ma pieniędzy" - poproś o dodatkowe dwa tygodnie urlopu. Chcesz dostać dwa tygodnie urlopu, ale szef proponuje ci w zamian dofinansowanie do przedszkola? Nie obrażaj się, tylko weź. Można też... samemu zacząć się nagradzać. Ale publicznie. Na przykład po skończeniu projektu zaprosić cały dział na piwo czy pizzę. Agnieszka Kozakiewicz: - Wspólne świętowanie to nie tylko nagroda. To dobry PR, wzmacnia wizerunek dobrego pracownika, bo informacja o naszym sukcesie rozchodzi się po firmie.

Alternatywy

Zdaniem Wacława Kisiela-Dorohinickiego nic tak nie poprawia samooceny jak poznanie alternatyw. Może to być zmiana pracy albo zmiana postępowania. - Środowisko pracy wzmacnia te cechy pracownika, które są użyteczne. Jeśli ktoś pracował w firmie stawiającej głównie na kreatywność i nieszablonowość, to właśnie te cechy w sobie rozwijał. Przejęcie firmy przez organizację, gdzie panuje mniejsza wolność, może budzić, najłagodniej rzecz ujmując, niezadowolenie. Bo trzeba się przestawić i wzmocnić w sobie nowe cechy.

Na przykład tworząc projekt, najpierw zastosować procedury, a dopiero potem w ich sztywnych ramach pozwolić sobie na kreatywność. W takiej sytuacji początkowo zawsze czujemy się niedocenieni. Izabela Kielczyk radzi z kolei alternatywne spojrzenie: - Najtrudniejsza jest zmiana sposobu myślenia o sobie jako osobie wykorzystywanej. Harujesz, bo musisz spłacać kredyt? Pomyśl: dzięki pracy mogę ten kredyt spłacać. Może to ci się kalkuluje? Agnieszka Kozakiewicz także przestrzega przed pogrążaniem się w retoryce "jestem ofiarą": - Nie ma stresujących sytuacji. Stresujące są tylko nasze reakcje. A na to mamy wpływ - na swoje postawy, sposób myślenia. Nawet jeśli sytuacja nie jest sprzymierzeńcem, można popatrzeć na nią z drugiej strony.

Jeśli czujesz się niedoceniana:

Rób dokumentację - jeśli szef ma zwyczaj przypisywać sobie twoje zasługi, rób kopie projektów i trzymaj je w domu. Wyjdź z ukrycia - nie bój się powiedzieć podczas prezentacji, jaki wkład wniosłaś do danego zadania. Podkreśl: "Dobrze, że zachowaliśmy ten slogan reklamowy, który zaproponowałam". To poprawi twoje samopoczucie. Jeżeli ktoś inny prezentuje wasz wspólny projekt, poproś o uwagę i dodaj coś od siebie.

Zadbaj o autopromocję - niech wszyscy wiedzą, że pracujesz nad danym projektem, zanim szef przypisze sobie zasługi. Dbaj, aby cię pamiętano i kojarzono z dobrą pracą. W rozmowach z innymi, na Facebooku, podczas spotkań z klientami buduj wizerunek siebie jako specjalisty.

Dopominaj się o pochwały
- może twój szef nie umie chwalić podwładnych. Naucz go tego, chwaląc jego decyzje. Nie mów jednak: "Ty to zawsze wszystko wiesz", raczej: "Miałeś dobry pomysł". Podczas nieformalnych rozmów mów: "Odwaliłam kawał roboty, nie uważasz?".

PANI 3/2015

Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy